Co mi się stało? - Rozdział XIV - "Popioły"

«13456
eloelx3eloelx3 Posty: 169 Member
No tak, jak można się domyślić, pomysłu na tytuł nie miałam. xD To wszystko, co jestem w stanie napisać, zapraszam do czytania i oceniania moich wypocin:

Opis rozdziału pierwszego:
Ashley to zaślepiona swoim chłopakiem, nieuleczalna romantyczka, żyjąca w bogatej rodzinie i wiodąca całkowicie normalne życie. Jest szkolną czirliderką, gwiazdą sportu i jedną z najpopularniejszych uczennic. Jednak to wszystko nagle się zmienia, wraz z dziwnym wydarzeniem, którego jest... ofiarą.
PS: Nie, Ashley nie zmieni się w wampira ani nic podobnego.

Rozdział I - "Rocznica!"
6t36o3.jpg

- Ha, wygrałam! - krzyknęłam triumfalnie, wynurzając się z wody i chlapiąc przy tym przyjaciółkę. Zaraz po tym, wzięłam łyk świeżego powietrza. Jeszcze jakieś dziesięć sekund wstrzymywania oddechu i zrobiłabym się cała fioletowa!
- Ta, już po raz szósty... - odpowiedziała Christie, chichocząc. - w tym dniu. - dodała po chwili i zaczęła się głośniej śmiać. - Zero zaskoczenia. Nie mam i nie miałam ani cienia szansy z tobą wygrać.
- Nie przesadzajmy... - zaczęłam.
- Ty... masz kondycję, a ja... nie mam. - stwierdziła.
- Hahah... weź, bez przesady. Może... faktycznie jestem nieco lepsza w pływaniu, wstrzymywaniu oddechu i...
- Hahaha, nieco? No nieważne, zostawmy ten temat. Czy mówiłam Ci już kiedyś, że masz fantastyczny basen? - spytała, rozglądając się dookoła.
- Tak i to kilka razy. - odpowiedziałam ze śmiechem.

14cwd95.jpg

Po chwili wyszłyśmy z wody i położyłyśmy się na leżakach.
- No... ty i Jack macie dzisiaj święto, co? - spytała przyjaciółka.
- Och, tak! Naszą rocznicę! Będzie świetnie! - odpowiedziałam podekscytowana, już wyobrażając sobie wieczór.
- Na pewno. Gdzie idziecie?
- Do restauracji. - odparłam z uśmiechem, wbijając wzrok w wodę, w basenie.
- O, super. - odpowiedziała przyjaciółka, wpatrując się w niebo z przymrużonymi od słońca, oczami.
I rozmowa ucichła, a my zatopiłyśmy się w promieniach słońca, opalając swoje ciała.

14cwd95.jpg

I tak sobie plotkowałyśmy, opalałyśmy się i ekscytowałyśmy... no, może tylko ja byłam podekscytowana. Nie mogę się doczekać wieczoru!
Spędziłyśmy tak jakąś godzinę.
- Och, słuchaj... ja już lecę do baru, do pracy. - odparła nagle przyjaciółka, wpatrując się w godzinę na telefonie i zaczynając się pośpiesznie ubierać.
- O, okej... - odparłam, patrząc jak wkłada swoją dżinsową spódniczkę.

2cegfhj.jpg

- Pa! - rzuciłam jeszcze, patrząc jak przyjaciółka wychodzi i zastanawiając się nad tym, czy się spóźni do pracy.

2ceni54.jpg

"No... Christie idzie do pracy, a ja mam już tylko trzy godziny do randki!" - stwierdziłam, po chwili, udając się do łazienki, gdzie miałam zrobić się na bóstwo.

2nspf8w.jpg

Pierwszy etap przygotowań – prysznic.

2dc5z0m.jpg

A teraz czas na makijaż! "Och, jestem już rok z Jack`iem..." - pomyślałam, poprawiając przed chwilą zrobiony makijaż, pasujący mniej więcej do s.u.k.i.e.n.k.i na randkę.

e9ce37.jpg

Gdy makijaż był gotów, przebrałam się w s.u.k.i.e.n.k.ę na randkę i przeprowadziłam ostateczne poprawki.

33v1zmd.jpg

A gdy byłam już w pełnej, randkowej gotowości, czas było opuścić łazienkę. Gdy tylko postawiłam stopę w salonie, zobaczyłam mamę siedzącą na kanapie ze... ekhem, swoim chłopakiem. Mężczyzna zmierzył mnie wzrokiem, podczas gdy mama spytała:
- Gdzieś idziesz, kochanie?
- Tak... umówiłam się z Jack`iem.
- O... dobrze. Tylko nie wróć za późno!
"Za późno, czyli?" - spytałam w myślach potakując i udając się w stronę schodów. "A czy gdybym wróciła za późno, coś by się stało?"

256tzb9.jpg

"O tak, jeszcze dziesięć minut do dwudziestej pierwszej, godziny na którą umówiłam się z Jack`iem przed restauracją!" - pomyślałam uradowana, patrząc na zegarek i ciesząc się, że się znów nie spóźnię.

20ql1le.jpg

Gdy podeszłam pod restaurację, po zaparkowaniu wcześniej samochodu dosyć daleko, bo nigdzie nie było wolnych miejsc, zobaczyłam go. Mojego przystojnego, opiekuńczego, wspaniałego... no, po prostu DOSKONAŁEGO chłopaka, stojącego w smokingu przed restauracją.
- Wyglądasz pięknie... jak zawsze. - odparł, biorąc mnie za rękę i spoglądając w oczy.
- Bez przesady... - odparłam, chichocząc. - Za to ty... wyglądasz... bosko! - stwierdziłam, mierząc wzrokiem czarny smoking.

30w6zib.jpg

Wybraliśmy stolik na zewnątrz. No, właściwie to Jack wybrał. Ale wiedział, że decyzja będzie podobała się nam dwojgu. "Ach, ten wieczór jest piękny!" - pomyślałam, patrząc w koło na gwiazdy. Piękne, złote wzory, układające się na ciemnej kotarze nocy.

