Przepraszam Fimfim, jeśli przeze mnie Twój stan psychiczny się pogorszył, no, ale...
Ostatnio nie miałam za dużo wolnego czasu. Musiałam się uczyć wiersza ("Pan Tadeusz" - dłuuugi opis gry Wojskiego na rogu xd)no i geografii (geografia to zło), a oprócz tego nadrabiać zaległości.
No, ale jakoś mi się udało i rozdział (który to już? a, no tak) trzynasty jest już gotowy. Pozostaje tylko zrobić zdjęcia.
Także nowa część będzie prawdopodobnie jutro.
Dziękuję Wam za komentarze, cierpliwość i przepraszam, że jeszcze nie dałam nowej części!
Mam nadzieję, że zrozumiecie.
Na razie jest w miarę dobrze z moim stanem umysłowym,bo prawie zapomniałem o dziale ,,Historie".(Chociaż rzeczywiście ostatnio wariuję.)Według mnie możesz później wstawić zdjęcia.
Kiedy kolejne części ? ?
jestem pod wrażeniem tej historii ;o
Strasznie interesuje mnie postać Beau ^^i nie wiem dlaczego kojarzy mi się z Henrym z gry na tel. Vampire Romance ? XD
Rany, przepraszam, trochę się działo w moim życiu i przez to wszystko kompletnie zapomniałam o daniu następnej części.
Rozdział XIII - „Zmiany”
Dużo nad tym myślałam.
Elspeth – ona jest dziewczyną Beau?
I dlaczego była taka... inna?
I nadal nie wiem, dlaczego Beau się tak zachowywał, no, ale wiem, co wcześniej robił i z kim był...
Całował się z Elspeth... koszmar.
Przecież oni w ogóle do siebie nie pasują... nigdy bym nie pomyślała, że mogą być razem.
W dodatku... dlaczego Jack mnie zostawił? Porozmawiała bym z nim o tym... ale przecież nic by mi nie powiedział, tylko uznał za wariatkę, bo przecież jest przekonany, że nie byliśmy na tej randce!
Ech, mam jeszcze więcej pytań niż wcześniej.
Ale tego już się nie dowiem z księgi. To muszę odkryć sama, a najpierw wymyślić, jak to zrobić.
Mogę spróbować porozmawiać z Beau o tej sytuacji z Elspeht...
No i... chyba tylko to mogę zrobić.
No, ale niby jak to zrobię? Znajdę jakimś cudem Beau (który prawdopodobnie nie chce mnie widzieć), a potem wytrzymując te wszystkie mdłości i bóle, spytam go: „Dlaczego całowałeś się z Elspeth?”? I co, może jeszcze dodam: „Dlaczego wyglądałeś tak dziwnie i co ona mówiła?”?
Ech... rozmyślam, jadąc samochodem na kolejny dzień w piekle.
Wczoraj, gdy wróciłam do domu, po odkryciu tych wszystkich wstrząsających informacji, mama porozmawiała ze mną o tym, dlaczego wtedy nie wróciłam wcześnie do domu po szkole. Skłamałam po raz kolejny, mówiąc, że musiałam się zająć młodszą siostrą Jacka. Ta... dosyć ciekawie to wymyśliłam... ale Jack naprawdę ma młodszą siostrę.
Jestem już w połowie drogi do szkoły.
Muszę coś wymyślić, by usprawiedliwić swoją nieobecność wczoraj... om, rozbolał mnie brzuch?
Inne opcje nie przychodzą mi do głowy, więc raczej wykorzystam tą.
*
Wytrzymując spojrzenia pełne kpiny i nienawiści, wchodzę do sali matematycznej. Widzę Jacka. Patrzy się na mnie tak dziwnie... nie tak jak inni – wrogo, ale tak... dziwnie. Jest chyba smutny.
Rany... co ta rudowłosa manipulatorka mu powiedziała?!
Podchodzę do niego i mówię:
- Słuchaj, cokolwiek powiedziała ci Christie, to nieprawda!
- Ashley, musimy porozmawiać na długiej przerwie. - odpowiada spokojnym głosem.
Potakuję.
Ale o czym mamy rozmawiać?
*
Długa przerwa. Zaraz dowiem się, o co chodziło.
Podchodzę do Jacka i pytam:
- Więc... o co chodzi?
- Ashley, my... my się od siebie oddalamy.
- Co ona ci powiedziała?
