Tak, znowu Piramidka tworzy historię

Mam nadzieję, że ta będzie ciekawsza i popularniejsza.
7 V 2011-poprawka rozdziału :-)
I.
Garth Smith, ojciec dziesięciolatki Anne i Bright Enoughtto, matka szesnastoletniej Ashley przyjaźnili się od wielu lat, samotnie wychowywując dzieci. Kilka lat temu postanowili spełnić swe największe marzenie-zamieszkać w Egipcie. Dla Anne i Ashley oznaczało to mnóstwo przyjemności:wieczne wakacje, wspólne wypady na targ, robienie zdjęć piramidom w najróżniejszych ujęciach, nocne obserwowanie gwiazd...
-Chodź, Anne-Ashley zaprosiła swoją przyjaciółkę do jacuzzi, w którym sama się relaksowała.
-Oj zaraz. Muszę iść po kostium-Anne powiedziawszy to, zniknęła w drzwiach na taras.
-Idziesz?!-Ashley była coraz bardziej poirytowana.
Po dłuższej chwili dziewczyna z powrotem pojawiła się na dworzu.
-Już, już!! Zobacz-jestem? Jestem!

-Jesteś strasznie powolna!-rzekła z przekąsem Ashley
-A ty strasznie niecierpliwa!-odcięła się z uśmiechem Anne. Nigdy się nie kłóciły, co najwyżej potrafiły się przekomarzać.
Tymczasem w salonie Bright i Garth rozmawiali na temat wyjazdu kobiety do jej rodzinnego miasta. Matka Bright trafiła do szpitala i wymagała opieki.
-Garth, tylko na parę dni... Moja mama potrzebuje opieki...

-Oczywiście, mnie się pytasz?-odpowiedział Garth-Powiedz to tylko Ashley, może ona cię zatrzyma.
-He-ej, plażowiczki!-zawowała Bright do dziewczyn
-He-ej, mamo!
-He-ej ciociu!-Anne mówiła do Bright "ciociu".
-Słuchajcie (a szczególnie ty, Ashley). Muszę wyjechać do mojej matki, zatrzymam się na około dwa tygodnie.

-Wyjeżdzasz do Middletown Bay??-Tak jak Anne traktowała Al Simharę jako raj na ziemi, tak Middletown Bay traktowała jak dziurę,mimo iż to było ładne miasto.
-Tak, Anne, do Middletown Bay. To całkiem ładne miasto.
-Taa, jak Middletown Bay jest ładne, to ja jestem brunetką-mruknęła Anne.
-Słucham? Powinnam być brunetką?
Ashley i Anne wybuchnęły śmiechem.
-Nie, mamo, nic-powiedziała Ashley chichocząc.
-W takim razie pa-powiedziała Bright i cmoknęła obie w czoło.-Będę tam jakieś dwa tygodnie.
Godzinę później. 11.23 Służący Smithe'ów i Enoughtto'ów wracał od swojego domu do posesji swoich pracodawców. W rękach ściskał paczkę i uśmiechał się tajemniczo.
-Co u was, dziewczyny?-zapytał wesoło Garth.
-Dobrze, tato. Powiedz tylko coś tej maniaczce kąpieli-powiedziała Anne wskazując na przyjaciółkę-Zaraz jej się skóra zmarszczy od tego siedzenia w wodzie.
-Co się czepiasz, teraz będę czysta.
Anne i Garth popatrzyli na dziewczynę wielkimi oczyma.
-No co, teraz będę bardziej czysta! Ja się myłam, co sobie myślicie?
-Mam nadzieję-mruknął Garth z nie mniej wytrzeszczonymi gałami niż przedtem.-Idę się zdrzemnąć.
Kiedy mężczyzna położył się na łóżko i zasnął, do dziewczyn podszedł pewien Egipcjanin.
-Cześć,Fahad-zawołała Ashley do służącego.
-Chcesz ze mną poznać Egipt od podszewki-szepnął tajemniczo Fahad.
