W poszukiwaniu szczytów.

SyriuszSyriusz Posty: 504 Member
Postanowiłem zacząć pisać powieść. Emerytowany staruszek, pracuje jako detektyw. Pozorność nigdy nie jest tym czym się wydaje.
Oto pierwszy rozdział
W poszukiwaniu szczytów.


Rozdział 1 : „Początki są zawsze trudne”

Jestem Roberto. Pracuję jako prywatny detektyw w mieście Bridgeport. Mieszkam w dużym domu wraz z moją sławną rodziną. Mnie nikt nie zna zawsze kryję się przed prasą. Może i byłbym ciągle anonimowy gdyby nie …
Pewnego dnia otrzymałem jedno z moich pierwszych zleceń. Musiałem pojechać do pewnej pani tam miałem otrzymać dalsze wskazówki. Niechętnie przegryzając bajgla i czytając dziennik poranny myślałem cały czas co ma mi przekazać. Nagle moją uwagę przykuł jeden artykuł brzmiał on tak:
„ Zuchwała kradzież starych filmów”
Wczoraj w galerii D’art w Paryżu została dokonana zuchwała kradzież. Odbywała się tam wystawa starych filmów z lat 80. Wszystko było by normalnie gdyby nie to, iż napastnicy nie zostawili żadnych śladów. Nawet w odciskach palców!. Więcej informacji po nadzwyczajnym zgrupowaniu Rządu Francji.
Kolejni „niewykrywalni złodzieje” pomyślałem. Niech oni sobie ganiają za duchami a ja skupię się na mojej robicie.
Odświeżyłem się i byłem gotowy do drogi. Pożyczyłem samochód mojego zięcia. –Przecież się nie pogniewa-. Przejechałem Wielki most im. Wałęsego Simomanka, delej było tylko skrzyżowanie celebryjskie. Nazwa wzięła się od licznych osobistości, które przybywały do okolicznych klubów. Nawet teraz było słychać ich śmiechy. Słońce zachodziło, jego majestatyczny i kulisty kształt chował się w morzu. Z ową panią miałem się spotkać w klubie tanecznym wodnik.
To było tu. Przekroczyłem próg dyskoteki. Od razu uderzył mi do głowy zapach pary wodnej unoszącej się z licznych basenów klubu. W holu stałą dyrektorka „dancingu” rozmawiała ona z jakimś obcym dla mnie facetem. Usłyszałem jedynie „Przecież nie kupię wanny”. Dziwne, już ludzie nie mają o czym rozmawiać.
Wsiadłem do windy i nacisnąłem guzik z numerem 11. Drzwiczki zamknęły się i windy ruszyła z łoskotem. Z głośników dobiegała łagodna muzyka. „Ciekawe co to za zadanie” pomyślałem …

Komentarz

  • Lilianna89Lilianna89 Posty: 607 Member
    edytowano marca 2011
    Mi to przypomina pamiętnik i jakiś film, nie książkę. Znam osoby które lepiej p.i.s.z.ą od ciebie ale może w końcu to się zmieni.
  • SyriuszSyriusz Posty: 504 Member
    edytowano marca 2011
    Oto drugi rozdział powieści. Pojawiają się tu pierwsze wątki trzymające w napięciu. :D

