Założyłam zupełnie nowy temat, aby przedstawiać Wam w formie historyjek ciekawostki o naszej ulubionej grze.
Oto pierwsza z nich - (umieściłam ją w kąciku twórców, ale po zastanowieniu uznałam, że to nie było właściwe miejsce0
Reportaż z Wyspy Gallahada
Któregoś poranka zostałam wezwana na dywanik do redaktorki naczelnej. Trochę zaniepokojona udałam się do jej gabinetu, odprowadzana współczującymi spojrzeniami koleżanek. Od progu powitało mnie chłodne spojrzenie Naczelnej Redaktor - niejakiej Lhonny...
- Prosiłaś już dawno o ciekawe zlecenie. Masz więc okazję się wykazać - jedziesz zrobić reportaż na Wyspę Galaada... małą wysepkę na północnym zachodzie Francji...
Tu Redaktor Naczelna dobitnie podkreśliła - ma to być ciekawy reportaż na zlecenie jednego z Biur Podróży!
- Spraw się dobrze - dorzuciła cieplej - bo cienko ostatnio przędziemy, a jeżeli reportaż się spodoba, posypią się kolejne zamówienia...
Chciałam coś powiedzieć - że właśnie mąż, że dzieci, że grypa - no, po prostu - nie mogę... Ale głos zamarł mi w gardle, gdyż Naczelna widząc moje osłupienie - dodała złowieszczo...
-Zbyt drogo mnie kosztuje utrzymanie tego wydawnictwa... Chyba muszę zweryfikować sens zatrudniania tylu pracowników...
Zamiast protestu ledwie dosłyszalnie wyszemrałam
- to kiedy mam jechać?
- Jutro!
-Rany - jęknęłam w głębi ducha.... Czym ja tam dotrę... Samochód ledwie zipie...
- I nie jechać - lecieć - Naczelna chyba czytała w moich myślach... inaczej nie da się dotrzeć na tę wysepkę - chyba że chcesz się wlec kilka dni swoim samochodem. I promem...
-O, co to to nie! Pływać nie umiem! - Rany julek - latać?!!! Przecież ja mam lęk wysokości! - dopiero teraz dotarła do mojej świadomości rozpaczliwa myśl...
Naczelna rzuciła na blat biurka niebieską teczkę - i popchnęła w moim kierunku. Stałam niezdecydowana...
- Tu masz materiały o wyspie - w teczce są bilety... - Są jeszcze jakieś pytania? W głosie Naczelnej pobrzmiewało zniecierpliwienie...