-Dlaczego nie?-odpowiedziała dziewczyna-Czy Anne będzie mogła iść ze mną? Bardzo się lubimy...
-Im więcej, tym lepiej.-równie tajemniczo odszepnął Fahad.
Kiedy Ashley zawołała Anne, by zaproponować jej wycieczkę, służący myślał zadowolony:
"Lepiej być nie mogło... Już wkrótce ja i moja rodzina odzyskamy dawny autorytet".

CDN...
Komentarz
Przepraszam Cię najmocniej, że się doczepię, ale nie podoba mi się na początku: "Ale wszystko po kolei". Druga sprawa - ja na Twoim miejscu unikałabym nawiasów. W tym fragmencie: "Tak jak Anne traktowała Al Simharę jako raj na ziemi, tak Middletown Bay traktowała jak dziurę (mimo iż to było ładne miasto)" można się bez niego obejść. Oczywiście możesz dalej tak pisać, ale po prostu sugeruję, żebyś robiła tak tylko, gdy będzie to koniczne.
Mówię Ci to tylko po to, żeby Twoje opowiadanie było jeszcze lepsze
Dzięki
Nic się nie stało, że się doczepiłaś
Nie, nie obrażę się
A teraz powiem Ci dlaczego dziewczyny są tego samego wzrostu :twisted: Ashley jest niska, a Anne wysoka. :twisted:
II.
-Taatoo, możeemy z Ashley zwieedzić Egipt?-szczebiotała Anne, usiłując poprosić Gartha o zgodę.
-Hm.. Same? Z Fahadem?
-No taak, ale będziemy uważać. Mamy namiot, jedzenie, rybek sobie połapiemy...
-Taa, wypatroszycie sobie takie rybki-odparł Garth, usiłując sobie wyobrazić jego córkę i Ashley wyjmujące z ryb wnętrzności. Nie zdołał.
-No tato!
-A idźcie sobie. Tylko uważajcie. Proszę, oto zapas wody na tydzień i warzywa-Garth wyjął z lodówki prowiant i podał Anne.-Ale ma was nie być góra kilka dni.-Mężczyzna wyraźnie zaakcentował ostatnie zdanie.
-Dzięki,dzięki,dzięęęki!
***
Po tej rozmowie Ashley, Anne i Fahad ruszyli w drogę.
-Pojadę na motorze, wy idźcie za mną.Ja wezmę plecak-powiedział służący.
Tak więc Fahad jechał, a dziewczyny spokojnie za nim szły.
Rzeczy uległy zmianie, gdy minęli Świątynię Królowej Hatszepsut.
Fahad w jednej chwili zsiadł z motoru, odrzucił go na bok jakby to był jakiś śmieć,a nie drogi przedmiot i zawołał do dziewczyn ostrym tonem:
-Czego tak stoicie? Ruszać się, ale to już!
Anne posłusznie pobiegła naprzód, lecz Ash stała i z niedowierzniem patrzyła się na Egipcjanina.
-Co tak stoisz i się gapisz?-skarcił ją Fahad-Bierz przykład ze swojej przyjaciółki i biegnij!
Ashley chcąc niechcąc, zaczęła biec. Kto wie, co odbije temu i tak zdziwaczałemu człowiekowi?
Anne biegła nie dlatego, że służący tak kazał, ale ze strachu przed tym, co on jej zrobi. Poczuła jednak wyrzuty sumienia, że zostawiła Ashley. Ale z niej przyjaciółka, nie ma co!
Przystanęła i zaczekała. W oddali dziewczyna zauważyła Fahada, który najwyraźniej popędzał jej towarzyszkę.
Wkrótce Egipcjanin i Ashley dogonili Anne. Zaczęła na nowo biec, jednak była zbyt zmęczona. Postanowiła iść.
-Dokąd biegniemy?-zapytała Ashley Fahada.
-Milcz! Niedługo oaza, zatrzymamy się na noc, ale nie myśl, że to koniec naszej wędrówki!
