Nadal zastanawiam się nad tym prezydentem i agentem...
Nagle jaskrawe światło zaczęło świecić mi prosto w oczy. Widziałam zamazane kształty, które stawały się coraz wyraźniejsze. Wreszcie usłyszałam czyjś głos.
- Emily?! Emily!! Wstawaj do jasnej-ciasnej!!! - powiedział jakiś rudy kształt.
- M-marchewka??!! - wyjąkałam, tracąc orientację i nie wiedząc, gdzie jestem
- Bo ci dam w łeb! Jaka marchewka?! Amelie! - wydarł się na mnie głos
Kształty wyostrzyły się i przede mną pojawiła się twarz, "zalana" rudymi kosmykami włosów.
- Ale... Skąd ty tu... Co mi się stało? - zaczełam, nie wiedząc, co powiedzieć
- No, wiesz... Nie ważne, skąd ja tu jestem. Mogę tylko powiedzieć, że po drodze do łazienki, kilka osób straciło pamięć... No, żeby nie wzywało karetki... Nie ważne! A ty zemdlałaś. I jednocześnie umarłaś...
- ŻE CO???!!! - ...
- No, przecież wampiry dlatego są nieśmiertelne, ponieważ nie żyją. To była jakby twoja śmierć. Rozumiesz, czy mam wytłumaczyć to jak dziecku??
- Rozumiem, rozumiem... Chyba masz dzisiaj zły humor... Ile ja tutaj przeleżałam?
- Po pierwsze: mam zły humor przez brata, ale to nie jest ważne... Po drugie: parę minut. A teraz leć już sobie do tego twojego chłopaka i pamiętaj: masz jedną godzinę na wypicie krwi - potem umierasz - powiedziała i wyszła z łazienki
Ale niefortunnie się zdarzyło... Nie będę chyba miała czasu na pójście do szpitala po ofiarę. Po za tym za późno na "odwiedziny". Będę musiała zaatakować kogoś na ulicy...
Podniosłam się. Byłam jeszcze trochę słaba, ale przynajmniej nie czułam się tak, jak przed przemianą. Wyszłam z łazienki i popędziłam w kierunku mojego fotela w sali kinowej. Na szczęście film już powoli się kończył.
- Cześć, sorki, że tak długo. Co się działo w tym czasie, gdy mnie nie było? - zapytałam z uśmiechem
- Nic super ciekawego. Alice została zamordowana przez George'a. To było do przewidzenia - powiedział Lucas
- Aha... No to oglądajmy dalej - odparłam
Pojawiły się napisy i pracowniczka kina powiedziała, żeby kierować się tylko w stronę wyjścia i że personel nie ponosi odpowiedzialności za zgubione przedmioty.
Gdy już byliśmy na dworzu, rozejrzałam się za jakąś osobą, której można by było wypić krew. Nagle zauważyłam jakiegoś dość grubego faceta, który właśnie wychodził z baru, na maksa pijany, i rozpychał się wszędzie łokciami. Takiego człowieka chyba nikomu nie żal. Po za tym nie wyglądał na najmłodszego.
- Poczekasz tu na mnie chwilkę? - zapytałam Lucasa
- Oczywiście - powiedział, jak zawsze wesoło
Powoli poszłam w kierunku mężczyzny. Nagle, jakby specjalnie dla mnie, skręcił w stronę ciemnego zaułku. Poszłam za nim. Gdy już przystanął i oparł się o ścianę mrucząc coś pod nosem, poczułam dziwny przypływ adrenaliny. Wampirzej adrenaliny. Podeszłam do niego.
- O co ci chodzi, mała? - zapytał
- O coś i nie nazywaj mnie mała - odpowiedziałam, czując, że moja krew coraz bardziej się gotuje
- A bo co?
- Bo zaraz nie będziesz żył - uśmiechnęłam się tajemniczo i poczułam, że wydłużają mi się dwa zęby. Wampirze kły.
- Tak, tak? Jak chcesz walczyć, to śmiało! - krzyknął
I w tym momencie, korzystając z jednej z sekund, w której odsłonił szyję, wgryzłam się w niego. Poczułam, jak ciepła krew o lekkim smaku soku żurawinowego przepływała mi przez gardło, aż do brzucha. Było to bardzo miłe uczucie.
Całe usta miałam zapaćkane krwią. Dla pewności, że nikt tego nie widział, obejrzałam się za siebie... I nagle całe ciało mi zastygło. Przed "wejściem" do zaułka stał Lucas i patrzył się na mnie swoimi przerażonymi, niebieskimi oczami.