Gdy oświadczyłam domownikom, że jutro na obiad będą jeść kanapki, pojutrze też... i może popojutrze - zapadła grobowa cisza...
Na lotnisku czekał na mnie samolot, a raczej samolocik wyczarterowany przez Redakcję Indistrict (pisemko internetowe forum www.simsdistrict.pl)
Mała Cesna wyglądała niepozornie na tle olbrzymich jumbo-jeetów. Ale jakoś nie miałam ochoty wsiadać do żadnego z nich - taka kupa złomu! Jak takie "cóś" uniesie się w ogóle w powietrze! Większą otuchą napawała mnie ta mała, biała ptaszyna - cesna... Kręcił się już przy niej pilot, z którym miałam lecieć.
Wsiadłam z sercem na ramieniu... natychmiast wystartowaliśmy, i za chwilę - o mamo - ziemia uciekła nam spod nóg...
- Mamuniuu - zawodziłam w duchu... Nie pozwól mi tak marnie zakończyć żywota!
Minęło kilkanaście minut, ale wbrew moim obawom nic się nie działo. Pilot mówił coś do mnie, pokazując palcem w dół. Nie rozumiałam nic przez ten ogłuszający warkot, ale spojrzałam za jego palcem - i zdrętwiałam.
- Pod nami - jak okiem sięgnąć - była woda! Atlantyk błyszczał w słońcu jak srebrna lustrzana tafla. Nie było na czym zaczepić wzroku - wszędzie monotonny bezmiar wody.
- Mamuniuuu, nie pozwól mi utonąć! Przecież wiesz, że nie umiem pływać...
...Muszę czymś zająć myśli, bo jeśli nie umrę ze strachu - to na pewno z nudów - pomyślałam!
Wyciągnęłam z torby materiały, które Naczelna rzuciła mi w teczce na pożegnanie.
...- Wyspa Galaada - mała wysepka w pobliżu bretońskiego, północno zachodniego wybrzeża Francji. ...
Co też mogło skłonić Biuro Podróży do otwierania tam swojego przedstawicielstwa... Co tam może być ciekawego - pewnie nędzna plaża z kupą kamieni - jak wszędzie w Bretanii... I smród ryb!
...Wyspę nazwano tak na cześć syna sir Lancelota - Gallahada.
Wyspa Gallahada - po francusku - L'ille de Galaad... ...
Zaraz zaraz - co mają wspólnego legendy arturiańskie z małą zapyziałą wysepką! Przecież sir Lancelot z Jeziora to rycerz króla Artura... A Artur to Wyspy Brytyjskie! Przewertowałam kilka kartek przewodnika...
... Bretania położona jest na najdalej na zachód wysuniętym półwyspie Francji. Zajmuje powierzchnię 27 208 km kw... Włączając w to powierzchnię przybrzeżnych wysepek... Wybrzeże bretońskie charakteryzuje się brakiem jednorodności: jest wyjątkowo poszarpane, skaliste klify przeplatają się z wydmami, zatoczkami o piaszczystych plażach i długimi lejami rzek. Posuwając się tu nawet najbardziej w głąb lądu, nigdy nie oddalamy się od morza na więcej niż 100 km, a jego zapach, a także krzyk mew i rybitw są wszędzie obecne ....
- No tak, uroki morza - delikatne określenie smrodu ryb i wrzasku mew... No, ale gdzie tu powiązania z królem Arturem?
...Tradycyjnie przyjęty został geograficzny podział Bretanii - dawnej Armoryki - na Armor i Argoat. Armor (Ar mor) w języku bretońskim znaczy "kraina nadmorska"
Argoat od Ar goat - w języku bretońskim znaczy 'las', to środkowa część regionu - górzysta, poprzecinana dolinami rzek, niegdyś porośnięta lasami, z których do dziś przetrwał las Brocéliande, pełen legend o czarodzieju Merlinie i królu Arturze.
Dzisiejsi Bretończycy to dawni Celtowie wymieszani z napływającymi osadnikami z niedalekiej Brytanii. Od nich region przyjął nazwę Bretania, a ludność zaczęto nazywać Bretończykami ...
Zamyśliłam się nad dziwnymi losami króla Artura i jego Rycerzy... Głowę bym dała, że nie mają nic wspólnego z Francją... Rozmyślając straciłam poczucie czasu...
Nagle mała cesna zakołysała się i zaczęła obniżać lot... Pilot znów coś do mnie zakrzyczał pokazując w dół.
- O nie, nawet niech nie próbuje... Lądowanie na wodzie?
Jednak wychyliłam się wiedziona ciekawością...
Pod nami rozciągała się wielka, zielona plama wyspy...




Maszyna zataczając koła zniżała się coraz bardziej. Wychylałam się ciekawie, niepomna swych lęków... Coraz bardziej widoczne stawały się małe kamienne domki, rozsiane po soczyście zielonych wzgórzach, poprzecinanych różowiejącymi wstążkami dróg. Pośrodku największego wzniesienia wznosiły się mury okazałego dworu, czy też zamczyska... Nieco dale, ze skalnego urwiska, z ogromną siłą i łoskotem leciały w dół masy wody, tworząc wspaniały wodospad... Niesamowity widok! Pod nami - na wysuniętym cyplu - zamajaczyła wysoka wieża latarni morskiej, z prowadzącymi do niej stromymi schodami...
Wycieczka zapowiadała się nad wyraz interesująco!

Rzuciłam wzrokiem do przewodnika:
... Mówi się, że dawno, dawno temu Wyspa Galahada (Galaada) była przyczółkiem pirackiej działalności Normanów - pierwotnej ludności tego regionu. Rozniecali na wysokim klifie ogień, aby światłem zwabić płynące żaglowce na niebezpieczne, skaliste wybrzeże... Nie bez przyczyny pierwszego władcę tej krainy Ryszarda d'Evreux nazywano Księciem Piratów ...
-No no - brzmi coraz ciekawiej. Piraci, skarby, tajemnice... Mój syn byłby zachwycony...
Po wylądowaniu czekała na mnie delegacja Rady Miasta. Zostałam powitana uprzejmie, i zawieziona najpierw do Ratusza (oczekiwała mnie Pani Burmistrz) - a potem do pensjonatu, w którym miałam zamieszkać na kilka dni. Byłam straszliwie zmęczona i głodna... Po drodze jednak ciekawie przyglądałam się miasteczku...