***
Anne straciła z oczu Fahada i Ashley. W pierwszej chwili przestraszyła się, że się zgubi, ale na piasku wyraźnie widać było ślady butów.
Ślady!
To jej coś podsunęło na myśl.
Dziesięciolatka nachyliła się i narysowała na piasku strzałkę. W ten sposób będzie można wspomóc ich poszukiwania! Na pewno ten Egipcjanin coś knuje, nie wrócą do domu po kilku dniach, więc Garth zorganizuje poszukiwania! Są uratowane!
Zadowolona pobiegła dalej, by dogonić resztę.
***
Godzina 16.50 Fahad i Ashley dobiegli do oazy. Służący wyjął z plecaka namioty dla dziewczyn i rozkładany fotel dla siebie.
-A gdzie Anne?-przestraszyła się Ashley
-Nie chciało jej się biec, to tak ma-sucho odpowiedział Fahad-Lepiej chodź, musisz rozłożyć namiot.
-JA mam rozłożyć namiot? Nie umiem!
-To się naucz-obojętnie odparł Egipcjanin.
Ashley zauważyła coś w oddali. A właściwie nie c o ś, tylko k o g o ś. To była Anne.
-Anne!-ucieszyła się Ashley
-Gdzie Fahad?-szepnęła Anne.
-Rozkłada namioty i leżankę.-również szeptem odpowiedziała Ashley.
-Chodźmy bliżej jeziora...
Wkrótce Fahad rozłożył namioty i leżankę. Sam położył się na leżance, by móc pilnować aby dziewczyny nie uciekły, podczas gdy namioty zostawił Anne i Ashley. Położył się i zaczął czytać.
-Hmm... Cz-cześć, Fahad-zagadnęła Anne-Przepraszam, że dopiero teraz doszłam, ale nie wiedziałam co z twoim motorem, no wiesz, wziąć, czy...
-Nie jestem Fahad Madbouli-przerwał Egipcjanin.-Nazywam się Zaki Taymur
Dziewczyny osłupiały.
-To TY jesteś tym bandziorem MorcuCorp?-zapytała Ashley zdumiona.
-Tak-odpowiedział oschle służący.
-Dokąd nas wieziesz? Co chcesz zrobić?
-Milcz-syknął Zaki.
W jednym momencie dziewczynom zrobiło się na przemian zimno, gorąco, źle i smutno.
Niestety nie. Ale kupiłam każdemu Simowi z rodziny nagrodę szczęścia życiowego "Przygotowany podróżnik". Dzięki niej możesz przedłużyć wakacje
III
Ashley i Anne stały i nie ruszały się, jakby świat stanął w miejscu. Mało tego, on się im z a w a l i ł . Przebywały sam na sam z agentem MorcuCorp, bandziorem, mordercą, licho wie jeszcze czym...
-Co chcesz z nami zrobić-drżącym głosem zapytała Anne.
-Dobrze. Powiem wam. Tylko nie uciekajcie, bo nie ręczę za siebie.
Zaki zaczął swą opowieść.
-Musicie się czegoś dowiedzieć o MorcuCorp. W jednym z tutejszych domów mamy swą kwaterę. Nie powiem, co to za dom w Al Simharze.
Zajmujemy się hackowaniem, kradzieżą i innymi profesjonalnymi przestępstwami. Robimy to z wyczuciem, tak że policja nie wpadnie na nasz trop.
Kwiatem MorcuCorp jest moja matka. Ma ponad sześćdziesiąt lat, a wciąż młodo wygląda. Nie ma ani jednego siwego włosa.
-Bo sobie je farbuje-pomyślała Ashley
-To ona podejmuje co ważniejsze decyzje. Członkowie MorcuCorp to jedna wielka społeczność,a matka jest jakby... jakby prezydentem. To ona chce przejąć władzę nad światem, zaczynając od malutkiej dziury Al Simhary...