    Rozdział 2 Śmierdząca sprawa .
    Winda jechała i jechała, czasami się trzęsąc. –Normalne zlecenie- myślałem. –pewnie znowu trzeba będzie kogoś szantażować albo odszukać psa- nawet nie wiedziałem jak bardzo się mylę. Winda stanęła, drzwi otworzyły się. Natychmiast do moich uszu dotarła głośna muzyka. Wszędzie tańczyli ludzie a wkoło były wielkie baseny. Gdzie mógł być owy nieznajomy. Zamówiłem stolik zaraz koło barierki. Miałem cudowny widok na całe miasto malowniczo skąpane w promieniach zachodzącego już słońca. Czekając na nieznajomego czytałem menu. „Paluszki rybne, zupa z ostrygami … wtem koło mnie usiadła nieznajoma kobieta. Ubrana była całą na czarno jedynie jasno fioletowy szalik przykrywał jej usta i równie fioletowe okulary zasłaniały jej oczy.
    -Czy jesteś Roberto?
    -Tak, w czym mogę pomóc?
    -To ja wynajęłam cię do misji.(powiedziawszy to odsłoniła twarz). Słuchaj uważnie. Jestem Lorence Donzé. Jak wynika z mojego nazwiska jestem z Francji. Kustosz muzeum D’art to mój dziadek. Zgłosił sprawę kradzieży na policję ale nic nie robią. Proszę pomóż mi, zapłacę dużo.
    -Niech będzie. Co mam zrobić dokładnie?
    -Proszę to bilet do Paryża na miejscu będziesz mógł przesłuchać światków i przyjrzeć się śladom.
    Skończywszy to zdanie Lorence odeszła, zasłaniając się znów szalikiem. Ja zostałem jeszcze i patrzyłem na zachód słońca rozmyślając nad sprawą. – Więc jadę do Francji- przeleciało mi przez głowę- To moje pierwsze z bardzo poważnych zadań- myślałem tak aż słońce całkowicie nie znalazło się w morzu. Nagle usłyszałem dzwonek, tak dzwonek. Kelnerzy odwrócili się na pięcie i zaczęli pospiesznie odkładać zwoje zamówienie na najbliższe stoliki. Z głośników zamiast muzyki wydobywał się kobiecy głos „ Prosimy wszystkich klientów o udanie się do wyjścia i zachowanie spokoju, winda została zablokowania a wyjścia awaryjne zostały otwarte”. Niektóre fragmenty podłogi zaczęły odsuwać się i odkrywać zamknięte od paru lat schody. Zerwałem się i wbiegłem na najbliższe. Spostrzegłem strzałki kierujące mnie do wyjścia. Wszędzie było słychać wrzask i płacz dzieci. Głośniki wyłączyły się – widocznie odłączyli prąd-pomyślałem. Ciężko było zbiegać z 11 piętra, gdy byłem na ok. 7 rozległ się straszliwy huk a ściana przede mną wyleciała w powietrze zostawiając po sobie wielką dziurę. Podmuch powietrza przewrócił mnie na schody. Poobijany wstałem i zacząłem zbiegać coraz szybciej. –To chyba bom…- nie dokończyłem gdy coś huknęło głośniej. Najwyraźniej były 2 bomby. Szyby wyleciały z okien i było słychać roztrzaskującą się na parterze windę. Schody zaczęły pękać, konstrukcja nośna budynku nie wytrzymała. Połowa wieżowca zaczęła się odrywać i padać na ziemię. Gdy to do mnie dotarło usłyszałem trzask betonu i roztrzaskujące się na ziemi przedmioty. Schody zaczęły pękać na dwie części. Ludzie chcieli uciec lecz nie mieli gdzie. Przecież z dwóch stron były ściany. Schody przechyliły się i moim oczom ukazała się ogromna dziura która dzieliła cały wieżowiec. Złapałem się odstającego metalowego drutu. Niestety niektórzy nie mieli tyle szczęścia. Próbowali się złapać schodów, były one za śliskie i bezwładnie zsuwali się z nich i spadali na ziemię. Ktoś złapał mnie za nogę i zaczął ciągnąć w dół wrzeszcząc –Pomóż mi !!!- nic nie mogłem zrobić jeszcze sam bym spadł. Musiałem to zrobić. Kopnąłem go wolną nogą w twarz on puścił i zsunął się ze schodów. Gdy spadł straciłem go z oczu. –Najwyraźniej wieżowiec jeszcze jakoś się trzyma, ale długo do nie potrwa, gdy pręty ******ą połowa zwali się na ulicę.- Wtedy to do mnie dotarło Ja byłem na Tej połowie.
  • ASHATKA123ASHATKA123 Posty: 1,307 Member
    edytowano marca 2011
    Fajne, detektywistyczne, ciekawe i w ogóle. Tajemnicze 8)
    Czekam na next :wink:
  • SyriuszSyriusz Posty: 504 Member
    edytowano marca 2011
    Oto kolejny rozdział. Uprzedzam ktoś może się popłakać!