Dojechaliśmy w końcu na miejsce... Pensjonat okazał się maleńkim zajazdem z pokojami gościnnymi na pięterku. Przeczytałam napis na pordzewiałym szyldzie - "Oberża Pod Bladym Koniem"
Widniał na nim zbrojny jeździec na szarym koniu. Przyjrzałam się bliżej - rycerz miał puste trupie oczodoły...
Obleciał mnie strach...
Postanowiłam sama poszukać sobie innego miejsca.
-Jutro...
Bo dziś byłam już za bardzo zmęczona, i było mi wszystko jedno...
Następnego dnia wstałam dziwnie dobrze wypoczęta. Pokoik był mały, ale przytulny, łóżko wygodne, a jedzenie - wyborne! Zaserwowano mi tutejszą specjalność - cieniutkie naleśniki zwane crepes, z nadzieniem składającym się jedynie z cukru i soku z cytryny. Widząc moje zdziwienie - gruby karczmarz wyjaśnił - takie są najlepsze na śniadanie!

- Na obiad jadamy galettes - też naleśniki, ale z mąki gryczanej - i na słono, z nadzieniem z szynki, jajek - i warzyw.
- No proszę - kraina naleśników. Podobno tak, jak nie ma miasteczka we Włoszech bez p i z z e r i i, tak w Bretonii nie ma szanującego się miasteczka bez creperies...
Wypoczęta i najedzona, uzbrojona w aparat fotograficzny - ruszyłam do miasta.
- Proszę wziąć parasol - krzyknął za mną karczmarz. Mówi się, że w Bretanii, w dni powszednie pada codziennie, a w niedzielę nawet dwa razy!
Roześmiałam się, ale nie zawróciłam - to przynosi pecha!





Wkrótce ulica zamieniła się w deptak, a deptak - w ścieżkę wiodącą na plażę. Postanowiłam trochę pozwiedzać...


A wybrzeże jest miejscami strome i poszarpane - przypomniały mi się fragmenty przewodnika. Muszę to zobaczyć! Postanowiłam wdrapać się na klif


Wysiłek opłacił się! Rozciągała się przede mną wspaniała panorama miasteczka...

Klif - choć piękny - jednak ukazał swoje groźniejsze oblicze - chwila nieuwagi i mogłam roztrzaskać się o skały na dole... Wolałam zejść niżej - na bezpieczniejszą plażę...



Zaczęło się zmierzchać... Cienie na plaży wydłużyły się, układając niesamowite rysunki...

Powietrze wokół nagle jakby zgęstniało, kolory stały się intensywniejsze, a cienie obrysowały wszystko wokół ostrymi konturami... Szybko zapadł nadmorski wieczór... Stałam jak zaczarowana obserwując dalekie światła portu...

Zadarłam głowę - nade mną rozbłysły miliony gwiazd - bajkowy iskrzący się parasol!

Stałam i patrzyłam jak urzeczona. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego... Miałam niezwykłe uczucie całkowitej jedności z naturą!

Niebo gwiaździste nade mną... Prawo moralne we mnie - przypomniały mi się bez sensu słowa Kanta....
Piękno bretońskiej nocy było wprost obezwładniające...
Ocucił mnie chłodny powiew wiatru i pierwsze krople deszczu... Wieczorna bryza niosła ze sobą wilgoć od morza.
Zadrżałam z chłodu - pożałowałam, że nie wróciłam po parasol!
Najwyższa pora wracać do pensjonatu!
Zeszłam z plaży starając się iść tą samą drogą - ale mimo, iż była to już znajoma ulica - w nocy napawała mnie lękiem. Rozpadało się na dobre - i wracałam prawie biegiem!


Jeszcze tylko ten mostek - i zaraz będę w swoim pokoiku!
Należy dodać - w suchym i ciepłym pokoiku!
Strach przed upiornym jeźdźcem w blaszanej zbroi gdzieś się ulotnił...