A propos dziur. W Al Simharze jest mnóstwo dziur, które kopiemy. To "bazy", tu ukrywamy co ważniejsze rzeczy... chipy, notesy, itp... Potem, za pomocą radiotelefonu porozumiewamy się naszym kodem MorcuCorp, by określić, gdzie coś zakopaliśmy. Na przykład ja powiem: B125 do swojego kompana,a on wie, że musi iść do punktu (umownie nazwanego B125) i kopać.
I tak oto dziewczyny słuchały opowieści Zakiego vel. Fahada, która stawała się coraz bardziej skomplikowana.
-Zaki, ale my wciąż nie wiemy, po co nas p o r w a ł e ś !-powiedziała Anne
-Matka potrzebuje zakładnika. Idziemy do Abu Simbel, kwatery najszlachetniejszych i największych człónków agencji.Tam na pewno się wami zajmą i wy zajmiecie się firmą
-NIGDY-wrzasnęła Ashley.
-Zobaczymy-wycedził Egipcjanin.
-Dobra, idziemy spać-ziewnęła Anne-Muszę ci coś wyjaśnić w namiocie.-szepnęła do swojej przyjaciółki.
Dziewczyny weszły do namiotu.
-Więc tak-zaczęła Ashley-Tylko się nie zmartw, ale ten psychopata na pewno nas porwał.
-Tego to się domyślałam. Ale dlaczego zmienił swoje imię?
-Nie bądź głupia. Przecież gdyby przyszedł ot tak sobie do naszych rodziców i powiedział "Dzień dobry, jestem Zaki Taymur. Tak, jestem agentem MorcuCorp, ale przyrzekam, że jestem dobry i nie mam w sobie ani trochę fałszywości. Mogę być waszym służącym", to czy mimo tego uwierzyliby mu?
-Przecież nie...
-No właśnie! Co innego, gdyby powiedział "Jestem Fahad Madbouli. ******ą państwo służącego, ja się do tego nadaję".
-Dobra, nie gadajmy o imionach Zakiego. Pomówmy o tym, jak się stąd wydostać! Nie chcę iść do jakieś starej baby która każe MorcuCorp'som kopać doły.
-Ja też nie chcę. Co zrobimy?
-Na razie chyba nic. Możemy jedynie czekać... Idę do siebie-zadecydowała Anne.-Dobranoc.
-Dobranoc.
***
Garth chodził po domu w tę i z powrotem. Dziewczyn nie było ponad pięć godzin, chociaż jeszcze w drodze Anne zakomunikowała mu, że będą po trzech. Czy Al Simhara jest tak wielka, że potrzeba prawie ćwierć doby, by ją zwiedzać? Przecież mieszkają w niej parę ładnych lat, takie oczywiste rzeczy jak targ czy świątynia królowej Hatszepsut już zwiedzili we czwórkę, piramidy obejrzeli chyba z kilkaset razy. A może w e s z l i do piramidy i zaatakowała ich m u m i a ? Nie... Mumie przecież nie istnieją.
Ach, gdy tylko wrócą, powie Fahadowi do słuchu...!
Mężczyzna nie przewidział dwóch rzeczy. Że Fahad to w rzeczywistości Zaki, agent MorcuCorp i że służący p o r w a ł Ashley i Anne, i nie zamierza ich oddać z powrotem.
Płynęły godziny...
Stary zegar w jadalni wybił północ...
Egipcjanina i dziewczyn wciąż nie było na horyzoncie.
IV
Była trzecia nad ranem. Pociąg wjechał na stację w Middletown Bay. Z jednego z wagonów wysiadła wysoka blondynka z walizką. Spiesznym krokiem ruszyła przed siebie. Nie przyzwyczajona do niższej temperatury niż w jej kraju, kobieta wyciągnęła z bagażu skórzaną kurtkę i założyła ją.
Była to Bright Enoughtto, dawna mieszkanka zatoki Middletown. Pięć lat temu przeprowadziła się wraz z przyjacielem do Egiptu. Jednak jej matka trafiła do szpitala i Bright była zmuszona zaopiekować się nią.