Dlaczego faceci nigdy nie mogą spokojnie ustać w miejscu!!! Miał zaczekać!!! Czy czekanie mu tak bardzo przeszkadza??!!
Ale teraz nie był czas na myślenie o tym. Trzeba było biec za nim. Starałam się biec wolno, ponieważ wiedziałam, że gdy wampiry chcą biec szybko, to biegną z prędkością światła, a może i szybciej.
- Lucas, Lucas, poczekaj! - wołałam, ale on nadal biegł
Ludzie patrzyli się na nas dziwnie. Niektórzy myśleli, że to po prostu kolejna romantyczna scena, jak to zakochany dowiaduje się, że jego ukochana ma romans z innym.
Biegliśmy tak i biegliśmy i w końcu dobiegliśmy do jakiegoś apartamentu, prawdopodobnie jego mieszkania. Lucas wbiegł po schodach, bo na windzie był napis "Nieczynne z powodu awarii". Ja pobiegłam za nim. Już chciał otworzyć drzwi, gdy nagle podbiegłam do niego z tą swoją "wampirzą prędkością" i wyrwałam mu z ręki klucz, dodatkowo zasłaniając sobą drzwi. Nagle znowu poczułam przypływ adrenaliny.
- I co teraz zrobisz? - zapytałam
- N-nie w-wiem - odparł przestraszony Lucas
- Naprawdę, nie chcę cię skrzywdzić, chyba że będę musiała. Jestem początkującym wampirem, jeśli chcesz wiedzieć. Nie mam sumienia zabijać - próbowałam się wytłumaczyć - A teraz już pewnie nigdy nie będziesz chciał mnie widzieć, co?
- N-nie w-wiem... Pomyślę... Chyba nie... A-a teraz... Mógłbym swoje k-.k-.kluc.ze? Jutro zadzwonię. O-obiecuję.
- Ehh... No, dobrze, ale pamiętaj: obietnic się dotrzymuje. I spróbuj komukolwiek powiedzieć o moim sekrecie! - powiedziałam, schodząc powoli po schodach.
Nagle zatrzymałam się na piątym stopniu.
- Mogę chusteczkę? - zapytałam, pokazując palcem na zakrwawione cudzą krwią usta
- Eee... Tak - odparł Lucas, wchodzący już do mieszkania
Szłam sobie spacerkiem do domu. Księżyc był w pełni. W oddali słychać było jakąś muzykę, chyba była impreza... Czemu niektórzy mężczyźni są tacy dociekliwi??? Ehh... Co ja teraz zrobię...
Weszłam do domu i już od progu spotkałam Pimpka.
- Hej, jak się masz? Nic się nie stało? - zapytałam
- Nie, ale tobie tak - wyglądasz mizernie. Zerwał z tobą, co? - odpowiedział piesek ze złośliwym uśmieszkiem
- Przecież my nawet nie chodziliśmy ze sobą! - zaprzeczałam - Ale rzeczywiście... Coś się stało... Faceci są tacy ciekawscy...
- Ej, nie obwiniaj od razu całej płeci! Aaa... Mogę wiedzieć, co się stało?
- Widzisz? Sam jesteś ciekawski! Ale dobrze, powiem ci. Lucas dowiedział się, że jestem wampirem... To znaczy, dzisiaj się przemieniłam.
- CO??!! Wiesz, ja o tym nie wiedziałem! - powiedział Pimpuś, patrząc na mnie z rosnącym podekscytowaniem - Mogłaś powiedzieć!
- Sorry, zapomniałam.
- Czy, jeśli byłabyś na "zwierzęcej diecie", chciałabyś wypić mi krew?
- Nie, bo jesteś członkiem mojej rodziny - odparłam z uśmiechem
- To dobrze. Nagrałem ci taką fajną komedię o gadającym piesku, chcesz obejrzeć? - zapytał
- Tak, mogę.
Zdjęłam pła.sz.cz, beret i sandałki, ułożyłam się wygodnie na kanapie i zaczęłam oglądać film razem z Pimpkiem, trzymającym mi na kolanach swoją mordkę.
- Ty jeden jesteś dla mnie taki miły - powiedziałam
Gdy skończył się film, zasnęłam.
W głowie słyszałam tylko głosy Amelie: "Wiesz, co teraz może się z tobą stać??? Zapewne surowo za to zapłacisz! Powodzenia!", itp.
Obudziłam się o 12:48. Wyspana i wesoła. Nie na długo wesoła, ponieważ przypomniałam sobie o wczorajszym wydarzeniu. Przebrałam się, umyłam i zjadłam śniadanie. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam i je otworzyłam.