- Ashley, nie pojawiłaś się na naszej rocznicowej kolacji. - poprawka: na naszej drugiej rocznicowej kolacji...
- Ale... - zaczynam, lecz nie dokańczam. Na szczęście Jack zbytnio nie ciekawi się tym, co chciałam powiedzieć i kontynuuje:
- Ashley, nie jest tak... jak było kiedyś. Ta...
Jack wzdycha i przez chwilę zastanawia się, jak ująć to, o co mu chodzi.
Ale on już nie musi nic mówić... widzę w jego oczach, co ma zamiar powiedzieć.
- Może skończymy... wiesz, ze sobą. Tak będzie lepiej. - mówi. - Dla nas obojga. - dodaje i czeka parę sekund na moją odpowiedź.
A gdy ja nie odpowiadam, on odchodzi.
Jest mi źle.
Ale nie dlatego, że mój związek, mój ponadroczny związek z Jackiem się skończył (choć pewnie powinno mi być z tego powodu źle).
Ale dlatego, że on też mnie zostawia.
Ale... w sumie ma powód. Moje zasypianie na lekcji, to, jak nakrzyczałam na niego, te fioletowe oczy (też mogły być niepokojące), te wszystkie kłamstwa Christie... ach, jak miło sobie to wszystko podsumować...
*
Lekcje się skończyły. Jakoś to przetrwałam...
Nauczyciel (nie chciał wierzyć), ale uwierzył w moje kłamstwo.
Teraz wchodzę do salonu po tym męczącym dniu. Planuję zjeść obiad, a potem zwiać do innego wymiaru. Plany jak plany, każdy nastolatek tak robi po przyjściu ze szkoły, prawda?
- O, Ashley! Dzisiaj zjemy sobie obiad razem! - słyszę, gdy przychodzę. Razem?
Zauważam siedzącego przy stole Alana – chłopaka mamy.
Okej, już kilka razy z nim jadłam posiłek, nie będzie źle.
Uśmiecham się sztucznie, lecz wiarygodnie (no raczej...) i macham lekko ręką, na powitanie.
Mama przynosi z kuchni indyka i kładzie go na stół.
- No chodź, Ashley. - zaprasza mnie do stołu z uśmiechem.
Idę tam, cały czas uśmiechając się. Siadam do stołu, obok mężczyzny, a mama siada naprzeciwko niego.
- Nooo... - zaczyna z uśmiechem mama, kiedy wszyscy nakładamy sobie porcje. - Jak było w szkole, Ashley?
- Dobrze. - odpowiadam. (Zabawne, znowu skłamałam.)
- Nauczycielka rozdała te sprawdziany z geografii?
Tak. Dostałam trójkę. - wzruszam ramionami. Geografia nie jest moją mocną stroną (z resztą... czy kogokolwiek jest? Jeśli tak, ta osoba na pewno jest szczęściarzem) i na oceny z niej mama akurat przymyka oko.
- No nic. Całe szczęście, że z innymi przedmiotami jest lepiej. - mama uśmiecha się.
Gdy przez dłuższą chwile w salonie słychać tylko odgłosy spożywania posiłku, odzywam się:
- Fajnie jest być nauczycielem historii? - jakoś zbytnio mnie to nie interesuje, także nie pytałam o to Alana wcześniej, ale gdyby ta cisza dłużyłaby się o sekundę dłużej, chyba bym ześwirowała.
*
Po obiedzie i długiej rozmowie z Alanem, na temat różnych wydarzeń historycznych, włożyłam naczynia do zmywarki i zaszyłam się w swoim pokoju.
Chwilę potem, wyszłam z niego i zza zakrętu salonu, i zakątku z drzwiami do mojego pokoju, usłyszałam coś, co zaskoczyło mnie niesamowicie:
- Kiedy zamierzasz jej powiedzieć? - spytał Alan. Rany, chyba nie będę mieć siostrzyczki czy braciszka, nie? - przemknęło mi idiotycznie przez myśl.
- Niedługo... obiecuję, że już miesiąc przed ślubem będzie wiedziała. - zapewnił głos mamy.
Ślubem?
Jakim ślubem?!
Czyli, że... Alan i mama biorą ślub?
O matko...
Powstrzymując się przed okrzykiem zdziwienia, czmychnęłam z powrotem do pokoju najciszej, jak tylko mogłam.
Usiadłam na skraju łóżka i próbowałam opanować to, co walczyło wściekle (a może radośnie tańczyło?) w moim wnętrzu.