    Rozdział 3 …Jak palec
    Ta połowa niedługo runie – pomyślałem. Co mogłem zrobić. Chwyciłem się nogą za szczelinę i tak raz po raz wspinałem się. Gdy dotarłem do w miarę równych schodów musiałem się pospieszyć. One były na połowie, która miała zaraz runąć. Nie mogłem nic innego zrobić jak iść prędko na przód. Z jednej strony była ogromna przepaść a z drugiej betonowa ściana. Metalowe druty zaczęły coraz bardziej skrzypieć. Jakby informowały nas wszystkich, że zaraz ******ą. –Co robić, ja tu zginę- rozpaczałem. Niektóre druty pękły a odłamki wystrzeliły w moją stronę. Schyliłem się, ale i tak jeden kawałek rozciął mi skórę na ręce. Syknąłem z bólu. Co mogłem zrobić , sytuacja byłą bez wyjścia. Budynek zadrżał. Ubytek drutów spowodował jeszcze większe zachwianie konstrukcji. Ledwo trzymając się na nogach i unikając spadających ludzi i przedmiotów schowałem się pod stołem. Postanowiłem przeczekać przesunięcie. Ku mojemu zdziwieniu zacząłem zsuwać się pod ścianę. Stół mógł mnie zmiażdżyć. –To było do przewidzenia. Budynek odchylił się jeszcze bardziej a wyrwa jeszcze bardziej się powiększyła. –Odskoczyłem na bok unikając stołu i połowy regału. Zdołałem doczołgać się parę metrów do przodu. Podłoga była tam tak odłamana, iż można było chodzić normalnie. Niestety istniało ryzyko spadnięcia. Podłoga mogła też się zarwać, ale nie było wyboru, trzeba iść do przodu. Idąc tak ostrożnie zauważyłem pewną osobę. –Proszę pani, halo- zawołałem.
    -Roberto
    -Kochanie! Co ty tui robisz?
    -To długa historia. Byłam o ciebie zazdrosna, postanowiłam cię śledzić. Głupie byłam.
    -Musimy się z tond wydostać.
    Krzyknąłem. Chwyciłem ją za rękę i pobiegliśmy. Niestety podłoga nie wytrzymałą ciężaru dwóch osób. Skrzypnęła, trzasnęła i runęła w dół. Podłoga uciekała nam z pod stup. Niezwłocznie rzuciliśmy się do ucieczki. Ciągle trzymając się za ręce.
    Cudem dobiegliśmy do stabilnych kawałków. Druty zaczęły coraz bardziej skrzypieć. Z dołu dało się słyszeć Karetki pogotowia, straż pożarną i policję. –Jeszcze tylko trochę kochanie i będziemy bezpieczni- pocieszałem ją. Mijaliśmy liczne kawałki mebli i zwłoki wielu ludzi nawet dzieci. Pewien chłopczyk urządzał urodziny w tym klubie. Teraz on i jego przyjaciele leżeli sztywni i zakrwawieni. Moja żona zaczęła płakać. –Kochanie szybko już zaraz się z tond wydostaniemy- próbowałem przekrzyczeć płaczące tłumy i wrzask, który był na dole. Wtem zobaczyliśmy przejście z jednej połowy do drugiej. –Kochanie gdy tam dojdziemy będziemy bezpieczni- krzyknąłem. Pobiegliśmy tam. Niestety. Gdy zaczęliśmy przechodzić druty zaczęły nie wytrzymywać. Jeden po drugim *******ły a ich odłamki wylatywały w powietrze. –Jeszcze tylko trochę- wrzeszczałem. Wbiegliśmy na ten „most” pomiędzy połówkami. Ta niebezpieczna zaczęła znowu się przechylać, most zaczął pękać. Przebiegliśmy! Zdążyliśmy tylko wydać z ciebie dziki dźwięk radości gdy zobaczyliśmy jak przeciwna połowa coraz bardziej się przechyla, wszystkie druty nagle puściły. Część budynku z głuchym łoskotem runęła na pobliską plażę. Tratując cała wydmę i wszystko co stanęło jej na drodze. Zgniotła kilkadziesiąt ludzi! Niestety nie dane nam było zaznać odpoczynku. Ziemia zaczęła się osuwać i Brzegi budynku zaczęły odpadać. Znowu zaczęliśmy biec. I znowu dobiegłem na stabilny grunt. Nagle usłyszałem krzyk mojej żony. Złapałem ją za rękę. Niestety nie miałem siły by jej wciągnąć .