- Melissa?? - zapytałam zdziwiona
Tyle razy edytowałam słowo k-.k-.kluc.ze, że chyba teraz ywszło
Chyba poprawiałaś niektóre literówki bo znalazłam tylko 2 (podkreślone przez mnie)
Nic nie poprawiałam O.O
Poprawiłam tylko klucze. Na serio
Ja widzę tylko podkreślone płeci. Potraktujmy to jako kłopoty z wymową u Pimpka xD Nie no, poprawię. Na co dzień tak nie p.iszę, chyba byłam już zmęczona. "Płci".
Jakby co: Melissa - naj. przyj. Emily
- Tak, hej, co tam u ciebie? Chciałam tak sobie wpaść. Przyniosłam komplet "Pamiętników wampirów", tego serialu, bo książek nie lubię czytać. Przepraszam, że tak bez uprzedzenia... A czemu ostatnio wcale się nie odzywałaś? - spytała Melissa
- Yyy... Bo... Eee... Nie miałam czasu - odpowiedziałam, zszokowana wizytą przyjaciółki
Pamiętam, jak pani Annabel mówiła mi, żebym po przemianie trzymała się z dala od wszystkich ludzi, bo mogłabym ich... zabić. I to nawet niechcący.
- Wieeesz... Nie mam czasu posiedzieć tutaj z tobą, więc... - zaczęłam niepewnie, mając na celu wyproszenie gościa z domu
- Nie ma mowy na odmowy! Wchodzę tu i już! Wiem, że nie masz nic do roboty - powiedziała wesoło i mrugnęła do mnie
Ciekawe, skąd ona to wie. Uważa się za nie wiem jaką... Ale - niestety - muszę ją wpuścić.
Gdy już zaprosiłam ją do środka, od razu jej uwagę przykuł Pimpek.
- Jaki słodziuuuteńki!!! Jak się nazywa? Pewnie słodziuutko, co? - p.isz.cz.ała
- Nazywa się Pimpuś. Pozwolisz, że tylko go nakarmię?
- Oczywiście - odpowiedziała i rozwaliła się na sofie
Zaprowadziłam Pimpka do kuchni i udawałam, że coś wsypuję, tak naprawdę tłumacząc pieskowi, kim jest nasz gość.
- Ta dziewczyna nazywa się Melissa. Jest moją najlepszą przyjaciółką. Ona nic nie wie o istnieniu wampirów, wilkołaków, czarownic itepe, więc ty nic nie gadasz, najwyżej szczekasz, ********* lub warczysz. Zrozumiano?
- Taaa... - odparł pies, patrząc cierpiącymi oczkami na Melissę
Wiedział, co go czeka. Duśdanie, duszenie, przytulanie, całowanie i wiele innych, nieprzyjemnych rzeczy. Trochę było mi go żal.
Usiadłam na kanapie, obok przyjaciółki i powiedziałam, że może już p.uścić "Pamiętniki", jeśli tylko włożyła kasetę. Ona, na wpół mnie słuchając, na wpół nie, powiedziała:
- Ile Pimpusiunio ma lateczek?
Właśnie! Nigdy mi tego nie zdradził! Spojrzałam na niego pytająco. Stuknął w kolano Melissy (bo zdążyła już go dorwać) dwa razy.
- Dwa - odpowiedziałam
Potem dziewczyna nie zadawała już żadnych pytań, pogrążona w oglądaniu swojego ulubionego serialu.
Gdy skończył się ostatni odcinek, Melissa przytuliła mnie do siebie mocno, nie dając mi się uwolnić. Nagle poczułam, jak rosną mi zęby i krew się gotuje. Od razu popatrzyłam na szyję przyjaciółki. Poczułam rosnące pragnienie. "O, nie!" - pomyślałam - "Nie teraz!". Nie wiedząc, co mam zrobić, szybko odepchnęłam od siebie dziewczynę. Mało co, a spadłaby z sofy.
- O... O c-co ci ch-chodziło? - zapytała, patrząc na mnie zdumionymi oczami
- Wiesz, są takie sprawy, których człowiek nie umie wyjaśnić. To jest jedna z nich. Czy jeśli nie powiem ci, o co mi chodziło, nie będziesz się bać ani denerwować? - odparłam
- Nie... Nie będę... Postaram się...