23rp9wg.jpg

Jack zamówił dla nas sałatki.
- Hej... a może potem popatrzymy na gwiazdy? - zaproponował. - Wiem, że lubisz.... to robić. - dodał, biorąc kolejny widelec.
- Och, tak! Uwielbiam! - odparłam z zadowoleniem. - Ale nie... nie mogę. Obiecałam mamie, że nie wrócę zbyt późno, a już dochodzi północ...
- Och, daj spokój... - odparł, trochę skrzywiony, a potem widząc moją minę, dodał; - Odwiozę cię.
- Hm, serio? To... to chyba zmienia postać rzeczy. - odparłam zadowolona. - No to obejrzymy gwiazdy... - dodałam, kończąc jeść.

2s6u0au.jpg
2s76zr4.jpg
xcrs48.jpg
2s6u0au.jpg

izs4dh.jpg
Gdy skończyliśmy już oglądać, Jack dał mi bukiet czerwonych róż i pocałował mnie.
30wtisx.jpg
skxd8k.jpg
Nasza randka się już kończyła...

2d9uybp.jpg
I gdy już miałam pokazać Jack`owi, gdzie zaparkowałam samochód, jemu zadzwoniła komórka. On, odebrawszy telefon, odszedł ode mnie parę kroków, a w rozmowie ściszył swój głos. Ja, nie chcąc być wścibska, nie podchodziłam do niego. Zastanawiałam się, kto może dzwonić o tak późnej porze. "Może to jego mama... tak samo zatroskana jak moja, musi koniecznie sprowadzić syna, do domu..." - uspokajałam swoją zazdrość i ciągle stałam w miejscu.

28hppxw.jpg

- Nie mogę cię odwieźć... - odparł sucho, gdy skończył rozmawiać, a ja popatrzywszy w jego oczy, nie dostrzegłam smutku, żalu... czyli tego, co on powinien okazywać w tej sytuacji.
- A... a dlaczego? - spytałam zdziwiona, lekko drżącym głosem.
- Muszę coś załatwić. - odpowiedział sztucznie, wbijając wzrok w gwiazdy, całując mnie jeszcze raz i odchodząc w szybkim tempie.

2w7l5pe.jpg
166eyck.jpg

"I zostałam sama..." - stwierdziłam, sparaliżowana zachowaniem chłopaka, a gdy się rozejrzałam dookoła, zobaczyłam, że naprawdę jestem sama, nie tylko w kwestii powrotu do domu. Zostałam sama przed zamkniętą już, restauracją. Wokół mnie tylko ciemność i pustka, ani żywej duszy.

2wf5nwm.jpg

I nagle, usłyszałam dziwny dźwięk, dochodzący z tyłu. Jakiś... szmer. Tylko... tylko taki... intensywny, budzący niepokój. Szybko obróciłam się, by zobaczyć co wywołuję ten dźwięk i zobaczyć, że tak naprawdę nic tam nie ma. Gdy stałam tak odwrócona, znów usłyszałam ten dźwięk. Tylko bardziej intensywniejszy, głośniejszy... straszniejszy. Dochodził z mojego tyłu, czyli przodu przed odwróceniem. Za pomocą jednego dźwięku, do mojej głowy trafiały setki smutnych wspomnień i uczucie coraz większego strachu. Gdy "szmer" ucichał, pojawiał się następny.

1z6xt3s.jpg

Wtem, zobaczyłam dziwną, ciemną postać, stojącą naprzeciwko mnie, tyłem do mnie. Podeszłam parę kroków bliżej, by zobaczyć ją dokładniej, a gdy to zrobiłam zaczęło mi się kręcić w głowie. Z każdym kolejnym krokiem czułam się coraz gorzej. Ale musiałam zobaczyć tę postać dokładniej, a gdy udało mi się tego dokonać, ujrzałam mężczyznę, wysokiego, dobrze zbudowanego, o ciemnych włosach w dokładnie nieokreślonym kolorze, ubranego na czarno. Czułam, że osobnik jest coraz bliżej mnie, a ja jestem coraz bliżej niego, choć nie widziałam ani nie czułam, by któreś z nas się ruszyło. Zimny podmuch wiatru, otaczający mnie przez ten wieczór, zrobił się teraz nie do zniesienia. Zaczęłam się trząść z zimna i strachu, a gdy zobaczyłam, że mężczyzna się do mnie jeszcze bardziej zbliżył, miałam ochotę zemdleć.

15ekda9.jpg

Moje nogi trzęsły się jak galareta, ale za nic nie mogły się ruszyć i doprowadzić mnie do samochodu, dzięki któremu mogłabym stąd uciec i wrócić z powrotem do domu. Poczułam jeszcze silniejszy podmuch wiatru i zaczęłam się chwiać na boki. Wiedziałam, że jeśli czegoś za chwilę nie zrobię, upadnę, a ten drań mnie zaatakuję i kto wie, co jeszcze zrobi. Zaczęłam sz.u.k.a.ć czegoś do oparcia, czegoś co mogłabym chwycić, by nie upaść. Obróciłam się w stronę ściany restauracji, a gdy dotknęłam jej swoimi bladymi rękami, ona zmieniła kształt. Stała się miękka i nie zdolna do podtrzymania mnie. W głowie miałam wielki bałagan, a skronie pulsowały wielkim bólem.

2cpykaq.jpg
34ffy1l.jpg

Gdy zobaczyłam, że mężczyzna się zbliża, już, używając nóg, zaczęłam uciekać na trzęsących się kończynach, ale nic mi z tego nie wyszło. Próbowałam biec we wszystkie strony, ale zawsze robiłam tylko parę kroków w każdą i się przewracałam. Mężczyzna już prawie mnie dopadł, jeszcze tylko jakieś pięć kroków dzieliło go ode mnie. Gdy był coraz bliżej, ja bardziej słabłam. Wiedziałam, że to mój koniec. Serce waliło mi szybko i głośno. Miałam wrażenie, że słyszy je całe miasto. I wtedy...

35164ja.jpg
33wm93t.jpg

Wypełniłam się brakiem energii i upadłam na ziemię, uciszając wszelki strach, ból i zawroty głowy.

Koniec rozdziału pierwszego. Następna część prawdopodobnie w następny w czwartek (może być wcześniej).

Komentarz

  • olizgsolizgs Posty: 1,462 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Masz niezły styl, i ogólnie ciekawe opowiadanie. Czekam na następny rozdział.
  • eloelx3eloelx3 Posty: 169 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Dzięki. :) Oto rozdział drugi:

    Opis rozdziału drugiego:
    Ashley zaczyna zauważać, że w jej życiu dzieję się coś dziwnego. Popada w lekką paranoję, nie wie, co dalej zrobić.