    -Kochanie trzymaj się
    -to nic nie da mężu
    -da zobaczysz, wysilę się może cię wciągnę
    -kochanie puść mnie uciekaj to też zaraz runie uratuj się chociaż ty
    -nie nie mogę cię zostawić, nie mogę
    -zrób to, nasze dzieci cię potrzebują
    -Nie poczekaj. Pomocy, ratunku, pomóżcie!
    -nie dotrą tu tak szybko. Uciekaj!
    -kochanie nie zostawiaj mnie. Uda nam się!
    Jej ręka zaczęła mi się wyślizgiwać. –Kochanie trzymaj się mnie- Krzyczałem a z oczu kapały mi łzy. –Żegnaj Roberto, będę na ciebie czekać-wyszeptała i puściła się. Widziałem jak jej ciało uderza o ziemię. Jak leży bez ruchu. W moich oczach były łzy. Musiałem uciekać dalej, podłoga zaczęła się znowu zawalać. I znowu uciekłem w bezpieczne miejsce. Odwróciłem się i zobaczyłem spadający wprost na mnie głośnik. Poczułem silny ból na mojej głowie. Upadłem. –Muszę walczyć… Muszę…
  • ASHATKA123ASHATKA123 Posty: 1,307 Member
    edytowano kwietnia 2011
    Ortograficzne błędy są, ale to nic złego nie robi :wink:
    To są takie cieniutkie kropeczki? - "…"
    Fajne, szkoda, że takiego filmu się nie da w Simsach zrobić :twisted:
    Super jakiś kataklizm :D Bardzo mi się podoba. Biedna żonka.


    Jak już nie chcesz p.isać to powiedz :|
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • SyriuszSyriusz Posty: 504 Member
    edytowano kwietnia 2011
    Chce,chce ale tak się wszystko nałożyło na siebie. Pierw Weekend człowiek chce odpocząć. Potem wyjechałem z klasą do Trzęsacza niedawno wróciłem. I potem weekend i nauczyciele zawalają nas pracami domowymi. Ale teraz mam wolne to napisze z 3 rozdziały ;)
  • ASHATKA123ASHATKA123 Posty: 1,307 Member
    edytowano kwietnia 2011
    To fajnie ^^
  • SyriuszSyriusz Posty: 504 Member
    edytowano kwietnia 2011
    Będzie jedno przekleństwo w tym rozdziale. Proszę nie banujcie mnie :( .


    Rozdział 4. „Goście,goście”
    Przenieście go na blok 4! Na 4!. Potrzeba natychmiastowej operacji – rzekł doktor. -Doktorze czy trzeba morfiny. –Tak, Tak. Stan stabilny. Szybciej do cholery! Kroplówkę, szybko!