Tak, Alan i mama byli ze sobą długo. Bardzo długo.
Często zastanawiałam się, czy się w końcu pobiorą, czy nie i jakby to było, jakby już wzięli ślub.
Ale i tak nie mogłam w to uwierzyć.
Co oczywiście nie wykluczało tego, że się cieszyłam...
Bo cieszyłam się bardzo, ale... te zmiany. Moje życie jeszcze nie skończyło przechodzić swej dramatycznej przemiany, a tu jeszcze wyskakuje mi takie coś.
- Ashley, coś się stało? - usłyszałam głos mamy i odskoczyłam z pozycji siedzącej w stojącą, tak, jakby ktoś nakrył mnie na jakimś złym lub wstydliwym uczynku.
- Nie, nie... - odpowiedziałam, starając się zachować naturalnie. Nie mam pojęcia, czy mi to wyszło. - Mamo, ja wychodzę. - rzuciłam i podeszłam do drzwi pokoju szybkim krokiem.
- Gdzie?
- Do parku. - zmyśliłam.
- Z Jackiem? Z Christie?
- Nie. - odpowiedziałam dziwacznie i wyszłam.
Potem schowałam się do garażu i tam wyczarowałam drzwi do innego wymiaru. Ha, zabawnie to brzmi.
Kiedy już przeszłam przez te drzwi, biały pokój i jeszcze jedne drzwi, i trafiłam do magicznego wymiaru, zadzwoniłam do Alexa.
Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby tu nie działały komórki...
*
Zgadaliśmy się z Alexem, że spotkamy się tam, gdzie wcześniej, czyli w sali, w której członkowie elity prowadzą narady.
Poszłam tam, bo – co dziwne – doskonale zapamiętałam, gdzie to jest. A to jest naprawdę nieprawdopodobnie do mnie i mojej kiepskiej pamięci.
Wejście do sali nie obyło się jednak bez utrudnień. Przy wejściu przywitał mnie jeden z tych gderliwych mnichów, który na początku nie miał zamiaru mnie tam wpuścić (nie narzekam, w sumie dobrze, że mają jakąś ochronę ci członkowie elity), ale po paru sekundach wlepiania we mnie - oburzonych niewiadomo czym - gał, stwierdził, że jednak mogę wejść i uchylił przede mną bramę do korytarza, prowadzącego do sali narad.
Zdziwiłam się mocno. Byłam przekonana, że zaraz trzeba będzie dzwonić po Alexa. Czyżbym wyglądała jak jedna z członkin elity i dlatego mnie w.p.u.ś.c.i.ł?
Gdy rozmawiałam z Alexem w sali narad, sprawa się wyjaśniała:
- Powiedziałem strażnikowi, że jeśli przyjdzie tu białooka blondynka, ma ją wpuścić. - powiedział.
Uśmiechnęłam się.
- Czyżbym była jedyną białooką blondynką, która miała dziś odwiedzić to miejsce?
- Tak. Ogólnie niewiele osób odwiedza to miejsce, gdy nie odbywają się żadne narady. - Alex odchylił głowę lekko do tyłu i wbił wzrok w sufit, uśmiechając się. - Dlatego możemy tu spokojnie rozmawiać i poznawać ten wymiar. - ta, to drugie zalicza się tylko do mnie, bo Alex wie chyba wszystko o tym wymiarze... nie zdziwiłabym się, gdyby wiedział ile płytek tworzy mozikę w jednym z korytarzy zamków. - Widziałaś już ten sufit?
- Nie. - odpowiedziałam krótko i spojrzałam w górę. Na suficie znajdowała się piękna mozaika, ułożona z czarnych, szarych i kryształowo-białych płytek, przedstawiająca wijące się kwiaty dookoła tajemniczego kręgu na środku sufitu. - Hm, fajna. - skomentowałam luźnie, choć ten mozaikowy, sufitowy obraz zasłużył na coś więcej.
----
Jestem świadoma tego, że to całe zerwanie nie wyszło zbyt realistycznie, itepe.:P
Btw wolicie gdy p.i.s.z.ę w czasie teraźniejszym czy przeszłym?
A tak serio: co do czasów, mi też jest obojętne. Jest to dość zadziwiające, że oby dwoma posługujesz się dobrze. Niesamowite. Nawet ja mam czasem problemy z teraźniejszym, a tu taka... niespodzianka Byle tylko nie było przeskoków w czasach, tzn. raz teraźniejszy, raz przeszły. To jest dość irytujące i nie zawsze wiadomo, o co chodzi: czy jest to retrospekcja, czy co...