Zaprosiłam Melissę na obiad - p.iz.zę. W czasie jedzenia, przyjaciółka siedziała z daleka ode mnie i gdy pytałam się jej, czy nie chce jeszcze sosu, odpowiadała - "Nie, dziękuję". Nie chciałam już rozmawiać z nią o tym dziwnym zdarzeniu. Zapewne jutro jej przejdzie.
W końcu nadeszła pora wyjścia gościa. Szybko ubrała się i złapała w rękę klamkę.
- To cześć! - powiedziała mi na pożegnanie
- Cześć i miłego dnia! - odparłam, szykując się do zamknięcia drzwi
Nagle Melissa gwałtownie przystanęła.
- E-emily! Choć no tutaj! Czy to t-ty? - zapytała
Nie wiedząc, o co jej chodzi, weszłam na klatkę schodową. Pod drzwiami leżała gazeta "EveryDay". Artykuł na pierwszej stronie mnie zszokował.
O to w takim razie można powiedzieć, że nie było praktycznie błędów. Oby tak dalej!
Widzę nową część! Idę czytać!
Nie widzę błędów tym razem.
Podejrzewam, że :
-Lucas jest dziennikarzem i opisał to zdarzenie,
-facet, którego ugryzła jest dziennikarzem i przeżył po ugryzieniu, więc wszystko opisał,
-ktoś pstryknął jej fotkę, kiedy biegła z zakrwawioną paszczą,
-jakiś artykuł, który nie jest związany z wampiryzmem.
1. Dobre...
2. Zdechł, mocno go ugryzła
3. Hmm...
4. Be! Niestety! Historia jest o wampirach!
Dangodangodango... Dziwna nazwa! Wolę nazwę Papi! To taka piłeczka w grach na dotykowego phona. Trochę offtopu dla Was xD Papi!!! Mr. Papi (red ball guy).
"Czy to jakiś żart, czy prawda...?" - głosił nagłówek. Zaś artykuł brzmiał:
"Wczoraj, ok. godz. 21:00, znaleziono trupa w ciemnym zaułku, koło miejscowego kina. Jeden z mężczyzn, pan Lucas, zrobił zdjęcie pokazujące, jak pewna kobieta ugryzła w szyję faceta, który właśnie był tym trupem. Pan Lucas powiedział nam, że kobieta-zabójczyni nazywa się Emily Stewart i mieszka na ulicy GeorgeStreet 12, w mieszkaniu z numerem 34.
Legenda naszego miasta głosiła, że kiedyś w BridgetPort żyły wampiry. Pewnego dnia, jeden ze służących króla wampirów zdradził go i pojmał, a razem z nim porwał całą jego bandę. Jeden z jeńców, wampirzyca, powiedziała, że służący nigdy nie zdoła pokonać wampirów, że one nadal będą trwać.
Czy to prawda? I... czy to możliwe??"
Nigdy nie czułam się gorzej niż teraz (no, może oprócz wieczoru w kinie, w damskiej toalecie). Stałam znieruchomiała, ******ąc jakichś słów wytłumaczenia. Niczego nie znalazłam. Podniosłam głowę i zobaczyłam, że Melissa szykuje się do ucieczki. "Nie ma mowy! Najpierw musisz się dowiedzieć reszty!" - pomyślałam. Szybko złapałam ją za rękaw i wepchnęłam do przedpokoju.
- Boisz się? - zapytałam - Wierzysz im?
- No... N-nie wiem. W końcu to są jakieś bzdury... Niby jak ty mogłabyś być tym... No wiesz...
- A gdybym nim była? Ty zawsze mi powtarzałaś, że chciałabyś znać wampira... No to go znasz - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem
Obie pamiętałyśmy czasy, gdy ciągle kupowałyśmy książki o tych krwiożerczych stworzeniach i same je udawałyśmy... Ale to było dawno i właściwie żadna z nas nie chciała już znać wampira.
- T-ty? Żartujesz... Ale może... J-j-ja... Nie wiem, co powiedzieć... Jednocześnie jestem podekscytowana i przestraszona... Z-zabijesz mnie? - wydusiła Melissa
- Nie... Oj, weźcie przestańcie... "Zabijesz mnie? Zjesz mnie?" - odparłam
- Hmm... Nie wiem, co powiedzieć...
I nagle drzwi wypadły z zawiasów (o, matko, nie dość, że musiałam je naprawiać po wejściu pani Annabel to teraz muszę kupić nowe...). Przestraszona, podskoczyłam. Do mieszkania weszło z pięciu policjantów.