    Rozdział II - "Jak ja go dorwę..."

    14mw1oy.jpg

    Obudziłam się koło południa, w swoim pokoju, s.u.k.i.e.n.c.e i butach na obcasie (które wydawały się o numer mniejsze i cisnęły mnie w stopy), częściach garderoby, które ubrałam na spotkanie z Jack`iem. Jedyne co pamiętałam z randki, to moment, w którym witałam się z chłopakiem. Zaczęłam się niepokoić. Zastanawiałam się, dlaczego wszystkie wspomnienia zniknęły, myślałam i myślałam, rozważając różne opcje i myśli, przychodzące mi do głowy... Jack, co on mi dał, do licha? Coś, dzięki czemu straciłam pamięć, stałam się senna, to oczywiste... co wiążę się z milionem złych myśli i historii zranionych fizycznie, psychicznie kobiet, z czasopism i telewizji.

    orp55i.jpg

    Wstałam gwałtownie z łóżka i już miałam nabuzowana wściekłością, wybiec z pokoju, gdy nagle weszła moja mama.
    - Wstałaś już, kochanie?
    - Tak... - odpowiedziałam, ukrywając zakłopotanie i zastanawiając się, jak ona pamięta tamten wieczór.
    - Och... wyspałaś się? Musiałaś być bardzo śpiąca, skoro nie przebrałaś się nawet w piżamę... - odparła, śmiejąc się i wyciągając coś z szuflady mojego biurka. - Nie ściągnęłaś nawet butów?! - dodała, spoglądając na białe sandały na czarnym obcasie, cisnące mnie w stopy jeszcze bardziej.
    - Taak... byłam naprawdę zmęczona. - powiedziałam, zaciskając zęby i czując się bardzo, bardzo dziwnie. Kto normalny zasypia w butach? I to na obcasie? Zastanawiałam się, jak bardzo musiałam być odurzona, aby tak usnąć. A może przez cały wieczór spałam? Hm, to całkiem prawdopodobne...
    - Ech... jak tam, randka się udała? - spytała po chwili.
    - Taak. - odpowiedziałam, kłamiąc raz jeszcze.
    - Gdzie byliście? Bo nie powiesz mi chyba, że przez cały czas, siedzieliście w restauracji... byłaś taka zmęczona... - spytała, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy zgrywa mamę-kumpelkę, czy może się o mnie troszczy.
    - My... tańczyliśmy. - wykorzystałam pierwszą wymówkę, jaka przyszła mi do głowy.
    - Och, już rozumiem twoje zmęczenie. - może jej usta się uśmiechały, ale w jej oczach było widać niedowierzenie. No tak, ja nawet nie umiem tańczyć... ale... Jack mógł mnie tam nauczyć i pokazać parę... ruchów, prawda?
    Gdy mama wyszła z pokoju, ja postanowiłam jednak, że przed wyjściem, najpierw się przebiorę. Wyjście z domu w takim stanie, mogłoby zaalarmować zmysły opiekuńczej matki, a przy okazji sprowadzić parę dziwnych spojrzeń przechodniów. Bo nie tylko moje włosy były rozczochrane, s.u.k.i.e.n.k.a pognieciona, stopy z odciskami, ale też, mój makijaż lekko się rozmazał. Wybierając ubrania już, układałam sobie w głowie słowa, które muszę powiedzieć Jack`owi. W tej przemowie znalazło się parę brzydkich słów, wybuchów agresji i wściekłości oraz wydarcie się na niego na cały głos. Prawdopodobnie też z nim zerwę... co będzie dla mnie trudne, mimo tego, że się tak zachował. Nadal nie mogę uwierzyć, że ktoś taki jak on, mógł zrobić coś podobnego. Coś... dokładnie nie wiem co, ale skoro musiał mnie odurzyć, na pewno było to coś okropnego.

    rszwn9.jpg

    Gdy się już przebrałam, odświeżyłam i uczesałam, natychmiast wyszłam z domu, rzucając jeszcze mamie:
    - Wychodzę! Wrócę za dwie godziny! Pa!
    Ona jeszcze mi coś odpowiedziała, ale to już było tylko mglistym głosem, poza zasięgiem biegnącej w szybkim tempie, mnie. Dopiero potem zauważyłam, że zachowuję się dziwacznie i, że jej matczyne zmysły na pewno zareagują na takie wybiegnięcie z domu. Pędziłam do garażu, do samochodu. Nie mogłam już się doczekać momentu wydarcia się na Jack`a. Nie mogłam też uwierzyć, że jestem w tak chorej sytuacji!

    nb8bo0.jpg

    No i jestem w Barze "Głęboki Tłuszcz", jest to budynek pracy Jack`a. Miejsce, w którym spędza on, określone godziny i dni pracy, które - na szczęście - ja znam całe na pamięć. Dziś akurat był jeden z dni jego zamawiania u kucharzy jedzenia, które zażyczyli sobie klienci, podawania części produktów, do osób przy kasie i robienia kawy, czyli po prostu - jeden z pięciu w tygodniu, dni pracy. Po wejściu do budynku, musiałam rozejrzeć się wkoło, by go znaleźć. W stroju do pracy, stał się monotonny, nawet swoje blond włosy miał zakryte czapką z logo baru. Stał przy ladzie, obsługując właśnie jakąś opaloną blondynkę.

    fzc64p.jpg

    Podeszłam tam i czekając, aż schowa pieniądze do kasy (a skoro już przy tym jesteśmy... ta kasa to straszny staroć, taki antyk nie pasuję do tego miejsca!), usłyszałam:
    - Dzięki, przystojniaku... - wypowiadane przez blondynkę, patrzącą się teraz flirciarsko w jego oczy.
    On zdawał się, akceptować zaloty, jeszcze mnie nie zauważył?
    - Ekhem. - wydusiłam z siebie ciche kaszlnięcie, nie pozwolę, by ta lalunia z kaczym dziobem uśmiechała się flirciarsko, zbyt długo.
    - O, słuch... - odparł, traktując mnie jak klienta, zniecierpliwionego staniem w kolejce, zaraz potem spoglądając na mnie i wreszcie mnie rozpoznając. - Ashleeeey!
    - Musimy pogadać. - odparłam poważnym tonem, starając się maskować nerwy. Niech nie wie, ile wściekłości się we mnie buzuję, dopiero zaraz ma to odkryć, gdy na niego wybuchnę.