Komentarz
Książka w księgarni, tytuł "Co mi się stało?"
Z tyłu ***** na podstawie gry The Sims3
To mi się podoba
Ostatnio nie miałam za dużo wolnego czasu. Musiałam się uczyć wiersza ("Pan Tadeusz" - dłuuugi opis gry Wojskiego na rogu xd)no i geografii (geografia to zło), a oprócz tego nadrabiać zaległości.
No, ale jakoś mi się udało i rozdział (który to już? a, no tak) trzynasty jest już gotowy. Pozostaje tylko zrobić zdjęcia.
Także nowa część będzie prawdopodobnie jutro.
Dziękuję Wam za komentarze, cierpliwość i przepraszam, że jeszcze nie dałam nowej części!
Mam nadzieję, że zrozumiecie.
Ja skię zabieram do pisania tej mojej.
jestem pod wrażeniem tej historii ;o
Strasznie interesuje mnie postać Beau ^^i nie wiem dlaczego kojarzy mi się z Henrym z gry na tel. Vampire Romance ? XD
Pewnie nie. Niestety.
Halo...? Jest tu ktoś?
Napisz coś wreszcie, bo ja zrobię to za Ciebie xDD
Rozdział XIII - „Zmiany”
Dużo nad tym myślałam.
Elspeth – ona jest dziewczyną Beau?
I dlaczego była taka... inna?
I nadal nie wiem, dlaczego Beau się tak zachowywał, no, ale wiem, co wcześniej robił i z kim był...
Całował się z Elspeth... koszmar.
Przecież oni w ogóle do siebie nie pasują... nigdy bym nie pomyślała, że mogą być razem.
W dodatku... dlaczego Jack mnie zostawił? Porozmawiała bym z nim o tym... ale przecież nic by mi nie powiedział, tylko uznał za wariatkę, bo przecież jest przekonany, że nie byliśmy na tej randce!
Ech, mam jeszcze więcej pytań niż wcześniej.
Ale tego już się nie dowiem z księgi. To muszę odkryć sama, a najpierw wymyślić, jak to zrobić.
Mogę spróbować porozmawiać z Beau o tej sytuacji z Elspeht...
No i... chyba tylko to mogę zrobić.
No, ale niby jak to zrobię? Znajdę jakimś cudem Beau (który prawdopodobnie nie chce mnie widzieć), a potem wytrzymując te wszystkie mdłości i bóle, spytam go: „Dlaczego całowałeś się z Elspeth?”? I co, może jeszcze dodam: „Dlaczego wyglądałeś tak dziwnie i co ona mówiła?”?
Ech... rozmyślam, jadąc samochodem na kolejny dzień w piekle.
Wczoraj, gdy wróciłam do domu, po odkryciu tych wszystkich wstrząsających informacji, mama porozmawiała ze mną o tym, dlaczego wtedy nie wróciłam wcześnie do domu po szkole. Skłamałam po raz kolejny, mówiąc, że musiałam się zająć młodszą siostrą Jacka. Ta... dosyć ciekawie to wymyśliłam... ale Jack naprawdę ma młodszą siostrę.
Jestem już w połowie drogi do szkoły.
Muszę coś wymyślić, by usprawiedliwić swoją nieobecność wczoraj... om, rozbolał mnie brzuch?
Inne opcje nie przychodzą mi do głowy, więc raczej wykorzystam tą.
*
Wytrzymując spojrzenia pełne kpiny i nienawiści, wchodzę do sali matematycznej. Widzę Jacka. Patrzy się na mnie tak dziwnie... nie tak jak inni – wrogo, ale tak... dziwnie. Jest chyba smutny.
Rany... co ta rudowłosa manipulatorka mu powiedziała?!
Podchodzę do niego i mówię:
- Słuchaj, cokolwiek powiedziała ci Christie, to nieprawda!
- Ashley, musimy porozmawiać na długiej przerwie. - odpowiada spokojnym głosem.
Potakuję.
Ale o czym mamy rozmawiać?
*
Długa przerwa. Zaraz dowiem się, o co chodziło.
Podchodzę do Jacka i pytam:
- Więc... o co chodzi?
- Ashley, my... my się od siebie oddalamy.
- Co ona ci powiedziała?
