Cześć ! Zaczynam pisać właśnie nową historię ; ) Mam nadzieję, że się podoba. A teraz krótki wstęp , bo się spieszę ; )
„Karmen, jesteś nie wychowana!”, „Karmen, chcę natychmiast porozmawiać z twoją matką!”, „Karmen, dlaczego ty nic nie umiesz porządnie zrobić?!”, „Karmen, nie tak cię wychowaliśmy” … Dosyć. Miała serdecznie dosyć. W kółko to samo! Karmen to, Karmen tamto. Zawsze byłam porównywana do moich sióstr – Stelli i Belli. Stella była ode mnie starsza. Oczywiście mądrzejsza i ładniejsza. Miała szczęście w życiu – była przeciwieństwem mnie. Bella natomiast miała 8 lat, a była 6 razy mądrzejsza ode mnie. Moja mama była nauczycielką fizyki, tato chemii. Tak więc można powiedzieć, że była jedynym cudacznym dzieckiem państwa Jones. Ale taka była chyba moja r.o.l.a. w tym filmie… Tak czy inaczej, żałuję tego co zrobiłam. Ale no tak, powinnam zacząć od początku, prawda? Dobrze. Wszystko zaczęło się gdy moja najlepsza przyjaciółka, Rosie, była u mnie i rozwiązywałyśmy zadania domowe z fizyki…
Liczę na komentarze, co do wstępu ! : )
EDIT:
No dobra, tytuł mojej historii został zmieniony, ponieważ ten bardziej pasował mi do niej : )
A więc zapraszam do pierwszego rozdziału! Mam nadzieję, że się podoba : )
Rozdział 1
Rosie była moją najlepszą przyjaciółką dlatego, że świetnie się razem dopełniałyśmy. Ja byłam tą złą częścią, ona tą dobrą. Zresztą musiała, bo jej rodzice byli bogaci i prowadzili firmę krawiecką „High Life”. Rosie była szóstkową uczennicą, zgrabną i mądrą blondyneczką… Można powiedzieć, że 16-letnią kopią mojej siostry Stelli, tylko że fajniejszą.
-Karmen, rozumiesz to zadanie?- zapytała Rosie pokazując mi jedno z zadań w książce.
-Nie… Nic nie rozumiem. – Wzruszyłam ramionami patrząc bezwładnie na książkę przyjaciółki.
-Jak to? Twoja mama uczy fizyki, jak to możliwe że to przedmiot z którym masz największe problemy?- Rosie popatrzyła na mnie dziwnie.
Wzruszyłam ponownie ramionami. Nie chciało mi się odpowiadać na to pytanie. Cóż, to była prawda. Chemia i fizyka były przedmiotami, z których moją najwyższą oceną była -3.
-Witajcie, dziewczynki! – Nagle jak burza do mojego pokoju wtargnęła moja mama. - I jak idzie wam rozwiązywanie zadań z fizyki?- spytała.
-Wspaniale, pani Jones! Idzie na świetnie, wszystko rozumiemy.- skłamała Rosie.
-Uff! Wielkie dzięki, Rosie! Uratowałaś mnie z tej trudnej sytuacji… Inaczej zaczęło by się dwugodzinne wyjaśnianie jednego, głupiego zadania z fizyki… Rosie, jesteś nieziemska! – pomyślałam.
-Ach, no to świetnie!- moja mama uśmiechnęła się pogodnie. – A więc nie przeszkadzam, dziewczynki. Róbcie sobie te zadania. Pa!
Razem z Rosie patrzyłyśmy jak moja mama odchodzi za drzwi.
-Uff!- wykrzyknęłyśmy obie, gdy nie było już widać cienia mojej mamy.
-Uratowane.- Rosie uśmiechnęła się lekko do mnie.