    29kondu.jpg

    - Jasne, chodź, wchodź! - odpowiedział lekko nerwowo, zapraszając mnie gestem za ladę i spoglądając jeszcze, jak ta blondynka macha mu zalotnie, odchodząc do stolika z kubkiem kawy w ręku. - Ashley... - odchrząkuję w końcu, bardziej zdecydowany, zachowując się tak, jakby nic wcześniej się nie stało i próbując mnie przytulić.
    Jednak ja się nie daję. Nie daję się nabrać, nie ufam jego gierkom, jego słowom i mówię:
    - O nie, nie... musimy pogadać. Poważnie. - odpowiadam, starając zachować kamienną twarz, jednak w ogóle mi to nie wychodzi.
    - O co chodzi? - pyta poważniej, rozglądając się wkoło - zapewne - by sprawdzić, czy w pobliżu nie ma szefa, który pewnie okrzyczałby go, za zignorowanie zasady, wypisanej na jednym z blatów: "WSTĘP TYLKO DLA PRACOWNIKÓW", czyli za w.p.u.s.z.c.z.e.n.i.e tu mnie, no i jeszcze za pogawędki w trakcie pracy.

    id9o3b.jpg

    Zupełnie nie wiem, od czego zacząć, mimo, że przed chwilą, układałam sobie wszystko w głowie jakieś dziesięć razy, pytam więc:
    - Co ty mi zrobiłeś wczoraj wieczorem?
    - Wczoraj wieczorem? - powtarza. Wygląda, jakby nie wiedział, o czym mówię.
    - Tak, podcza... - zaczynam, ale jego zdziwiony głos, przerywa mi, pytając:
    - Ashley, czy ty... ty masz fioletowe oczy?! - pyta zupełnie skołowany. Próbuję zapewne wybrnąć jakąś z tej sytuacji, jednak jak już wspomniałam - ja się nie daję na te gierki. Mógł wymyślić coś lepszego niż fioletowe oczy... czy on mnie ma za dziecko? Myśli, że w to uwierzę?

    1f73o9.jpg

    - Co?! Fioletowe? Nie próbuj mnie rozkojarzyć, nie uda ci się! Co ty mi dałeś wczoraj, podczas rocznicowej kolacji?! - wrzeszczę na niego, niemal wybucham, gdy on, spokojnym, zmartwionym tonem, odpowiada;
    - Ashley... nasza kolacja jest dzisiaj. O dwudziestej pierwszej i nie kłamię, ty masz fioletowe oczy! Słuchaj, zachowujesz się... bardzo dziwnie, jak wariatka, nie wiem naprawdę, co się z tobą dzieję...
    - Collins! Wracaj do pracy, a nie urządzaj pogaduszki! - naszą rozmowę przerywa szorstki, męski głos, grubego mężczyzny w mundurku takim samym, jak Jack`a, tylko z czarną czapeczką. Człowiek jest zapewne jego szefem.
    - Później porozmawiamy... - odpowiada wściekły, wyprowadzając mnie zza lady.
    Zerkam jeszcze raz na mężczyznę, z czarną czapką i Jack`a, wydaję z siebie cichy jęk irytacji i zmierzam w kierunku drzwi wyjściowych baru. Gdy jestem już niemal przy nich, nagle zawracam do barowej toalety.

    xpwz6s.jpg

    Zawsze uspokajał mnie chłód zimnej wody. Dlatego tu przybiegłam. Jestem teraz taka wściekła, zdruzgotana i zagubiona, że najchętniej rozszarpałabym coś na strzępki. Jakąś serwetkę, rysunek... głupią czapeczkę szefa baru... dlatego natychmiast odkręcam lodowatą wodę i moczę w niej ręce, by potem położyć je na twarzy i nieco się uspokoić. Kojąca, lodowata woda, sprawia, że na chwilę nawet się uśmiecham. Mimo tej chorej sytuacji, w której się znalazłam, dzięki niej, mogę się uśmiechnąć, chociaż na chwilę.

    2elxlqo.jpg

    Jednak szybko uczucie szczęścia znika. I to nie tylko dlatego, że moje zimne, mokre ręce, przestały już dotykać czoła. Również dlatego, że spojrzałam w swoje odbicie w lustro i zobaczyłam... że mam fioletowe tęczówki! Jack mówił prawdę! "Co się ze mną dzieję?! Boże!" - myślałam.

    2s0l3s2.jpg

    Zdenerwowana, uciekłam natychmiast z barowej toalety i nie przestałam biec, nawet gdy wszyscy w barze, zaczęli mi się dziwnie przyglądać. Wszyscy czyli Jack i flirtująca z nim chwilę temu, blondynka, też patrzyli się na mnie. Miałam wrażenie, nawet, że twarz tej opalonej, złotowłosej flirciary, śmieję się ze mnie.

    x6d5hw.jpg

    Ale mnie to już wszystko nie obchodziło... nic mnie nie obchodziło, prócz tego, co się ze mną dzieję, co mi się stało.

    api3j6.jpg

    Biegnę, rozładowuję emocje i uciekam z tego baru. Od tych ludzi, od wszystkiego...

    etbig0.jpg

    A potem zamieram na chwilę. To wszystko... to wszystko mnie przerasta!
    Na myśl, że muszę tam wrócić - po samochód - aż mam mdłości...