"Mam nadzieję, że nie zapomniałam miasta", pomyślała, skręcając w ulicę, na której stał jej dawne mieszkanie, które wraz z momentem wyprowadzki stało się "domem wakacyjnym"
Nie zabłądziła jednak; weszła do bloku i ściągnęła windę, rozmyślając, jak czuje się jej mama i co porabiają Garth i dziewczyny.
Kobieta usłyszała "ding": winda już przybyła. Wsiadła do niej i wcisnęła guzuk. W pół minuty później była już u siebie.
Dom nie był w najlepszym stanie.
Mimo iż miesiąc temu Bright, Garth i dziewczyny byli tu na wakacjach, meble na nowo pokrywała gruba warstwa kurzu, a w kątach czaiły się pajęczyny.
Gdy szła do sypialni z zamiarem rozpakowania rzeczy, zadzwonił jej telefon. To był Garth.
-Cześć! Co u ciebie?
Uśmiechnięta twarz Bright nagle posmutniała i pobladła.
-Weź ty nie żartuj. Nie ma dziewczyn? Jak to?! Wyszły z Fahadem i nie wróciły? Puknij się w głowę, człowieku! Wypuściłeś je z tym podejrzanym Egipcjaninem?! Miały dzwonić, miały dzwonić-przedrzeźniła przyjaciela. Bright stała się całkowicie zdezorientowana. Nie wiedziała, czy ma zostać przy matce, czy ruszyć na poszukiwania Anne i Ashley.
-Słuchaj, Garth, a może Fahad porawał dziewczyny? On zawsze był taki... taki podejrzany. Nie wiem, co mam myśleć!
Przygnębiona kobieta mimowolnie rozłączyła się.
-Co mam zrobić?-szepnęła.-Nie mogę zostawić mamy, nie mogę zostawić dziewczyn.
Z ponurymi myślami położyła się na łóżku;zaraz zasnęła.
***
"Co jest", pomyślała Bright, budząc się. Spojrzała na zegarek stojący na nocej półce. "Co?! Dziewiąta?! A więc ja zasnęłam?!"
Zerwała się z łóżka i popędziła do łazienki umyć się. Po najwyżej pięciu minutach wyszła, pobiegła do kuchni, złapała w locie jabłko i popędziła do szpitala zająć się mamą. "Garth jest w Egipcie, zajmie się Ashley i Anne", usprawiedliwiała się.
***
W innej strefie czasowej Garth postanowił, że powiadomi policję. "To się robi chore", myślał. "Ten dziki Egipcjanin pewnie zabrał im komórki"
Jak postanowił, tak zrobił.
-Halo? Tu Garth Smith. Chciałbym zgłosić porwanie....
Dźwięk telefonu obudził Anne około północy. Nastawiła budzenie o tej porze, by móc obudzić Ashley i niepostrzerzenie wymknąć się od Zakiego.
Dziewczyna wymknęła się z namiotu i cichutko podeszła do obozowiska Ashley. Jej przyjaciółka spała. Anne potrząsnęła nią delikatnie, szepcząc głośno:
-Ashley! Obudź się! Ashley!
-Co jest?-zapytała zaspana Asley.
-Miałyśmy uciekać! Przebudź się i wyłaź z namiotu!
Ashley na sam dźwięk słowa "uciekać" rozbudziła się i zaczęła ostrożnie rozsuwać namiot. Nie musiała się przebierać, ponieważ dziewczyny umówiły się, że będą spały w ubraniu.
Wyszły. W mroku nocy nie widziały siebie nawzajem. Gdy przechodziły koło śpiącego Egipcjanina, słychać było bucie ich serc. Na pewno nie to, a szelest ich butów i przyśpeszony, "sapiący" oddech obudziły mężczyznę.
W jednej chwili usiadł na skraju leżanki, podszedł do przerażonej Anne i zapytał:
-Co tu robicie? Chciałyście pewnie uciec, co?
-Mylisz się, Zaki, my tylko...