- Ashley, nie pojawiłaś się na naszej rocznicowej kolacji. - poprawka: na naszej drugiej rocznicowej kolacji...
- Ale... - zaczynam, lecz nie dokańczam. Na szczęście Jack zbytnio nie ciekawi się tym, co chciałam powiedzieć i kontynuuje:
- Ashley, nie jest tak... jak było kiedyś.
Ta...
Jack wzdycha i przez chwilę zastanawia się, jak ująć to, o co mu chodzi.
Ale on już nie musi nic mówić... widzę w jego oczach, co ma zamiar powiedzieć.
- Może skończymy... wiesz, ze sobą. Tak będzie lepiej. - mówi. - Dla nas obojga. - dodaje i czeka parę sekund na moją odpowiedź.
A gdy ja nie odpowiadam, on odchodzi.
Jest mi źle.
Ale nie dlatego, że mój związek, mój ponadroczny związek z Jackiem się skończył (choć pewnie powinno mi być z tego powodu źle).
Ale dlatego, że on też mnie zostawia.
Ale... w sumie ma powód. Moje zasypianie na lekcji, to, jak nakrzyczałam na niego, te fioletowe oczy (też mogły być niepokojące), te wszystkie kłamstwa Christie... ach, jak miło sobie to wszystko podsumować...
*
Lekcje się skończyły. Jakoś to przetrwałam...
Nauczyciel (nie chciał wierzyć), ale uwierzył w moje kłamstwo.
Teraz wchodzę do salonu po tym męczącym dniu. Planuję zjeść obiad, a potem zwiać do innego wymiaru. Plany jak plany, każdy nastolatek tak robi po przyjściu ze szkoły, prawda?
- O, Ashley! Dzisiaj zjemy sobie obiad razem! - słyszę, gdy przychodzę.
Razem?
Zauważam siedzącego przy stole Alana – chłopaka mamy.
Okej, już kilka razy z nim jadłam posiłek, nie będzie źle.
Uśmiecham się sztucznie, lecz wiarygodnie (no raczej...) i macham lekko ręką, na powitanie.
Mama przynosi z kuchni indyka i kładzie go na stół.
- No chodź, Ashley. - zaprasza mnie do stołu z uśmiechem.
Idę tam, cały czas uśmiechając się. Siadam do stołu, obok mężczyzny, a mama siada naprzeciwko niego.
- Nooo... - zaczyna z uśmiechem mama, kiedy wszyscy nakładamy sobie porcje. - Jak było w szkole, Ashley?
- Dobrze. - odpowiadam. (Zabawne, znowu skłamałam.)
- Nauczycielka rozdała te sprawdziany z geografii?
Tak. Dostałam trójkę. - wzruszam ramionami. Geografia nie jest moją mocną stroną (z resztą... czy kogokolwiek jest? Jeśli tak, ta osoba na pewno jest szczęściarzem) i na oceny z niej mama akurat przymyka oko.
- No nic. Całe szczęście, że z innymi przedmiotami jest lepiej. - mama uśmiecha się.
Gdy przez dłuższą chwile w salonie słychać tylko odgłosy spożywania posiłku, odzywam się:
- Fajnie jest być nauczycielem historii? - jakoś zbytnio mnie to nie interesuje, także nie pytałam o to Alana wcześniej, ale gdyby ta cisza dłużyłaby się o sekundę dłużej, chyba bym ześwirowała.
*
Po obiedzie i długiej rozmowie z Alanem, na temat różnych wydarzeń historycznych, włożyłam naczynia do zmywarki i zaszyłam się w swoim pokoju.
Chwilę potem, wyszłam z niego i zza zakrętu salonu, i zakątku z drzwiami do mojego pokoju, usłyszałam coś, co zaskoczyło mnie niesamowicie:
- Kiedy zamierzasz jej powiedzieć? - spytał Alan.
Rany, chyba nie będę mieć siostrzyczki czy braciszka, nie? - przemknęło mi idiotycznie przez myśl.
- Niedługo... obiecuję, że już miesiąc przed ślubem będzie wiedziała. - zapewnił głos mamy.
Ślubem?
Jakim ślubem?!
Czyli, że... Alan i mama biorą ślub?
O matko...
Powstrzymując się przed okrzykiem zdziwienia, czmychnęłam z powrotem do pokoju najciszej, jak tylko mogłam.
Usiadłam na skraju łóżka i próbowałam opanować to, co walczyło wściekle (a może radośnie tańczyło?) w moim wnętrzu.