    Następny rozdział prawdopodobnie będzie za tydzień, może być wcześniej.
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • olizgsolizgs Posty: 1,462 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Fajnie, fajnie, coraz lepiej. Będę czekać z niecierpliwością.
  • olgusiiiaolgusiiia Posty: 8
    edytowano sierpnia 2011
    Super ta opowieśc myśle,że będzie ich jeszcze dużo!.
  • eloelx3eloelx3 Posty: 169 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Dzięki. :-) Jestem chyba uzależniona od pisania tej historii... dziś kolejny rozdział:

    Rozdział III - "Już zwariowałam!"

    adc1i1.jpg

    Tak, wariatka... Jack miał rację nie tylko w sprawie fioletowych oczu. Jestem paranoiczką, wielką wariatką i i.d.i.o.t.k.ą. Już nie wiem, czy Jack mi coś zrobił, czy nie. Wyglądał, jakby nie wiedział, o czym mówię... był taki przekonujący... już nie wiem, czy kłamał, czy nie. Już nic nie wiem. W głowie mam wielką pustkę i zmęczenie tym wszystkim. W dodatku, jestem strasznie głodna i dowiedziałam się, że dzisiaj jest moja rocznicowa kolacja z chłopakiem, która była wczoraj. To nie ma sensu... w końcu, pamiętam, jak się na nią szykowałam, jechałam i jak witałam się przed restauracją z Jack`iem... ale w sumie, to jedyne, co z niej pamiętam. Może to wszystko mi się przyśniło? Nie, nie... obudziłam się przecież w stroju który ubrałam, na rocznicę. Lunatykowałam? Mam coś z głową... to coś poważnego.

    242elmr.jpg

    Teraz chce tylko znaleźć się w swoim cichym, normalnym pokoju i zrozumieć, co się właściwie stało. Idę teraz po schodach, prowadzących na pierwsze piętro mojego domu i modlę się, by mama nie siedziała w salonie, pomieszczeniu, przez które muszę przejść, by dostać się do pokoju.

    10r963d.jpg

    - Och, jesteś! Gdzie ty właściwie byłaś? - słyszę pytanie mamy.
    Modły nie zostały wysłuchane.
    - Jaa... byłam w barze.
    - Och... rozumiem, że coś jadłaś. - mówi, smutnym głosem, wpatrując się w przyprawionego indyka, leżącego na tacy, na blacie w kuchni.
    - Tak, jestem najedzona... - odpowiadam, starając się zagłuszyć burczenie w brzuchu.
    - Ashley, ty masz czerwone... czerwone tęczówki? - pyta nagle, niepewnym głosem, a ja chwiejąc się lekko w lewą stronę, odpowiadam zdenerwowana;
    - Co? Czerwone? Mamo, wydaję ci się... - a zabrzmiałam tak nienaturalnie, że chwilę później, zaczęłam się karcić w myślach, że nie potrafię dobrze udawać.
    - Dobrze, wydaję mi się. - odpowiada zrezygnowanym tonem, po wymienieniu spojrzeń z siedzącym obok, przy stole, chłopakiem. - A mogę wiedzieć, dlaczego zaraz po obudzeniu się, pojechałaś do jakiegoś... baru?
    - Ja... ja... miałam się tam spotkać z Christie. - tak, to dobra wymówka.
    - O... rozumiem. A jakbyś jednak chciała coś zjeść, to tu, w lodówce będą resztki indyka.
    - Okej, jasne. - odpowiadam. - Mamo, a ja teraz... pójdę spać. - odparłam, zbliżając się do drzwi pokoju.
    - Spać? - powtórzyła zdziwiona.
    - Tak... jestem bardzo zmęczona. - odparłam, po odwróceniu do niej plecami, przegryzając dolną wargę.
    - No, dobrze, dobrze... - odpowiada wreszcie, zdziwionym i opiekuńczym głosem, krojąc kawałek mięsa z tacy na blacie, nakładając go na talerz i podając swojemu chłopakowi... och, nie będę go tak nazywać, od teraz będzie on Lucasem.
    Uradowana, natychmiast rzucam się na klamkę drzwi do mojego pokoju, otwieram je, kładę się na łóżku i zaczynam a.n.a.l.i.z.o.w.a.ć to, co stało w ostatnich dniach.

    2j31bty.jpg

    "Budzę się dzisiaj nic nie pamiętając, a potem... odkrywam, że mam fioletowe tęczówki..." - opowiadałam w myślach dzisiejszy dzień. "Teraz są czerwone..." - powiedziałam do siebie piskliwym głosem, dodając kolejny element historii. Zamykam oczy i próbuję to wszystko zrozumieć, jednak nijak mi to wychodzi. Nie potrafię zrozumieć zmieniających kolor tęczówek i tego, że wczorajszy wieczór wymazał mi się z pamięci. Jeśli miałabym uwierzyć Jack`owi, to randka nie wymazała się z głowy tylko mi, ale też jemu. "Wszechświat nie chce, żebyśmy byli ze sobą dłużej?" - spytałam sama siebie w myślach. "Haha... ja to mam wyobraźnię..." - stwierdziłam, kpiąc ze swojej teorii.

    Spojrzałam na bukiet czerwonych kwiatów, leżący na komodzie w pokoju i poczułam strumień energii, przepływający od moich stóp, aż do długich, blond włosów na głowie, a w umyśle zobaczyłam obrazy. Pojawiające i znikające w bardzo szybkim tempie, na których przedstawiona byłam ja i mój chłopak, przed restauracją, później idący do stolika, jedzący sałatki, rozmawiający przy tym, obserwujący gwiazdy, całujący się. Potem nagle pojawia się obraz w którym Jack wręcza mi taki sam bukiet kwiatów. Czerwonych róż. Głowa zaczyna mnie boleć, przewracam się na bok, trzymając się za skronie i odwracam wzrok od tych przeklętych kwiatków oraz blokuję wszystkie myśli dotyczące tamtego wieczoru. "Sen to chyba jedyne, choć chwilowe, wyjście i ucieczka od tego wszystkiego." - stwierdziłam i zaczęłam usypiać.

    20h9c0m.jpg
    2w30ope.jpg

    - Gdzie... gdzie ja jestem? - spytałam zdziwiona.
    Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, w którym się znalazłam. Było białe, mgliste, trochę niewyraźne. Po popatrzeniu na jego ściany, można było stwierdzić, że prowadzi do wielu pomieszczeń, gdyż wszędzie były drzwi. Jednakowe, białe, eleganckie drzwi ze złotymi klamkami.

    11b0kzm.jpg

    Po chwili, poczułam się słabo i mdłości, skądś - nie mam pojęcia skąd - mi znane, powróciły. Poczułam, że ktoś za mną stoi.

    Ciąg dalszy nastąpi, najpóźniej za tydzień.