- Która z was to Emily Stewart? - zapytał jeden z nich
Zrobiło się cicho. Wiedziałam, że nie powinnam się drzeć "To ja! To ja!", bo taka sytuacja nie wróżyła nic dobrego. Popatrzyłam na przyjaciółkę. Dygotała i zrobiła się cała blada. Mi dla odmiany... wyrosły kły.
- Pytam się jeszcze raz: która z was to Emily Stewart?! Mamy rozkaz zabrania ją stąd - powtórzył pytanie policjant
- T-to ona - odparła Melissa
Tyle razem przeszłyśmy, a ona nagle mnie zdradza??? Rozumiem, jest pod presją, ale żeby być aż takim (...)... Znałyśmy się 6 pięknych lat, a ona co?! Kurde, najlepiej nie mieć przyjaciół. Nie dość, że Lucas mnie zdradził to jeszcze najlepsza przyjaciółka. Do bani to życie.
- Idzie pani ze mną - powiedział drugi z policjantów - I nie ma wykrętów
- Ona ma kolejną ofiarę! - wydarł się najgrubszy z nich, jedzący właśnie pączka
"Drugi policjant" złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów. Za mną pobiegł Pimpek. Na chwilę odwróciłam się, by chyba po raz ostatni spojrzeć na przyjaciółkę. Melissa stała w salonie już mniej blada i wystraszona. Nawet zauważyłam na jej twarzy lekki uśmiech. Tylko bliskie ci osoby potrafią zranić najbardziej...
Siedziałam w sali przesłuchaniowej. Koło mnie leżał Pimpuś, który wyglądał tak beznadziejnie, że gorzej już chyba nie mógł. Ja jakoś wyglądałam tak, jak zawsze. Lekko opalona skóra, czarne włosy, brązowe oczy, normalny wyraz twarzy, brak drgawek... Tylko pustka w sercu. Nagle do pomieszczenia wszedł mężczyzna w beżowym pł****** i takim samym kapeluszu, brązowych spodniach i szarej koszuli.
- Witam, jestem detektyw Dave - powiedział
Przez chwilę chciało mi się śmiać - "detektyw Dave" - czy to nie śmiesznie brzmi?
- Chciałbym się pani zapytać, czy rzeczywiście jest pani istotą o umiejętnościach ponad ludzkich - zaczął
- Czyli że wampirem? - zapytałam, czując coraz większy przypływ dobrego humoru
- Tak, tak. Muszę tak fachowo mówić - odparł szeptem
- Może jestem, może nie...
- Mam tutaj pewien rodzaj broni, mianowicie drewniany kołek... Uśmierca i człowieka, i wampira. Ponawiam pytanie.
- Może... A właściwie - tak - powiedziałam, zdając sobie sprawę, że ludzie spotykając się z wampirem, zawsze myślą: "Zabijesz mnie? Zjesz mnie?"
- Dziękuję, do widzenia - odparł - Resztę pytań zadadzą pani naukowcy
Prawie spadłam z krzesła. Facet przychodzi, siada, pyta się, czy jestem wampirem, ja mówię, że tak, on wstaje, dziękuje i idzie. Pewnie wzięli go, bo nikt nie żałował, że gdy po przesłuchaniu wejdzie do sali, zobaczy trupa. Po za tym rzeczywiście nie musieli się mnie pytać "Czy tak było?" lub coś w tym rodzaju. Mieli dowody.
Jeden z policjantów, ten najgrubszy, wszedł do pokoju i powiedział, że muszę z nim jechać. Zgodziłam się. Co mam do stracenia? Najwyżej umrę.
Wiem, że głupio, źle ułożone zdania itp, ale to wprowadzenie, po za tym byłam męczona przez koleżankę, która ciągle pisała do mnie na GG.
No więc. Zacznę od najsłabszego, kończąc na najgorszym:
1. Ten artykuł w gazecie wcale nie przypomina artykułu w gazecie. Bardziej przypomina jakąś historyjkę
2. Czy jako wampirzyca nie powinna ukrywać się ze swymi mocami? Nie ma tego w jakimś prawie albo kodeksie wampirów?
3. Wiedziałam, że Lucas jest zdrajcą! :P Wszyscy faceci (a także pewne wilkołaki koty) to zdrajcy! A Melissa to już w ogóle przegięła! Tak wrobić kumpelę! Ja bym już nic nie mówiła, albo zaczęła uciekać, ale tak bezczelnie wydać?? Tak w ogóle to teraz Emily powinna uciec stamtąd zabić tego durnia i "przyjaciółkę", zwiać z kraju i zacząć nowe życie.