Zasypiając układałam sobie w myślach plan wycieczki na jutrzejszy dzień.
A na dzisiaj - dobranoc!
Zasnęłam jak kamień. W nocy śnił mi się Blaszany Jeździec przemierzający bezkresne przestrzenie nocnego nieba. Jego puste oczodoły lśniły jak gwiazdy, a z głębi zbroi dochodziły jakieś dziwne dźwięki - puk puk! Puk puk!
To stukały nie domknięte okiennice - zapomniałam je wieczorem zamknąć, a teraz one i deszcz straszyły mnie w środku gwiaździstej nocy!
A niech tam!
Odwróciłam się na drugi bok... I dobrze, bo przynajmniej nie zobaczyłam wydłużającego się cienia za oknem i wyciągających się, coraz dłuższych kościstych rąk...
Poranek obudził mnie ostrym światłem słonecznym, wdzierającym się przez niezasłonięte okiennicami szyby... Gdy zbliżyłam się do okna, aby rozewrzeć je na oścież - słońce prawie mnie oślepiło!
W okiennice stukały - szarpane poranną bryzą - gałązki olbrzymiego, sękatego wiązu, rosnącego tuz przy ścianie pensjonatu...
Ot, i po strachach!
Wdychałam orzeźwiające, oczyszczone deszczem, morskie powietrze... Sto procent zapachu morza... Ani śladu stęchłych ryb...
Ale wspomniany w przewodniku krzyk mew dochodził zewsząd.
-Rzeczywiście - było ich tu pełno!
Po śniadaniu, na które dostałam - zgadnijcie co? - ruszyłam z nową energią do miasta. Tym razem postanowiłam zwiedzić część miejską.


Minęłam budynek szkoły - akurat trwały lekcje, bo z otwartych okien dochodził monotonny głos nauczyciela dyktującego zadanie...
Doszłam do skrzyżowania... Gdzie teraz skręcić?
Zajrzałam do mojego mini-przewodnika, ale niewiele się z niego dowiedziałam
...Wyspa Galahada - (poprzestanę przy ogólnie przyjętej nazwie) - podzielona jest na osiem dzielnic. Są to:
- Dzielnica Fabryczna (Old Traiding Posts)
- Centrum Galahad (Galaad)
- Piaszczysta Plaża (Sweet Sandy Beach)
- Osada Rybacka (Fishermen Neighborhoods)
- Kamienie Św. Kavana (Stones os St. Cavan)
- Lasy Nordet (Nordet Woods)
- Wysokie Wzgórza (High Hills)
- Stara Latarnia (The Old Lighthouse)
W części śródmiejskiej oprócz typowych parcel z gry zawierających rabbit-holes (biurowiec, restauracja, bistro, o p u s c z o n y magazyn, baza wojskowa, stadion etc), znajdują się także parcele typu Muzeum, Biblioteka czy Basen Miejski oraz Park Miejski przed ratuszem w stylu ogrodu jordanowskiego. Wraz z dodatkiem Ambitions doszły nowe parcele komunalne, i na Wyspie znajdziecie cztery z nich, są to:
- remiza, salon piękności, komis oraz pralnia publiczna.
Jest miejsce do postawienia pozostałych parcel i od gracza zależy, czy będą mu takowe potrzebne (wysypisko złomu, bistro)
Byłam chyba blisko dzielnicy Fabrycznej - bo doszedł mnie właśnie wrzask mogący dochodzić jedynie ze stadionu !

Szpital Miejski - a po przeciwnej stronie ulicy - Biurowiec

Baza Wojskowa


Ośrodek Naukowy

Ulica Fabryczna - w głębi ********** Magazyn

Remiza


Miłośnicy loftów znajdą jeden nieduży lofcik w tej dzielnicy, pięknie wkomponowany w "fabryczne" tło - loft jest w głębi z lewej, na pierwszym planie widać Komis

Loft od podwórka

... W każdej dzielnicy znajdują się domki, urządzone według specyfiki narzuconej przez dzielnicę, w pełni umeblowane obiektami z podstawy gry, gotowe do zamieszkania... Łącznie jest 28 parcel mieszkalnych o zróżnicowanej wielkości
- od maleńkich domków i bungalowów przy plaży


do większych domków w dzielnicy śródmiejskiej, czy małych dworków i dworów wtulonych w zbocza pagórków










Na najwyższym wzgórzu wyspy położony jest dwór - Manor of The High Hills.
Postanowiłam obejrzeć Dwór chociaż z daleka...