    Olga - tak, będzie dużo rozdziałów. :)

    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • olizgsolizgs Posty: 1,462 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Fajnie! Ciekawi mnie, co ten koleś zrobi z Ashley. Będę czekać!
  • PiramidkaPiramidka Posty: 628 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Bardzo mi się podoba ta opowieść-czekam na więcej :wink:
  • SimFanka2001SimFanka2001 Posty: 52 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Wow ale fajne ciekawe jak to się skończy :D
  • krzyhu12krzyhu12 Posty: 664 Member
    edytowano sierpnia 2011
    świetna historia przeczytałam wszystkie części i aż żałuje że nie ma następnej części!
  • eloelx3eloelx3 Posty: 169 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Łał, dziękuję Wam wszystkim za miłe słowa i za to, że komentujecie tę historię. :) Nie spodziewałam się, że komuś aż tak spodobają się moje wymysły... czwarty rozdział:

    Rozdział IV - "Sen."

    11b0kzm.jpg

    Poczułam, że ktoś za mną stoi. To uczucie sprawiło, że natychmiast się odwróciłam, a gdy to zrobiłam, zobaczyłam ubranego na czarno, umięśnionego mężczyznę o ciemnych włosach. I choć moje myśli twierdziły, że kiedyś on zrobił mi coś złego i próbowały wzbudzić we mnie nienawiść i obrzydzenie do niego, ja sama zachowywałam się spokojnie i słuchałam tego, co mówił:
    - Hejcia! Mam na imię Beau! Fajnie tutaj, nie? He he, tak biało! Łiiii! Ohoho, a skąd ta mgła? Uuuu, wszystko się kręci i kręci, w kółkooooo! - wypowiadając ostatnie zdanie, zaczął... się kręcić w kółko. - Hi hi, to zabawne! Hi hi! A skoro już jesteśmy w temacie, słyszałaś może o kamieniu chaosu? Ha ha, figiel kigiel, on jest ukryty w takich podziemiach, hi! Ablebumble dinf, ehe, lubię cię!
    ...że niby co? *
    Zaczęłam zastanawiać się, czy jest on osobą trzeźwą i patrzyłam się na niego, czekając, czy coś doda, do swojej błyskotliwej wypowiedzi, ale on tylko zaczął się na mnie dziwnie patrzeć. Jakby był potraktowany gazem rozśmieszającym, a w moich oczach właśnie pokazywano jakiś ciekawy film. Po chwili zaczął ze mną tańcować, śpiewając:
    - Aha i nie przejmuj się, jak coś dziwnego ci się przyśni! W snach wszystko jest dziwneeeeee!
    Wgapiałam się w niego, jak w i.d.i.o.t.ę, chyba słusznie.
    - Co ty...? - próbuję zapytać, co on wygaduję, ale nagle wszystko znika, a ja słyszę dźwięk mojej dzwoniącej komórki i budzę się w pokoju.

    358t9pf.jpg

    Okazuję się, że to wszystko było snem... bardzo realnym, dziwnym snem. To chyba kolejne wariactwo, które mnie nawiedza. Dobrze, że ktoś zadzwonił i mnie obudził, miałam dość tego śpiewającego dziwaka. Zrywam się z łóżka i biegnę do telefonu.

    11id9n5.jpg

    Dzwoni Christie.
    - Halo? - mamroczę.
    - Gdzie jesteś? - pyta zdenerwowana.
    - W domu. - odpowiadam krótko.
    - Ah... to wyjaśnia fakt, że czekam na ciebie w parku już pół godziny...
    I to wystarcza, bym przypomniała sobie słowa: środa, 15:00, park, czyli informacje, które zanotowałam na małej żółtej karteczce i przypięłam do tablicy korkowej, a teraz o tym wszystkim zapomniałam... zapomniałam o spotkaniu z Christie! Ech, gdyby ona wiedziała, co się ze mną dzieję... może powinna to wiedzieć?
    - Christie, przepraszam, ja... jestem chora i spałam, ja... - nie, potraktowałaby mnie jak wariatkę...
    - Tak, ale mogłaś zadzwonić!
    - Przepraszam, kompletnie o tym zapomniałam.
    - No właśnie. - odpowiada już łagodniej.
    - Sorki.
    - Okej, okej... dobra, ale na przyszłość, notuj sobie wszystko.
    - Jasne, kupię notesik! - bo tablica korkowa jakoś nie działa...
    - Okej... jesteś chora?
    - Tak, wymiotuję. - odpowiadam, wkopując się w bagno kłamstw jeszcze bardziej.
    - Och, to okropna i... ohydna sprawa. - stwierdziła z lekkim śmiechem.
    - No tak! - odpowiadam, wybuchając głośnym, przeraźliwym śmiechem, zupełnie nie pasującym do tej rozmowy. Co to miało być?
    - No tak... - powtarza Christie, trochę przerażona... - Słyszę... w twoim głosie, że jesteś trochę śpiąca, może się połóż? Zadzwonię jutro.
    - Okej. - odpowiadam, kończąc rozmowę i zauważając masę nieodebranych połączeń - Christie dzwoniła jakieś 10 razy, podczas gdy ja sobie rozmawiałam z jakimś Beau, w swoim zwariowanym śnie! Ale... powiedziałam jej, że spałam, prawda? Prawda?!

    Ech... mam wszystkiego dość, wyłączam telefon, przebieram się w piżamę, idę spać... ale najpierw coś zjem. - postanowiłam. - może, gdy się obudzę, będę pamiętała randkę, oczy będą niebieskie, a to wszystko okaże się snem? Zwykłym koszmarem? - dodałam, wyciągając z szuflady biurka pudełko babeczek, którymi po chwili zaczęłam się delektować. Byłam taka głodna... gdy skończyłam jeść, przebrałam się i wyłączyłam telefon, zaczęłam usypiać. Nie miałam z tym problemów i szybko zatopiłam się w objęcia snu, mimo, że dziś spałam już naprawdę długo...