Tak, Alan i mama byli ze sobą długo. Bardzo długo.
Często zastanawiałam się, czy się w końcu pobiorą, czy nie i jakby to było, jakby już wzięli ślub.
Ale i tak nie mogłam w to uwierzyć.
Co oczywiście nie wykluczało tego, że się cieszyłam...
Bo cieszyłam się bardzo, ale... te zmiany. Moje życie jeszcze nie skończyło przechodzić swej dramatycznej przemiany, a tu jeszcze wyskakuje mi takie coś.
- Ashley, coś się stało? - usłyszałam głos mamy i odskoczyłam z pozycji siedzącej w stojącą, tak, jakby ktoś nakrył mnie na jakimś złym lub wstydliwym uczynku.
- Nie, nie... - odpowiedziałam, starając się zachować naturalnie. Nie mam pojęcia, czy mi to wyszło. - Mamo, ja wychodzę. - rzuciłam i podeszłam do drzwi pokoju szybkim krokiem.
- Gdzie?
- Do parku. - zmyśliłam.
- Z Jackiem? Z Christie?
- Nie. - odpowiedziałam dziwacznie i wyszłam.
Potem schowałam się do garażu i tam wyczarowałam drzwi do innego wymiaru. Ha, zabawnie to brzmi.
Kiedy już przeszłam przez te drzwi, biały pokój i jeszcze jedne drzwi, i trafiłam do magicznego wymiaru, zadzwoniłam do Alexa.
Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby tu nie działały komórki...
*
Zgadaliśmy się z Alexem, że spotkamy się tam, gdzie wcześniej, czyli w sali, w której członkowie elity prowadzą narady.
Poszłam tam, bo – co dziwne – doskonale zapamiętałam, gdzie to jest. A to jest naprawdę nieprawdopodobnie do mnie i mojej kiepskiej pamięci.
Wejście do sali nie obyło się jednak bez utrudnień. Przy wejściu przywitał mnie jeden z tych gderliwych mnichów, który na początku nie miał zamiaru mnie tam wpuścić (nie narzekam, w sumie dobrze, że mają jakąś ochronę ci członkowie elity), ale po paru sekundach wlepiania we mnie - oburzonych niewiadomo czym - gał, stwierdził, że jednak mogę wejść i uchylił przede mną bramę do korytarza, prowadzącego do sali narad.
Zdziwiłam się mocno. Byłam przekonana, że zaraz trzeba będzie dzwonić po Alexa. Czyżbym wyglądała jak jedna z członkin elity i dlatego mnie w.p.u.ś.c.i.ł?
Gdy rozmawiałam z Alexem w sali narad, sprawa się wyjaśniała:
- Powiedziałem strażnikowi, że jeśli przyjdzie tu białooka blondynka, ma ją wpuścić. - powiedział.
Uśmiechnęłam się.
- Czyżbym była jedyną białooką blondynką, która miała dziś odwiedzić to miejsce?
- Tak. Ogólnie niewiele osób odwiedza to miejsce, gdy nie odbywają się żadne narady. - Alex odchylił głowę lekko do tyłu i wbił wzrok w sufit, uśmiechając się. - Dlatego możemy tu spokojnie rozmawiać i poznawać ten wymiar. - ta, to drugie zalicza się tylko do mnie, bo Alex wie chyba wszystko o tym wymiarze... nie zdziwiłabym się, gdyby wiedział ile płytek tworzy mozikę w jednym z korytarzy zamków. - Widziałaś już ten sufit?
- Nie. - odpowiedziałam krótko i spojrzałam w górę. Na suficie znajdowała się piękna mozaika, ułożona z czarnych, szarych i kryształowo-białych płytek, przedstawiająca wijące się kwiaty dookoła tajemniczego kręgu na środku sufitu. - Hm, fajna. - skomentowałam luźnie, choć ten mozaikowy, sufitowy obraz zasłużył na coś więcej.
----
Jestem świadoma tego, że to całe zerwanie nie wyszło zbyt realistycznie, itepe.:P
Btw wolicie gdy p.i.s.z.ę w czasie teraźniejszym czy przeszłym?
A co do czasów to mi obojętne
A tak serio: co do czasów, mi też jest obojętne. Jest to dość zadziwiające, że oby dwoma posługujesz się dobrze. Niesamowite. Nawet ja mam czasem problemy z teraźniejszym, a tu taka... niespodzianka
No i czekam na kolejny rozdział