Następnie wzięłyśmy się do rozwiązywanie pozostałych zadań z fizyki. Nie było łatwo, bo były coraz trudniejsze, ale lepsze to niż dwugodzinne wysłuchiwanie obliczeń głównych mojej mamy… Postanowiłyśmy jednak dać sobie spokój z fizyką i przejść do czegoś lepszego… Mianowicie słuchanie nowych kawałków Rihanny! Tak, to o wiele lepsze od nudnej fizyki i jeszcze nudniejszej książki do tego przedmiotu…
-Panno Jones, do tablicy.- Wywołała mnie nauczycielka fizyki. No nie! To jednak mogłam poprosić mamę żeby wczoraj mi z Rosie wyjaśniła to zadanie… Przynajmniej nie dostałabym tej pały, którą miałam normalnie wypisaną na czole!
Podreptałam smutno do tablicy. Wcale nie słuchałam tego o co pytała mnie nauczycielka fizyki. Nie… zajął mnie ktoś inny. Tak, ktoś. I tym kimś był niejaki Adam! P.r.z.y.s.t.o.j.n.y., blond włosy, piękne niebieskie oczy… Oh, zawsze marzyłam żeby zamienić z nim choć słowo… Nawet słowo „Cześć!” uważałabym za najpiękniejszą chwilę mojego życia… Ale wiedziałam, że się nie uda. Alexis Young. To była jego dziewczyna. Najładniejsza dziewczyna z całej szkoły! Była nawet ładniejsza od Rosie, która jak wiecie, była jedną z największych piękności na świecie. I
I nagle powróciłam do rzeczywistości. Wszyscy w klasie chichotali. Co się działo? Chichotają ze mnie? Ale co, o co chodzi? Czy nauczycielka coś do mnie mówi? Tak, coś mówi…
-Panno Jones! Halo! Zadałam pani jakieś pytanie! Mam wpisać kolejną jedynkę?
O nie, nie jest dobrze! Właśnie totalnie olałam sobie nauczycielkę fizyki! Kolejna jedynka z fizyki i normalnie wylecę ze szkoły! Chichoty stawały się coraz głośniejsze… Dlaczego nie mogę zapaść się teraz pod ziemie?!
-Pani Jones! Koniec czekania! Wpisuję jedynkę. JE – DYN – KĘ. Dziękuję, może pani usiąść.-Nauczycielka, panna Freewood, zbliżała się już ku dziennikowi gdy zawołałam:
-Proszę pani! Czy może pani powtórzyć pytanie? Postaram się odpowiedzieć.
Pani Freewood odwróciła się na pięcie i zmierzyła mnie ostrym wzrokiem.
Nienawidziłam tego. Pani Freewood była najbardziej surową nauczycielką jaką można było sobie wyobrazić. Nie lubiła mnie. Nie lubiła każdego „nieuka” (tak nazywała osoby, które nie dostawały 6 z fizyki).
-Spoko, Karmen. Będziesz improwizować. Odpowiesz cokolwiek! A może będzie pytanie na które znasz odpowiedź? Nie, wykluczone. Nie umiesz nic z tego zatrutego przedmiotu. – myślałam, gdy Freewood mierzyła mnie srogim wzrokiem.
-Dobrze.- zgodziła się Freewood z małym, wrednym uśmieszkiem. – Zobaczymy.
Surowa nauczycielka napisała coś na tablicy. Nie miałam o tym zielonego pojęcia. Nagle przestała pisać i ze swoim surowym wzrokiem podała mi wolno kredę mówiąc:
-Napisz wynik… To tyle.
-O nie! – Spanikowałam. Co miałam tam napisać?! Może skłamać, że nie mogę rozczytać się z pani pisma? Nie, wtedy miałabym gwarantowaną jedynkę. No dobrze… Karmen, skup się. Nie mogłam. Moje myśli rozpraszał boski Adam. Myślałam tylko o jego wspaniałej, jasnej grzywie. O nie! Patrzy się na mnie! Muszę coś zrobić! Dlaczego stoję tak teraz jak słup i patrzę się na niego?! Karmen, musisz nabazgrolić coś na tej denerwującej tablicy! Czułam się sparaliżowana. Ciało po prostu stało się jak kamień. Wtem sparaliżowana przechyliłam się do tyłu, przewracając wszystkie kredy i dwie gąbki do mazania tablicy! Wszyscy się śmiali… To było okropne. Wstałam z ziemi, otrzepałam z kurzu moje rurki i ładnie posprzątałam to, co zrzuciłam.