Komentarz
Chyba poprawiałaś niektóre literówki bo znalazłam tylko 2 (podkreślone przez mnie)
Poprawiłam tylko klucze. Na serio
Ja widzę tylko podkreślone płeci. Potraktujmy to jako kłopoty z wymową u Pimpka xD Nie no, poprawię. Na co dzień tak nie p.iszę, chyba byłam już zmęczona. "Płci".
Jakby co: Melissa - naj. przyj. Emily
- Tak, hej, co tam u ciebie? Chciałam tak sobie wpaść. Przyniosłam komplet "Pamiętników wampirów", tego serialu, bo książek nie lubię czytać. Przepraszam, że tak bez uprzedzenia... A czemu ostatnio wcale się nie odzywałaś? - spytała Melissa
- Yyy... Bo... Eee... Nie miałam czasu - odpowiedziałam, zszokowana wizytą przyjaciółki
Pamiętam, jak pani Annabel mówiła mi, żebym po przemianie trzymała się z dala od wszystkich ludzi, bo mogłabym ich... zabić. I to nawet niechcący.
- Wieeesz... Nie mam czasu posiedzieć tutaj z tobą, więc... - zaczęłam niepewnie, mając na celu wyproszenie gościa z domu
- Nie ma mowy na odmowy! Wchodzę tu i już! Wiem, że nie masz nic do roboty - powiedziała wesoło i mrugnęła do mnie
Ciekawe, skąd ona to wie. Uważa się za nie wiem jaką... Ale - niestety - muszę ją wpuścić.
Gdy już zaprosiłam ją do środka, od razu jej uwagę przykuł Pimpek.
- Jaki słodziuuuteńki!!! Jak się nazywa? Pewnie słodziuutko, co? - p.isz.cz.ała
- Nazywa się Pimpuś. Pozwolisz, że tylko go nakarmię?
- Oczywiście - odpowiedziała i rozwaliła się na sofie
Zaprowadziłam Pimpka do kuchni i udawałam, że coś wsypuję, tak naprawdę tłumacząc pieskowi, kim jest nasz gość.
- Ta dziewczyna nazywa się Melissa. Jest moją najlepszą przyjaciółką. Ona nic nie wie o istnieniu wampirów, wilkołaków, czarownic itepe, więc ty nic nie gadasz, najwyżej szczekasz, ********* lub warczysz. Zrozumiano?
- Taaa... - odparł pies, patrząc cierpiącymi oczkami na Melissę
Wiedział, co go czeka. Duśdanie, duszenie, przytulanie, całowanie i wiele innych, nieprzyjemnych rzeczy. Trochę było mi go żal.
Usiadłam na kanapie, obok przyjaciółki i powiedziałam, że może już p.uścić "Pamiętniki", jeśli tylko włożyła kasetę. Ona, na wpół mnie słuchając, na wpół nie, powiedziała:
- Ile Pimpusiunio ma lateczek?
Właśnie! Nigdy mi tego nie zdradził! Spojrzałam na niego pytająco. Stuknął w kolano Melissy (bo zdążyła już go dorwać) dwa razy.
- Dwa - odpowiedziałam
Potem dziewczyna nie zadawała już żadnych pytań, pogrążona w oglądaniu swojego ulubionego serialu.
Gdy skończył się ostatni odcinek, Melissa przytuliła mnie do siebie mocno, nie dając mi się uwolnić. Nagle poczułam, jak rosną mi zęby i krew się gotuje. Od razu popatrzyłam na szyję przyjaciółki. Poczułam rosnące pragnienie. "O, nie!" - pomyślałam - "Nie teraz!". Nie wiedząc, co mam zrobić, szybko odepchnęłam od siebie dziewczynę. Mało co, a spadłaby z sofy.
- O... O c-co ci ch-chodziło? - zapytała, patrząc na mnie zdumionymi oczami
- Wiesz, są takie sprawy, których człowiek nie umie wyjaśnić. To jest jedna z nich. Czy jeśli nie powiem ci, o co mi chodziło, nie będziesz się bać ani denerwować? - odparłam
- Nie... Nie będę... Postaram się...
Zaprosiłam Melissę na obiad - p.iz.zę. W czasie jedzenia, przyjaciółka siedziała z daleka ode mnie i gdy pytałam się jej, czy nie chce jeszcze sosu, odpowiadała - "Nie, dziękuję". Nie chciałam już rozmawiać z nią o tym dziwnym zdarzeniu. Zapewne jutro jej przejdzie.
W końcu nadeszła pora wyjścia gościa. Szybko ubrała się i złapała w rękę klamkę.