Wiedziona ciekawością zakradłam się przez bramę, która - nie wiedzieć czemu - była uchylona. Stąpałam cicho wśród szpalerów strzyżonych krzewów, przyglądając się urodzie mijanych roślin, i niespodziewanie znalazłam się na otwartej przestrzeni patio z tyłu zamku.
Był tam olbrzymi basen, a w basenie - pływał ktoś - o rany - zupełnie nago! Choć byłam dość daleko - widziałam wyraźnie biel nie opalonych pośladków... Kimkolwiek był tajemniczy mężczyzna - nie zauważył mnie jeszcze... całe szczęście, bo spaliłabym się ze wstydu... :oops: Wskoczyłam jednym susem - wydaje się - bezszelestnie, w kępę hortensji rosnącej tuż przy basenie, i obserwowałam z ukrycia... A nieznajomy - nie zdając sobie sprawy, że go ktoś obserwuje - podpłynął nagle do brzegu basenu, i wyszedł z niego tuż przed moim nosem... :shock:
Siedziałam w krzakach jak trusia, mając nadzieję że nieznajomy wkrótce gdzieś sobie pójdzie... A on - założywszy szlafrok - rozparł się wygodnie na fotelu, rozkoszując się ciepłem ostatnich promieni słońca... :evil:


Było bardzo późno, gdy w końcu mogłam bezpiecznie wyjść z ukrycia...
Ze zgrozą myślałam o swoim powrocie do pensjonatu po ciemku....
I tak miałam jednak dużo szczęścia... Na pożegnanie pstryknęłam ostatnią fotkę zamkowi - rozjaśniającemu mrok nocy dziesiątkami oświetlonych okien...