    Roberto! Roberto, obudź się. –Tato obudź się- Dziadzia, dziadzia siu. –co to za głosy-ta myśl przeleciała mi przez umysł, otworzyłem oczy i ujrzałem. Córkę Larę i wnuczkę Ewelinę. –Tato obudziłeś się. Czy coś się boli? – Nie, nic. Dziękuję za troskę. –Niedługo przyjdzie Lekarz i oceni twój stan. Czy chciałbyś psychologa?- spytała Lara- Nie, Nie potrzebuję. –Wtem wszedł lekarz- Ubrany w biały kitel i maseczkę. – Dzień dobry panie Roberto. Nazywam się Tommy Dougulas. Operowałem pana. Pańskii stan jest stabilny i myślę, iż za trzy dni pana wypiszemy. Niestety pańska żona zginęła w zamachu. Wypiszemy pana, tak by zdążył pan na jej pogrzeb. Proszę Pana! Zemdlał. Siostro! Siostro!
    Jak twierdzili lekarze obudziłem się 2 godziny potem. –Napędził pan nam stracha. Oj ma pan ostro krwawiącą ranę na łokciu. Całe prześcieradło pan zaplamił. Zaraz przeniosę pana na łóżko obok. –Jak powiedzieli tak też zrobili. Potem wyprali prześcieradło. Akurat. Jakiś gość trafił do szpitala. Pogryzł go pies. Równiacha fajnie się z nim gadało. Miał na imię Artur. Nazwiska mi nie podał. Często spał więc nie było z nim większego kontaktu.
    Zachodziło słońce. Skończyłem czytać książkę. Zacząłem czytać „Angorę” było ok. 1 w nocy. Stwierdziłem, iż czas już spać. Zgasiłem lampkę. I obróciłem się na prawy bok.
    W nocy ktoś wszedł do pokoju. Spojrzałem na zegarek. Była 4 nad ranem. –Ale niepokoją pacjentów- Pomyślałem. Osobnik nachylił się nad Arturem. I zostawił list. –Nie ma to jak ciche wielbicielki-taka myśl zaświtała mi w czerepie.
    Rankiem obudził mnie wrzask pielęgniarki. Wstałem i zobaczyłem coś potwornego. Artur miał poderżnięte gardło. A obok leżał list. „Może i nie trafiliśmy w ciebie Roberto. Ale w końcu trafimy”. Gdyby nie to, iż pielęgniarki przeniosły mnie na łóżko obok ja bym tam leżał.
    Dalej pamiętam wydarzenia jak przez mgłę. Zeznania w komisariacie. Wyjście. „Módlmy się, aby Bóg wszechmogący w swej łaskawości przyjął Evangelinę Smith do swego królestwa” „Amen”.
    Moja żona leżała w dębowej trumnie. Wyglądała jakby spała. Wszyscy płakali. Wszyscy oprócz mnie. Ja nie miałem już na to siły. „Z prochu powstałaś i w proch się obrócisz” Rzekł ksiądz i łoże wiecznego spoczynku zniknęło pod ziemią.

  • ASHATKA123ASHATKA123 Posty: 1,307 Member
    edytowano kwietnia 2011
    (...) :shock:
    Heh, fajnie, czekam na następne części
  • SyriuszSyriusz Posty: 504 Member
    edytowano kwietnia 2011
    Ze względu na święta nowe rozdziały trochę się opóźnią.
    Wesołych Świąt życzę wszystkim :mrgreen:
  • ASHATKA123ASHATKA123 Posty: 1,307 Member
    edytowano kwietnia 2011
    Dziękuję, nawzajem :wink:
  • PiramidkaPiramidka Posty: 628 Member
    edytowano maja 2011
    Czekam na więcej. Podoba mi się :)
  • PanBiszkoptPanBiszkopt Posty: 3,463 Member
    edytowano maja 2011
    Mi też, jest extra :thumbup:
  • SyriuszSyriusz Posty: 504 Member
    edytowano maja 2011
    Bardzo przepraszam wszystkich. Niestety przez moją nieobecność trochę zaniedbałem powieść.Niedługo dodam nowy rozdział. :mrgreen:
  • HHHelenkaaHHHelenkaa Posty: 8,884 Member
    edytowano czerwca 2011
    Ciekawe. Dawno nie było żadnego rozdziału
  • SyriuszSyriusz Posty: 504 Member
    edytowano lipca 2011
    Cześć :mrgreen:
    Hi hi i nie dodałem rozdziału jakoś mnie wena nie naszła :cry:
    Być może niedługo dodam :D
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Return to top