- To cześć! - powiedziała mi na pożegnanie
- Cześć i miłego dnia! - odparłam, szykując się do zamknięcia drzwi
Nagle Melissa gwałtownie przystanęła.
- E-emily! Choć no tutaj! Czy to t-ty? - zapytała
Nie wiedząc, o co jej chodzi, weszłam na klatkę schodową. Pod drzwiami leżała gazeta "EveryDay". Artykuł na pierwszej stronie mnie zszokował.
Pewnie znowu znajdziecie błędy
Widzę nową część! Idę czytać!
Nie widzę błędów tym razem.
Podejrzewam, że :
-Lucas jest dziennikarzem i opisał to zdarzenie,
-facet, którego ugryzła jest dziennikarzem i przeżył po ugryzieniu, więc wszystko opisał,
-ktoś pstryknął jej fotkę, kiedy biegła z zakrwawioną paszczą,
-jakiś artykuł, który nie jest związany z wampiryzmem.
2. Zdechł, mocno go ugryzła
3. Hmm...
4. Be! Niestety! Historia jest o wampirach!
Dangodangodango... Dziwna nazwa! Wolę nazwę Papi! To taka piłeczka w grach na dotykowego phona. Trochę offtopu dla Was xD Papi!!! Mr. Papi (red ball guy).
"Czy to jakiś żart, czy prawda...?" - głosił nagłówek. Zaś artykuł brzmiał:
"Wczoraj, ok. godz. 21:00, znaleziono trupa w ciemnym zaułku, koło miejscowego kina. Jeden z mężczyzn, pan Lucas, zrobił zdjęcie pokazujące, jak pewna kobieta ugryzła w szyję faceta, który właśnie był tym trupem. Pan Lucas powiedział nam, że kobieta-zabójczyni nazywa się Emily Stewart i mieszka na ulicy GeorgeStreet 12, w mieszkaniu z numerem 34.
Legenda naszego miasta głosiła, że kiedyś w BridgetPort żyły wampiry. Pewnego dnia, jeden ze służących króla wampirów zdradził go i pojmał, a razem z nim porwał całą jego bandę. Jeden z jeńców, wampirzyca, powiedziała, że służący nigdy nie zdoła pokonać wampirów, że one nadal będą trwać.
Czy to prawda? I... czy to możliwe??"
Nigdy nie czułam się gorzej niż teraz (no, może oprócz wieczoru w kinie, w damskiej toalecie). Stałam znieruchomiała, ******ąc jakichś słów wytłumaczenia. Niczego nie znalazłam. Podniosłam głowę i zobaczyłam, że Melissa szykuje się do ucieczki. "Nie ma mowy! Najpierw musisz się dowiedzieć reszty!" - pomyślałam. Szybko złapałam ją za rękaw i wepchnęłam do przedpokoju.
- Boisz się? - zapytałam - Wierzysz im?
- No... N-nie wiem. W końcu to są jakieś bzdury... Niby jak ty mogłabyś być tym... No wiesz...
- A gdybym nim była? Ty zawsze mi powtarzałaś, że chciałabyś znać wampira... No to go znasz - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem
Obie pamiętałyśmy czasy, gdy ciągle kupowałyśmy książki o tych krwiożerczych stworzeniach i same je udawałyśmy... Ale to było dawno i właściwie żadna z nas nie chciała już znać wampira.
- T-ty? Żartujesz... Ale może... J-j-ja... Nie wiem, co powiedzieć... Jednocześnie jestem podekscytowana i przestraszona... Z-zabijesz mnie? - wydusiła Melissa
- Nie... Oj, weźcie przestańcie... "Zabijesz mnie? Zjesz mnie?" - odparłam
- Hmm... Nie wiem, co powiedzieć...
I nagle drzwi wypadły z zawiasów (o, matko, nie dość, że musiałam je naprawiać po wejściu pani Annabel to teraz muszę kupić nowe...). Przestraszona, podskoczyłam. Do mieszkania weszło z pięciu policjantów.
- Która z was to Emily Stewart? - zapytał jeden z nich
Zrobiło się cicho. Wiedziałam, że nie powinnam się drzeć "To ja! To ja!", bo taka sytuacja nie wróżyła nic dobrego. Popatrzyłam na przyjaciółkę. Dygotała i zrobiła się cała blada. Mi dla odmiany... wyrosły kły.