-Wow, Karmen, wpadka, co?- zagadała do mnie Rosie po lekcji fizyki.
-Tak…- było mi przykro z powodu tej jedynki, którą i tak oczywiście dostałam.
-Nie martw się. Nie pierwszy raz dostałaś jedynkę, a jesteś teraz okropnie zdołowana.-Rosie uśmiechnęła się do mnie lekko, by mnie pocieszyć.
-Może i masz rację, ale denerwuje mnie to, że tyle osób to widziało! A jedną z tych osób była Alexis Young. – Powiedziałam smętnie.
-Alexis Young? Nie zwracaj na nią uwagi. Myśli, że jak jest kapitanem pomponiar, to wszystko kręci się w okuł niej.
-Tak, ale tak przecież jest!- rzuciłam Rosie piorunujące spojrzenie.
Rosie kopnęła kapsel, który był przy jej bucie.
-Dobrze, przepraszam.- powiedziałam do przyjaciółki.
-Nie ma sprawy. To jak? Idziemy na lunch?
-Oczywiście!
Po mojej odpowiedzi pobiegłyśmy razem na salę lunchową. Usiadłyśmy przy tym stoliku co zawsze. Napisałyśmy na naszej ławce czarnymi markerami: Karmen ♥ and Rosie ♥
Gdy siadałyśmy, zauważyłam coś strasznego. Lub… wspaniałego. Nie, to było straszne. Nie, wspaniałe. Nie, straszne! Nie, wspaniałe! To było wspaniałe i straszne za razem! Adam… szedł w moją stronę! O nie! Zaraz będę wyglądać jak burak! Tylko, że… Nie szedł do mnie. Szedł do Alexis, która stała zaledwie sześć kroków za mną i Rosie. A myślałam, że w końcu przeżyję najwspanialszą chwilę w życiu…
Usiadłyśmy z Rosie na krzesła.
-To jak, startujesz w tej olimpiadzie z matematyki? – zapytałam, by nie myśleć o Adamie.
-No właśnie tak się zastanawiam… mój tata bardzo by tego chciał, ale ja wcale nie lubię tej matematyki!- Mówiła Rosie, jednak w ogóle jej nie słuchałam. Byłam pogrążona w myślach poświęconych Ad…
-A ty?- usłyszałam głos Rosie, który przerwał mi myślenie.
Natychmiast się wzdrygnęłam.
-Słucham?- zapytałam niepewnie.
-Czy ty będziesz chodzić na Haloween w przyszły poniedziałek?
No tak. Za tydzień, w poniedziałek Haloween. Zazwyczaj chodziłyśmy razem z Rosie i moją siostrą Bellą po domach i krzyczałyśmy: „Cukierek albo psikus!”. Bella bardzo to lubiła. Z resztą my też, chociaż możecie sobie pomyśleć, że w wieku 16 lat to już trochę obciach…
-No jasne! Bella już szykuje strój. Tym razem będzie czerwoną księżniczką.
-Wow… a w tamtym roku była pomarańczową księżniczką, pamiętasz?
Obie zachichotałyśmy. Bella zawsze w Haloween przebierała się w księżniczkę jakiegoś koloru. To była taka jej tradycja.
-A ty za co się przebierzesz?- zapytałam, by podtrzymać rozmowę o Haloweenie.
-Hm… w tym roku będę chyba królową wampirów lub dziewczyną-nietoperzem. Co radzisz?
-Nietoperz. Bardziej oryginalne. Ja przebiorę się za czarownice – kupiłam już zielony krem na twarz i wielki, czarny kapelusz.
I tak kontynuowałyśmy rozmowę o Halloweenie… Aż zadzwonił dzwonek i poszłyśmy na lekcje.
Lekcje jak zawsze. Tylko, że w domu czekała mnie nieszczęśliwa niespodzianka…
0