Zasypiając miałam pod powiekami wspaniale umięśnioną sylwetkę nieznajomego mężczyzny z basenu...
Śniło mi się....eeee, nie powiem co, bo to tylko dla dorosłych
:oops:
Komentarz
Karczmarz, z którym zdążyłam się zaprzyjaźnić nie ukrywał żalu, że mój pobyt trwał tak krótko.
- A w lochach pani była? - zapytał z wyraźną nadzieją zaintrygowania mnie.
- W jakich lochach? - Tu są jakieś lochy?
- A jakże - są, i to niejedne! - Mogę panią dziś po południu zaprowadzić...
Zgodziłam się, bardzo zaintrygowana i ucieszona miłą myślą, że mam w końcu coś, co może zainteresować także moich zleceniodawców, czyli Biuro Podróży, i samą Naczelną.
No, ta ostatnia to pewnie padnie z wrażenia!
Karczmarz też ucieszył się, że złapałam się na jego haczyk, i że na pewno zostanę choćby o dzień dłużej...
Do południa biegałam po sklepach, chcąc przywieźć do domu jak najwięcej pamiątek, ale w końcu nazbierałam pięknych muszli. To będzie najwspanialszy prezent dla moich dzieci...
Po południu - zgodnie z obietnicą - udałam się z panem Corbusierem (karczmarzem) na poszukiwanie lochów. Po drodze karczmarz pokazał mi jeszcze kilka innych, ciekawych miejsc.
Oto Kamienie Świętego Kavana... - są pozostałościami po celtyckiej przeszłości Wyspy... Jest ich tu bardzo dużo, ale kilka z nich to prawdziwe olbrzymy.
Mają swoje nazwy - ten oto wielki głaz, to Głaz Św. Ronana, który jeszcze do dziś nazywany jest przez miejscowych jego starą nazwą - Łeb Żółwia.
- Nie wiem czy pan wie, że kiedyś wierzono, że cały świat spoczywa na skorupie żółwia zanurzonego w oceanie - skorzystałam z okazji, aby popisać się erudycją...
-Skorupie żółwia??? - karczmarz pokręcił głową z niedowierzaniem...
- No tak, to by wiele wyjaśniało - może stąd wzięła się ta nazwa...
Mnisi, którzy tu przybyli, szerząc jedyną i prawdziwą wiarę za pomocą miecza i stosów - szybko nadali świętym miejscom Celtów imiona swoich własnych świętych...
- A Ronan to najpopularniejsze imię męskie w całej Bretanii - zrewanżował mi się z filuternym uśmieszkiem... - Ja też je noszę...
Tak rozprawiając zeszliśmy z otwartej przestrzeni i zagłębiliśmy się w las. Mimochodem podziwiałam piękno miejscowego krajobrazu. Nie był płaski jak wTwinbrook - skupionym jedynie wokół jeziora, ani monotonny jak w Sunset Valley, której jedyną atrakcją jest obszerna plaża. Domy na wyspie zaś nie były ściśnięte wzdłuż koryta rzeki, a wzgórza niedostępne - jak w Riverview...
Soczysta zieleń łąk dawała odpoczynek oczom, a cieniste gaje chroniły przed upałem...
Niebawem naszym oczom ukazała się polana. Otoczenie wokół sprawiało wrażenie dzikiego i niepokojącego... Znajdowała się tam samotna, s t a r a chata. Nawet w dzień obleciał mnie strach, a karczmarz widząc, że tracę rezon - tylko dolał oliwy do ognia, mówiąc, że do niedawna była to kryjówka przemytników... Być może nadal się tu spotykają...
Nie weszliśmy jednak na tę polanę - pan Corbusier poprowadził mnie w głąb lasu. Przyznam, że - paradoksalnie - poczułam lekką ulgę
Karczmarz w końcu zatrzymał się i wysapał - no, jesteśmy na miejscu!
- Niczego tu nie ma - pomyślałam, i zrobiłam kilka kroków...
- Stać, stać!! - wrzasnął nagle Corbusier - chyba, że chce pani zostać w lochach na zawsze!!!
Zatrzymałam się posłusznie jak wryta... Tuż pod moimi nogami ziała ciemnością wielka dziura w ziemi! Serce zabiło mi na ten widok jak oszalałe... Nie wiadomo, czy ze strachu, czy z emocji...
Zeszliśmy oboje do lochów... Dobrze, że pan Corbusier zabrał ze sobą przewidująco - zapałki, i podpalił stare pochodnie, tkwiące nadal w ścianach. Obeszłam zaintrygowana pomieszczenie, w którym się znaleźliśmy, ale nigdzie nie natrafiłam na ślad drzwi prowadzących dalej.
W rogu był usypany kopiec kamieni, może tam trzeba s z u k a ć...
Hurra - są drzwi - ale zamknięte...
Inskrypcja na ścianie mówi o jakimś tajemniczym kluczu...
Znaleźliśmy jakiś - ni to krzyż, ni to klucz, ale - nic z tego - nie pasuje.
Musi być jakieś rozwiązanie tej zagadki... :?
Wracając, znów musieliśmy minąć tę starą, o p u s z c z o n ą chatę.
W blasku księżyca wyglądała upiornie, ale czułam, że gdzieś blisko musi tkwić rozwiązanie. Ale za nic nie weszłabym tam o tej porze!
Nazajutrz nieodwołalnie przyszła pora pożegnania...
Było mi żal o p u s z c z a ć ten mini-raj na ziemi, przynajmniej tak mi się jawiła ta wyspa...