-Uciekałyście! Widzę to po was-oświadczył Zaki i uderzył Anne.
-ZAKI!-krzyknęła Ashley.-CO ROBISZ?!
Ale on tymczasem zaczął atakować biedną Anne. Ta broniła się jak tylko mogła, chociaż dość prymitywnie:kopała, drapała, czasem gryzła...
Krótko mówiąc, wdali się w bójkę. A zdezorientowana Ashley stała i patrzyła się jak sroka w gnat.
W końcu Zaki odpuścił. Uświadomił sobie, że napadł na młodszą, nieletnią osobę, która w dodatku była kobietą. Być może również dlatego, że to wszystkie kopniaki i ugryzienia trochę zaczęły go boleć.
Anne wyszła z tego nie bez szwanku. Mężczyzna podrapał ją tak mocno, że w niektórych miejscach sączyła się krew. Podarł jej spodnie, rozciął bluzkę tak mocno, że gdyby nie nosiła pod spodem zwyczajowo różowej koszulki, byłaby wręcz naga na górze.
[img]]http://www.bankfotek.pl/thumb/1032304.jpeg[/img]
-Co ty sobie myślisz?!-huknęła Anne na Egipcjanina, podwijając porwane dźinsy.
-My tylko chcemy przejść się po okolicy!-dodała Ashley.
-Nocą??-sarkastycznie zapytał Zaki.
-Tak, nocą.-tym samym tonem odparła Ashley.-Przy okazji może zgubiłyśmy drogę powrotną do obozu i tym samym umknęłyśmy przed zdziwaczałą staruszką farbującą włosy!!!
-Nikt nie ma prawa nazywać mojej matki zdziwaczałą!-wrzasnął Zaki chyba na pół Egiptu.
-Owszem, ja mam prawo!-wkurzyła się Ashley-Skoro ty możesz atakować moją przyjaciółkę, to ja mogę wygadywać co chcę o tobie i o twojej rodzinie!
***
-Jak tam w Egipcie? Nie za gorąco wam?-pytała Bright Enoughtto jej matka, Jennifer.
-Dobrze, nawet przyzwyczailiśmy się do temperatury. Nawet przyjaciółka Ashey, Anne. Wciąż nosi swoją pamiątkową koszuklę pod bluzką.
-Właśnie:jak dziewczynki?-pytała dlaej Jennifer.
-Ach! Słabo. Garth mówi, że... zniknęły.
-Jak to??
-Wybrały się z Fahadem, służącym, na wycieczkę krajoznawczą. I nie wróciły.
-Zostawić dziewczynki z Garthem to... to... to wielka nieodpowiedzialność, Bright!
-Fakt, Fahad był jakiś podejrzany... Nie wiem już, co o tym myśleć.
***
Nad ranem Anne obudził śpiew. To był Fahad.
Dziewczyna ostrożnie wyjrzała z namiotu. Mężczyzna łowił ryby w oazie.
-Dzień dobry-przywitała go chmurnie.
-Dzień dobry-dla odmiany pogodnie odpowiedział Zaki, jakby w nocy nic nie zaszło.-Złapałem dzisiaj kilka dużych ryb. Będziemy mieli co jeść na śniadanie.
-Wiesz co, przepraszam za to zajście w nocy-ciągnął Zaki.-Nie powinnyście uciekać, ale zareagowałem zbyt żywiołowo.
-Mało powiedziane:podrapałeś i pociachałeś ubrania. Mnie i Ashley.
-Tobie i Ashley będzie chłodniej. Po jakie licho nosisz tą koszulkę pod spodem?!
-Prywatna sprawa-cicho odpowiedziała zaczerwieniona Anne.
-Skoro tak, już więcej się nie pytam. Zobacz, jak ryby biorą!
Rzeczywiście; niemal co chwilę Egipcjanin musiał zdejmować ryby z haczyka.
-Zaki, chyba wystarczy!-powiedziała Anne, spoglądając na kubełek wypełniony rybami.