    1zn8t9i.jpg



    ---
    * jak coś jest napisane grubą i pochyłą czcionką, są to myśli Ashley. Musi być napisane z tymi dwoma efektami.
  • olizgsolizgs Posty: 1,462 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Fajnie, współczuję Ashley, nie fajnie jest tak nagle "oszaleć".
  • krzyhu12krzyhu12 Posty: 664 Member
    edytowano sierpnia 2011
    czekam na dalsze części! jak narazie świetnie ci idzie
  • olgusiiiaolgusiiia Posty: 8
    edytowano sierpnia 2011
    Super historyjki ,ma być ich dużo!!! xD
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • eloelx3eloelx3 Posty: 169 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Rozdział piąty będzie dłuższy od poprzednich, dlatego pojawi się dopiero za kilka dni.
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • olizgsolizgs Posty: 1,462 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Nie mogę się doczekać!
  • eloelx3eloelx3 Posty: 169 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Rozdział V - "Ten biały pokój..."

    jsg2ea.jpg

    - A... a... ten... Ash... Ashley! - wykrzykuję tajemniczy głos, szturchając mnie. - Zapamiętałem? - pyta po chwili. - Wstawaj!
    Jak ten Beau dostał się do mojego domu?! Powinien zostać w tym swoim zamglonym, białym domku i zostawić mnie w spokoju!
    - Być może... - odpowiadam, patrząc się na niego i choć mam ochotę zapytać go, czy to kolejny sen, dlaczego wtedy gadał tak dziwnie, co się tu dzieję i co robi w mojej sypialni, nie mogę tego zrobić. Całkowicie odebrało mi mowę. Jest coraz dziwniej i dziwniej.
    - Choć ze mną. Obiecuję, że wytłumaczę Ci wszystko, co się dzieję, ale najpierw musisz... musisz mi zaufać.
    - Dobrze... - odpowiadam drżącym głosem.
    Co stanie się za chwilę? Mam wrażenie, że coś bardzo dziwnego. Ale zaraz, coś bardzo dziwnego już się stało!

    dxg1f8.jpg

    - A więc, musimy przejść najpierw przez te drzwi. - mówi, spoglądając na białe drzwi, takie same jak w tym białym pokoju w moim śnie, tylko że stojące przed nami...
    - C... co... co te drzwi robią na środku mojego pokoju?! - pytam zdenerwowana.
    - Stoją sobie i czekają, aż przez nie przejdziemy. Tak na marginesie, ja robię dokładnie to samo, przechodzimy?
    - Jasneee... - odpowiadam trochę przestraszona, wstając z łóżka i podchodząc do nich. - Wytłumaczysz mi wszystkie dziwne rzeczy, które mi się przydarzyły? - pytam, odwracając się do niego i patrząc mu w oczy.
    - Tak, a nawet więcej.
    - No to... idziemy! - postanawiam, otwierając tajemnicze drzwi, które zaraz po tym, zaczęły emanować złoto-białą poświatą, tak jasną, że aż mrużę oczy.

    Po przejściu przez nie, trafiłam do pokoju z mojego snu. Białego, zamglonego pomieszczenia pełnego drzwi.
    - Ten biały pokój! T-to... to pokój z mojego snu! - wykrzykuję, przechadzając się po pomieszczeniu.
    - Robi wrażenie, prawda? - pyta Beau, pojawiający się po chwili u mojego boku.
    - On... on był w moim śnie! - oznajmiam radośnie, teraz wiem, że ten sen miał jakiś cel.
    - Kto był w twoim śnie? - pyta Beau.
    - Ten pokój i... i ty! - odpowiadam, wybuchając śmiechem, Beau tam zachowywał się tak idiotycznie...
    - Ten pokój i ja? - powtarza zdziwiony. - Dlaczego się tak śmiejesz? - pyta po chwili, patrząc jak trzymam się ze śmiechu za brzuch, opierając się o białą, świetlistą ścianę dziwnego pokoju.
    - Ty... ty! - tylko tyle byłam zdolna odpowiedzieć.
    Zaczynam się uspokajać, robię wdechy i wydechy, by po chwili opowiedzieć Beau, co wyprawiał w moim śnie.

    - Co...? Żartujesz? - zapytał po opowieści, z niedowierzeniem, rozumiejąc już mój wybuch śmiechu.
    - Nie! Naprawdę ze mną tańczyłeś, śpiewałeś o tym, że w snach wszystko jest dziwne, układałeś wyliczanki, rymy, nowe słowa, kręciłeś się w kółko i ogólnie... hm, zachowywałeś się jak wariat. - odpowiadam, śmiejąc się głośno.

    2yzc0pk.jpg

    - Zastanawiam się... dlaczego ci się śniłem? - pyta po chwili, poważniej, spoglądając na mnie tak, jakbym znała odpowiedź.
    - Nie wiem, dlaczego... - odpowiadam, powstrzymując atak śmiechu i wzruszając ramionami. - Nie mam pojęcia... - dodaję lekko zakłopotana, widząc, że Beau próbuję znaleźć w tym wszystkim jakiś głębszy sens. - czyli tej dziwnej rzeczy mi nie wyjaśnisz? - pytam po chwili, burząc atmosferę powagi.
    - Tej jednej nie... - odpowiada z lekkim śmiechem. - Ale mogę wyjaśnić zmieniające kolor tęczówki i wieczną chęć snu oraz powiedzieć ci, co się właściwie stało, podczas... hm, twojej randki z chłopakiem?
    - Tak, to była nasza rocznicowa kolacja. - odpowiadam, kierując wzrok na kłęby mgły. - No to... wyjaśnij najpierw zmieniające kolor tęczówki! - postanawiam zaciekawiona.
    - Jeszcze przejdziemy jedne drzwi i opowiadam...
    - Co? Jeszcze jedne? To któreś z tych? - zgaduję, rozglądając się wkoło i patrząc na białe drzwi ze złotymi klamkami, takie same jak z mojego snu, takie same jak te, które nas tutaj przeniosły.
    - Tak, któreś z tych. Obojętnie które. Sama wybierz jedne.

    29ntmj7.jpg

    - Hm... no to te! - odpowiadam, podchodząc do drzwi najbliżej mnie.
    - Okej... to teraz dosyć krępująca część... musisz złapać mnie za rękę.
    - Ale... po co?
    - By razem ze mną przenieść się do innego wymiaru.
    - Do czego?
    - Do innego wymiaru, tam dowiesz się wszystkiego!
    - Om... no dobra... - mamroczę, chwytając rękę Beau i mrużąc oczy z powodu biało-złotej poświaty, która pojawiła się zaraz po tym, gdyż Beau otworzył białe drzwi.