Właściciel zajazdu - zdrowy, czerstwy i trzeźwo myślący Bretończyk - najwyraźniej się wzruszył. I ja też nie ukrywałam wzruszenia.
- Mam na oku śliczny domek do wynajęcia, naprawdę niedrogo - kusił, wynajmę na lato dla pani i dzieci. Może się spodoba, i zostanie pani tu na stałe?
Pomyślałam sobie - czemu nie?
Dzieci tak często chorują, a tutaj jest tak pięknie, takie zdrowe powietrze...
- No i ten intrygujący facet z basenu :oops:
Poszłam więc obejrzeć domek... Karczmarz nie kłamał -rzeczywiście był śliczny, cena niewygórowana, więc szybko dobiliśmy targu.
Gdy wraz z pilotem ponownie wzbiłam się w powietrze w maleńkim ale niezawodnym samolociku - już się nie bałam.
Jak urzeczona oglądałam po raz drugi widok rozpościerający się pode mną. Nagle niedaleko samolotu przeleciał sznur dzikich gęsi... Odlatywały na swoje zimowe legowiska, tak jak ja...
Kenavo - krzyknęłam do nich po bretońsku... Do widzenia
- Obiecuję - wrócę tu z Wami, z wiosną!
K O N I E C
Krótkie RESUMEE - czyli - PODSUMOWANIE
Wyspa zawiera sporo parcel mieszkalnych, kilka pustych, sporo miejsca na dostawienie nowych...
Zawiera też wszystkie obiekty z gry, tzw rabbit-holes - z podstawy oraz cztery z Ambitions... Dodano jeden całkiem nowy mesh - jest to Stara Latarnia ( znajdziecie ją w zakładce obiektów z rabbit-holes).
Są także całkiem nowe parcele komunalne w różnych częściach wyspy.
- Park "Chińskie Ogrody" przy "Wodospadach Gallahada" - moim zdaniem - raczej pasuje tu nazwa - "Wiśniowe Ogrody" Ale widok tej masy wody spadającej w dół jest niesamowity!
Nieopodal - przy kamiennym, starym domu położone są
- "Ogrody Marynarskie"
zawierające wszystkie drzewa owocowe i warzywa łącznie z egzotycznymi. Nie musisz już jechać do Chin, aby zdobyć owoce pomelo lub śliwki...
Stary Cmentarz
- Brak nagrobków spowodowany jest tym, że duchy nie pojawiają się przy nagrobkach postawionych w trybie buydebug. Twórcy Wyspy zdecydowali się więc zbudować pusty cmentarz - do zagospodarowania
Pub (na potrzeby niniejszej historii nazwany "Pod Bladym Koniem")
Jest w pełni funkcjonalny - można do niego wejść i zamówić jedzenie, czy też odpocząć w ogródku na zewnątrz po męczącym spacerze.
- wspomniany Park "Śródmiejski" - z placem zabaw dla dzieci (uważam, że trochę za mały, no, ale w centrum tereny handlowe rozrastają się kosztem zieleni- jak i w życiu, można go zresztą samemu przebudować)
Można tu przyjść ze znajomymi, po seansie w pobliskim kinie
Można przyjść z gromadą dzieci na huśtawki i zjeżdżalnie
Można też spokojnie poczytać, czy pograć w szachy na świeżym powietrzu, czy zwyczajnie - umówić się na randkę
Albo i dostać "po twarzy" za zbytnią natarczywość (Bretonki są bardzo krewkie!)
W dzielnicy Kamienie Św Kavana (obok Presbytery) pozostawiono jedną parcelę zastrzeżoną pod budowę kościoła.
Twórcy Wyspy w notce zawartej w prezentacji, zapowiadają ukazanie się takiej parceli do pobrania (w zakładce "Themes") i postawienia jej na tej "zastrzeżonej", ale jak dotąd kościół się nie pojawił. Więc w myśl piosenki - "Obywatelu, zrób sobie dobrze sam"
Tu widać "zaczątki" mojej budowli
U stóp Starej Latarni jest parcela publiczna
- Park " Kamienne Schody" - miejsce idealne do pikników u jej stópi!
Tytułowe schody prowadzą wysoko - aż do bram latarni! Sama Latarnia jest zupełnie nowym obiektem, tzw "rabbit holes", dostępnym w zakładce budynków w trybie buydebug.
Wyspa Galahada jest przygotowana w dwóch wersjach językowych - angielskiej i francuskiej, a także w wersji dla posiadaczy Podstawa + Wymarzone Podróże, oraz w wersji Podstawa + Wymarzone Podróże + Kariera. Współpracuje bez zakłóceń z rozszerzeniem "Po Zmroku".
Jest też do pobrania wersja "mniej mew" - bo znaleźli się malkontenci, którym krzyk mew bardzo przeszkadzał
Wyspa jest do pobrania FREE na stronie:
www.simsdesign.avenue.net
Link http://www.sims3.simsdesignavenue.ne...alaad island
Dlaczego ją Wam przedstawiam?
- Nie - nikt mi nie płaci za reklamowanie tej okolicy. Po prostu - w natłoku źle zrobionych światów - ten jest perełką godną rozpowszechnienia - nie ma żadnych bugów, jest grywalny, choć dość duży, zawiera zarówno budynki już umeblowane (wyłącznie obiektami z podstawy lub z dodatków zawartych w wymaganych rozszerzeniach), jak i puste parcele, a także sporo miejsca na postawienie nowych działek ( w trybie edycji okolicy - z zakładki edycja świata). Przy tym utrzymana jest w jednolitej konwencji typowego bretońskiego miasteczka, no i zawiera pewien mały element tajemnicy (lochy), co mnie bardzo zachwyciło.