-Nałapię jeszce na później. To jedyna oaza na naszej drodze. Obudź swą towarzyszkę, zaraz zabieram się do patroszenia.
łe zdjęcia.
Dzisiaj nie będzie zdjęć, ponieważ imageshack mi ześwirował. Próbowałam przez BankFotek ale wtedy zdjęcia są mikroskopijne, jak zauważył to SimomaniaK9
VI.
Ashley po obudzeniu strzeliła focha i przestała odzywać się do Zakiego.
Poważnie.
Mało tego, nie patrzyła się na Zakiego, nie mówiła nic o Zakim, traktowała go jak powietrze-no dobra, jest, ale po co się do takiego tlenu odzywać, skoro jest głuchy, ślepy, bezbarwny i nie ma mózgu ani nie myśli??
Jeżeli chodzi o dwie ostatnie cechy, to Ashley uznała, że one łączą powietrze z ich porywaczem. Niemyślące bezmózgi.
-Może jeszcze ryby?-zapytał Zaki pogodnie.
Ashley dumnie podniosła się z ziemi i sama poszła po kolejną porcję.
-Masz,Anne-rzuciła przyjaciółce śledzia.
Anne spojrzała na Zakiego i gestami pokazała coś w stylu "Ashley-foch". Zaki przytaknął głową.
-O co chodzi? Widzisz kogoś?-spytała Ash koleżankę. Ta odprowadziła ją na bok i powiedziała:
-Wiem, że wkurzyłaś się na tego kidnapera, ale nie bądź bezczelna, bo z takimi typami nigdy nic nie wiadomo!
-Widzisz tu kogoś?-Szesnastolatka była uparta.
-Widzę, że się nie dogadamy-zezłościła się Anne. Poszła.
***
Nie dzwonią.
Nie przyszły.
Nie ma ich.
Nie jedna osoba ma focha...
-WĄTPIĘ, CZY TY NAWET GARTHA ZNASZ DOBRZE!-wrzasnęła Jennifer.
-Proszę pani, krzyk tu niewiele zdziała-uspokoiła babcię zaginionych staruszka z łóżka obok.
-Znam mamo-powiedziała Bright z determinacją.-Znam go lepiej, niż byś się spodziewała.
Jennifer popatrzyła badawczo na córkę.
-Ale Garth nie zna zbyt dobrze tego służącego-dodała spokojnie.
-Na pewno. Ale co z tego-zna czy nie zna?! Anne i Ashley nie ma, i tyle.
***
Foch!
-Zbieramy się dalej-surowo oświadczył Zaki-Nie jestem tu, by z wami siedzieć ani tym bardziej zaprzyjaźniać.
-Wiedziałam-szepnęła Ashley. Nie doczekała odpowiedzi. No i kolejna osoba ma focha...
No dobra. Głęboki wdech, i...
Ashley już chciała powiedzieć "Przepraszam", kiedy... Anne się roześmiała.
-Ale numer! Myślałaś, że się na ciebie obraziłam!-Dziewczyna dosłownie dusiła się ze śmiechu.
I Ashley też się roześmiała.
-No już przestańcie, idziemy-powiedział Zaki.
-Ale jest dopiero wpół do szóstej!-zaprotestowała Anne.
-A myslisz, że kiedy mamy iść? W dzień, gdy szwenda się tu tłum turystów?-w oku Egipcjanina błysnęła złowroga iskierka.
***
-Bingo!-Powiedziała Anne na tyle cicho, żeby Fahad jej nie usłyszał.
-Co takiego?-zapytała jej przyjaciółka.
-Ciii! Masz fona?
-Tak, a co?-Ash zaczęła mówić szeptem.
-Możemy zadzwonić po pomoc! Wysłać esemesa itp...
Ashley przez sekundkę rozpromieniła się, jednak po chwili powiedziała:
-Pan Z. usłyszy rozmowę. A sms zajmuje trochę do pisania, skapnie się!
-No trudno-zasmuciła się Anne. Trzeba znaleźć inne sposoby.