- Pytam się jeszcze raz: która z was to Emily Stewart?! Mamy rozkaz zabrania ją stąd - powtórzył pytanie policjant
- T-to ona - odparła Melissa
Tyle razem przeszłyśmy, a ona nagle mnie zdradza??? Rozumiem, jest pod presją, ale żeby być aż takim (...)... Znałyśmy się 6 pięknych lat, a ona co?! Kurde, najlepiej nie mieć przyjaciół. Nie dość, że Lucas mnie zdradził to jeszcze najlepsza przyjaciółka. Do bani to życie.
- Idzie pani ze mną - powiedział drugi z policjantów - I nie ma wykrętów
- Ona ma kolejną ofiarę! - wydarł się najgrubszy z nich, jedzący właśnie pączka
"Drugi policjant" złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów. Za mną pobiegł Pimpek. Na chwilę odwróciłam się, by chyba po raz ostatni spojrzeć na przyjaciółkę. Melissa stała w salonie już mniej blada i wystraszona. Nawet zauważyłam na jej twarzy lekki uśmiech.
Tylko bliskie ci osoby potrafią zranić najbardziej...
Siedziałam w sali przesłuchaniowej. Koło mnie leżał Pimpuś, który wyglądał tak beznadziejnie, że gorzej już chyba nie mógł. Ja jakoś wyglądałam tak, jak zawsze. Lekko opalona skóra, czarne włosy, brązowe oczy, normalny wyraz twarzy, brak drgawek... Tylko pustka w sercu. Nagle do pomieszczenia wszedł mężczyzna w beżowym pł****** i takim samym kapeluszu, brązowych spodniach i szarej koszuli.
- Witam, jestem detektyw Dave - powiedział
Przez chwilę chciało mi się śmiać - "detektyw Dave" - czy to nie śmiesznie brzmi?
- Chciałbym się pani zapytać, czy rzeczywiście jest pani istotą o umiejętnościach ponad ludzkich - zaczął
- Czyli że wampirem? - zapytałam, czując coraz większy przypływ dobrego humoru
- Tak, tak. Muszę tak fachowo mówić - odparł szeptem
- Może jestem, może nie...
- Mam tutaj pewien rodzaj broni, mianowicie drewniany kołek... Uśmierca i człowieka, i wampira. Ponawiam pytanie.
- Może... A właściwie - tak - powiedziałam, zdając sobie sprawę, że ludzie spotykając się z wampirem, zawsze myślą: "Zabijesz mnie? Zjesz mnie?"
- Dziękuję, do widzenia - odparł - Resztę pytań zadadzą pani naukowcy
Prawie spadłam z krzesła. Facet przychodzi, siada, pyta się, czy jestem wampirem, ja mówię, że tak, on wstaje, dziękuje i idzie. Pewnie wzięli go, bo nikt nie żałował, że gdy po przesłuchaniu wejdzie do sali, zobaczy trupa. Po za tym rzeczywiście nie musieli się mnie pytać "Czy tak było?" lub coś w tym rodzaju. Mieli dowody.
Jeden z policjantów, ten najgrubszy, wszedł do pokoju i powiedział, że muszę z nim jechać. Zgodziłam się. Co mam do stracenia? Najwyżej umrę.
Wiem, że głupio, źle ułożone zdania itp, ale to wprowadzenie, po za tym byłam męczona przez koleżankę, która ciągle pisała do mnie na GG.
1. Ten artykuł w gazecie wcale nie przypomina artykułu w gazecie. Bardziej przypomina jakąś historyjkę
2. Czy jako wampirzyca nie powinna ukrywać się ze swymi mocami? Nie ma tego w jakimś prawie albo kodeksie wampirów?
3. Wiedziałam, że Lucas jest zdrajcą! :P Wszyscy faceci (a także pewne wilkołaki koty) to zdrajcy! A Melissa to już w ogóle przegięła! Tak wrobić kumpelę! Ja bym już nic nie mówiła, albo zaczęła uciekać, ale tak bezczelnie wydać?? Tak w ogóle to teraz Emily powinna uciec stamtąd zabić tego durnia i "przyjaciółkę", zwiać z kraju i zacząć nowe życie.
Widać, że pisałaś to trochę "na siłę".
Czekam na następną tym razem "krwawą" część.
2. Powinna, ale jest nowa xD Ogólnie to coś może o tym będzie xD
3. Ty jasnowidz jesteś??? :shock: :-o
Zgadłaś ^^
Dzisiaj nie napiszę. Będę próbować megaupload
Czekam na kolejną część.
Szkoda tylko, że Melissa to taka zdrajczyni. Jak tak można?!
Czekam na następną część
PS Czekam na kolejną część
Zapisuję się!