I na koniec drobna uwaga - na początku Wyspa jest całkowicie pusta, mieszkańcy będą się wprowadzać po każdym nowym uruchomieniu tej okolicy. Chyba, że będziecie woleli zaludnić ją swoimi własnymi mieszkańcami - to radzę robić to bardzo szybko, bo mi błyskawicznie wprowadziło się na wyspę mnóstwo wampirów, których nie cierpię :evil:
Dziękuję za pierwszą i bardzo pochlebną recenzję. Zadałam sobie tyle trudu, ponieważ uwielbiam tę wyspę i bardzo chciałam się tą miłością do niej podzielić z Wami!
Wyspa jest naprawdę cudowna.
Ida (moderator na innym forum) ocenił, że jak dla niego - zbyt mało miejsca do szaleństw. Ale moim zdaniem - to jest ogromna zaleta - pozostawiono graczom wolną rękę do stworzenia miejsc, w których ich Simowie będą się wyżywać na parkiecie czy przy barze :P
Ja staram się zachować cudowny klimat tej wyspy, i nie wstawiłabym tam za nic żadnego nowoczesnego szkaradztwa, w stylu metal i szkło.
Wyspa tym się wyróżnia od pozostałych światów, że jest utrzymana w jednolitym charakterze - kamiennych lub kamienno - drewnianych małych domków. A jeśli ktoś uważa, że wnętrza są zbyt skromne i nieco monotonne - może ożywić je wg własnych gustów patternami.
Pracowałam intensywnie nad postawieniem kościółka na tej wyspie (do tego celu została przygotowana przez twórczynie wyspy specjalna parcela, tuż obok plebanii), a także chciałam zająć się stworzeniem klubu z wykorzystaniem Latarni - nie wiem jednak, czy dałoby się zrobić takie połączenie tego rabbit hole z klubem, aby można było wejść do środka. Ale skoro do piramid się wchodzi....
Zapraszam serdecznie graczy do pobrania tej wyspy, lub chociaż zrobienia rearanżacji parków, Ogrodu Marynarzy, stworzenia od nowa klubu przy plaży, czy urokliwej kawiarenki...
A powiedz mi, jakie ta wyspa zawiera dodatki? Chodzi mi głównie o to, czy posiada jakieś nieoficjalne. Tak pytam, ponieważ jestem nawet zainteresowany jej pobraniem.
Zwróć jedynie uwagę przy pobieraniu - jaką wersję chcesz ściągnąć - francusko czy angielskojęzyczną - nazwy poszczególnych obiektów będą się wyświetlać w wybranym języku. Wybór dotyczy także konfiguracji - czy masz tylko podstawę gry, czy też więcej rozszerzeń. Mimo, iż Wyspa nie jest updatowana wyżej niż do Ambitions - to brak wersji Wyspy przygotowanej do Po Zmroku nie jest odczuwalny - na Wyspie co prawda nie ma zbyt wielu klubów, ale wampiry wprowadzają się stadami! :evil Zwierzęta też się pojawiają. W niektórych domkach nawet całymi stadami!
Zapraszam TSR-Bozena
Ale oni chyba mają jakiś błąd, ponieważ ich strona wcale się nie wyświetla.
Linki na innych forach też nie działają.
Tym samym Wyspa Gallahada przestała istnieć
Jeśli jest ktoś bardzo mocno zainteresowany pobraniem jej - to nap i s z c i e tutaj - postaram się umieścić ją na np megauploadzie lub fileboxie.
PS.
Jak to SimsDesignAvenue przestało istnieć, właśnie surfuję po niej :shock:
Ta sama wyspa, jaką opisywałaś, te same dzielnice...
Weszłam tu. Przynajmniej mi działa.
No, niestety - wykrakałam - SDA zawiesiło się na długo...
Ale znowu są, a wraz z nimi ich cudny świat!
Oto nowy link
http://www.sims3.simsdesignavenue.net/avenue.php?lg=EN&rub=galaad&sel=galaad island
Jeśli się nie obawiasz spamu, to możesz swój adres emailowy podać tu.
Ja swojego nie podam, bo to grozi mi zatkaniem mojej skrzynki w ciągu tygodnia
[email protected]
Wyspa nadal jest doskonale grywalna, choć jak pi.sałam - brak wielkich parcel (i możliwości dostawienia ich z braku miejsca), uniemożliwia korzystanie z wyspy miłośnikom koni, i szkolenia ich, bo nie ma miejsca na wstawienie ośrodka jeździeckiego i tej drugiej parceli z torem przeszkód. Właściwie - przy odrobinie starania można postawić jedną z nich. Ponadto - można dodać menu bazy wojskowej do ratusza (dołożyć tam taki specjalny element w postaci dywaniku, który znajduje się na każdej parceli rabbit hole)a samą parcelę - zlikwidować i uzyskać wolną przestrzeń na postawienie takiej parceli publicznej, na której akurat najbardziej komuś zależy.
Ale za te braki Wyspa wynagradza nas wspaniałymi widokami, ślicznymi, niewielkimi domkami rozrzuconymi wśród skał, polanek w lesie czy na nadmorskim deptaku.
Darzę tę wyspę ogromnym sentymentem. I kocham za krzyk mew słyszalny w każdym chyba zakątku Wyspy.