    Ciąg dalszy nastąpi.
  • olizgsolizgs Posty: 1,462 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Czemu takie krótkie? Ale bardzo fajne!
  • krzyhu12krzyhu12 Posty: 664 Member
    edytowano sierpnia 2011
    my chcemy dalsze części! my chcemy dalsze części!!!
  • eloelx3eloelx3 Posty: 169 Member
    edytowano sierpnia 2011
    olizgs napisał użytkownik:
    Czemu takie krótkie? Ale bardzo fajne!
    Przepraszam. Jakoś tak... jestem chora i nie mam na nic ochoty. :P I dziękuje bardzo.
    krzyhu12 napisał użytkownik:
    my chcemy dalsze części! my chcemy dalsze części!!!
    Heh... wow. xD

    Opis rozdziału szóstego:
    Ashley przenosi się do innego wymiaru, tajemniczej krainy wraz z tajemniczym Beau, który obiecał wytłumaczyć jej wszystkie dziwne rzeczy, jakie ją ostatnio spotkały.

    Rozdział VI - "Przepro-co?"

    Próbuję się kontrolować i nie puścić ręki Beau, mimo, że czuję się coraz bardziej słaba. Jeszcze wtedy, gdy byliśmy od siebie bardziej oddaleni, w Białym Pokoju i rozmawialiśmy, nie miałam z utrzymaniem się na nogach takiego problemu, dodatkowo pomagała mi chęć zdobycia informacji, na temat tych wszystkich dziwnych rzeczy. Ale teraz... nic mi nie pomaga, nic, a nic, mimo, że nadal jestem ciekawa tego wszystkiego. Moja ręka jest spleciona z ręką Beau. Mój umysł tylko czeka aż wyjdziemy z kłębu złoto-białego światła i puścimy swoje ręce, by mógł zacząć funkcjonować. Wtedy będę mogła odetchnąć i oddalić się od Beau.

    21r9eu.jpg

    Znajdujemy się... no właśnie, gdzie? Prawdopodobnie w tym całym innym wymiarze, o którym wspomniał Beau.
    Wyrywam gwałtownie rękę, splecioną wcześniej z moim źródłem złego samopoczucia i mam nadzieję, że Beau nie potraktuję tego źle. Oby nie tak źle, jak to wyglądało.
    - Och... - wydaję z siebie, gdy zauważa, jak bardzo nie chce już go dotykać. - No i jesteśmy. - dodaję bardziej pewny siebie.
    - Nie mogłeś mi wytłumaczyć tego wszystkiego w tamtym białym pokoju? - pytam zduszonym głosem, układając się na ławce w pobliżu.
    - Ashley, co się dzieję? Znowu to samo? - pyta, kucając przy mnie. Ma zaniepokojony wyraz twarzy.
    - Jest mi słabo... zaraz, jak to znowu?
    - No... wtedy, gdy byłaś na randce i chłopak cię zostawił... - posyłam mu pełne nienawiści spojrzenie, szpiegował mnie? Poza tym, jak to chłopak mnie zostawił? Miał coś do załatwienia... choć w sumie, to tak, zostawił mnie! - Gdy do ciebie podszedłem, zemdlałaś!
    - Jak to...? Ja... ja nic nie pamiętam! Nic nie pamiętam z kolacji...
    - Nic? Nic, a nic? - pyta, zaraz potem przybierając kamienny wyraz twarzy. Widać, że się zastanawia... - Ja... to ja wywołuję na ciebie taki wpływ?
    - Tak... tak... - odpowiadam resztkami sił.
    - Poczekaj tu! - oznajmia, oddalając się.
    Nareszcie!
    Ale zaraz, gdzie on poszedł? Czyżby zostawił mnie samą w tym dziwnym miejscu? Brr, jak tu zimno... o mój Boże, ja jestem w piżamie?

    mbrblz.jpg

    - Ashley! Mam rozwiązanie... no, tymczasowe. - wykrzykuję, powracając po dłuższej chwili z jakimś błyszczącym łańcuszkiem w ręku. - To Magiczny Medalion Energii. - mówi, pokazując mi go dokładniej. - Załóż go. - dodaję, podając mi wisior.
    - Hm... jest całkiem ładny. - oznajmiam po założeniu go, czując dziwny przypływ sił.
    - I magiczny. Ten zielony kamień... - tłumaczy, pokazując mi jasno-zielony kamień na naszyjniku. - to Kamień Energii, dzięki niemu, nosząc ten amulet, będziesz w pełni sił, czyli na pewno nie zemdlejesz, gdy będę w pobliżu. - mówi uśmiechając się szeroko.
    - Czuję się taka... energiczna. - oznajmiam, bawiąc się srebrnym łańcuchem wisiorka.
    - Hm... no to teraz... teraz chyba pora na wyjaśnienia wszystkich dziwnych rzeczy - no z wyjątkiem snu, w którym zachowywałem się jak największy wariat - które ci się przydarzyły. Może usiądziemy tam? - pyta, wskazując dwa krzesła w oddali.
    - Jasne. - odpowiadam podekscytowana, idąc do siedzisk i ciesząc się, że za chwilę dowiem się wszystkiego.

    28k3iiv.jpg

    Gdy już usiedliśmy, spytałam:
    - A więc... kim jesteś?
    - Też zaliczam się do tych dziwactw, które cię spotkały? - spytał ze śmiechem Beau, irytując mnie trochę...
    - Hm... no tak. Pojawiasz się w mojej sypialni, budzisz mnie ze snu i oznajmiasz, że zabierzesz mnie do innego wymiaru, to trochę dziwne.
    - Tak, to dziwne... a więc, jestem jednym z Przeprowadzaczy.
    - Przepro-co?
    - Przeprowadzaczy. Osób, które aktywują moc innych osób i przeprowadzają je do innego wymiaru, czyli właśnie tego miejsca.
    - Ty... aktywowałeś mi moc, prawda? - pytam z powagą, próbując skleić ze sobą wszystkie fakty i zrozumieć, co się stało i co się dzieję.


    Ciąg dalszy nastąpi.
  • olizgsolizgs Posty: 1,462 Member
    edytowano sierpnia 2011
    Dziewczyno, nie rozśmieszaj mnie! To takie fajne opowiadanie, a ty tak krótkie części dajesz! Ale jest bardzo fajnie, i będę czekać
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Return to top