Witam ponownie!

Jak już czytaliście, w poprzedniej części Ben i Adelaye mieli się przeprowadzić do Bridgeport, jednak przetrzymałam ich trochę w tej okropnej Bagnolandii... i jeszcze ciutkę zatrzymam

. Powód jest prosty i zajmie chwilę:

Czyli podstawowe fakty o rodzince Cuscus-Vicvare!
Historia moich Simów dzieli się na trzy ery: przed naszą rodzinką, w trakcie "używania" naszej rodzinki i po "używaniu". Obecnie trwa pomieszanie z poplątaniem ery drugiej i trzeciej

.

W pewnym momencie zauważyłam, że z rodziną Holmes nie da się robić ciemnych interesów detektywa. Inne rodziny jakoś się nie nadawały do tej roli, tak samo jak wtedy obecna. Tak powstała rodzina Baddy (to nie pomyłka, wyjaśnię teraz.) Jednak ta rodzina była jakaś... nie do grania. Chciałam też mieć pogromcę duchów, a drugi członek rodzinki nie nadawał się do tego. Taka ja jestem wybredna

. Potzrebuję KONKRETNEJ RODZINKI , a nie takich głupków jak Baddy'owie ( i inne późniejsze rodzinki, już niekoniecznie do tej samej "roli"). I w pewnym momencie... Stało się, jak się stało. Tyle że wtedy nie wiedziałam, jaka cecha była potrzebna to pragnienia życiowego "Paranormalny profesjonalista"

. Tak więc Ben vel Beeeeeeeeeee! (przepraszam za flooding, ale takie jego imię

) miał inne pragnienie, ale nie przeszkodziło to w karierze. I tak powstała najfajniejsza rodzina w moich Simsach!

Do Bridgeport wprowadzi się rodzina jeszcze bardziej arogancka niż Ben! Będzie chciała za wszelką cenę przeszkodzić młodemu małżeństwu (tak, już się pobrali, ale tytuł jest, jaki jest). I nawet wygrana bójka w barze niewiele pomoże Adelaye i Benowi... Zazdroszczą tych 3 gwiazdek? A może po prostu zwyczajnie ich nie lubią? To się okaże!

Co to za historyjka bez humoru?! Humor będzie... Śpiewający! Zdarzą się też śmieszne zdjęcia.
Komentarz
Zdjęcia trochę kiepsko przerobione ale może być. Będę zaglądać
Rozdział 7. W nowym domu
Luc Kingerfint wracał ze szkoły do domu.
Miał pomóc matce i ciotce w przeprowadzce. Ciotka Luca, Beatrice, znalazła pracę w Bridgeport, no i on i Ruthonya, matka, podążyli za nią. Dobrze, że dziś nie został w kozie, chociaż wracał z 2 z geografii. Przyjaciel (zresztą jedyny, nie licząc rodziny) nastolatka, Lenny wiedział, że przeprowadza się do tętniącego życiem miasta. Obiecał, że czasami go odwiedzi. Teraz Luc musiał wsiąśc w samochód (ma własny) i pojechać do domu, na bagna... Beatrice właśnie z tego powodu wyprowadzała się z Twinbrook. Zabierała się też z resztą rodziny dlatego, że potrzebuje innych. Trudno, są tacy Simowie na świecie... W pogoni za sławą zrobi wszystko, dosłownie wszystko.
Pociąg pędził prawdopodobnie z prędkością światła. Pasażerom to nie przeszkadzało, w końcu posiadali najszbszego czarnego Nercedesa. Już minął Twinbrook, zbliża się do Sunset Valley. Jeszcze tylko Riverviev i już będą w stolicy sławy.
-To gdzie my się przeprowadzamy? Do Bridgeport czy Ydgespot?
-Po raz piąty ci mówię. DO BRIDGEPORT!
Nietrudno się domyślić, że to Adelaye Cuscus i Ben Vicvare, narzeczeni z przedmieść Twinbrook, prowadzili ten dialog. Siedzieli w niezatłoczonym pociągu i byli sami w przediale (na szczęście, to niebyłoby zdrowe dla uszu innych). Zobaczyli góry. To już Sunset Valley.
-Nie to, co góry Simislawskie w Twinbrook. Były takie małe, że wcale ich nie widziałem-stwierdził Ben.
-One istniały chyba tylko w opisie Twinbrook-dodała Adelaye.
-Tak, one są pewnie duchami-powiedział Ben który, jak już wiemy, jest pogromcą duchów.
-Pojawiają się tylko nocą i nad ranem się rozpływają-fantazjowała Adelaye.
Ktoś w drzwiach przedziału chrząknął.
-Przepraszam, że przeszkadzam w tej interesującej historii o duchach, ale stoję tu już od dwóch minut i chciałbym sprawdzić bilety!-krzyknął konduktor, który był tym ktosiem stojącym w drzwiach do przedziału.Sprawdził bilety i poszedł dalej.
-Cmentarz Błogiego Spoczynku!-zawołał wesoło Ben. Ciekawe, czy takie samo mauzoleum jest w Bridgeport. Jestem ciekaw, jakie są tam duchy.
-Duchowate-powiedziała Adelaye.-A mauzoleum jest takie same wszędzie, tylko w Twinbrook było inne. Fakt, że ładniejsze.
Tak spędzili podróż przez całe Sunset Valley. Zresztą w Riverviev było podobnie.
-To ten słynny dom Jaroszów. Podobno mają problemy z duchami. Chętnie bym im pomógł-powiedział Ben.
Albo:
-Zresztą wybudowali niedawno takie mauzoleum w Twinbrook. Czym tu się podniecać. Ale cmentarz taki... przyjaźniejszy.
Oraz:
-Ciekawe, jak wygląda duch mojej mamy. Niestety, grób został w Twinbrook.
Podczas tych monologów o życiu pozagrobowym Adelaye smaczne spała, znudzona tą całą gadaniną. Wreszcie...
-Stacja Bridgeport Wschodnie. Stacja Bridgeport Wschodnie. Postój dziesięc minut. Stacja Bridgeport Wschodnie.
Adelaye (już obudzona) i Ben założyli bluzy, wzięli walizki i wyszli. Stanęli naprzeciw Klubu Banzai.
-Gdzie są Aleje Embakaderów?-spytała Adelaye przechodnia.
-Prosto, następnie skręcić w prawo i prosto.
Beatrice Kingerfint ze smutkiem odłożyła słuchawkę i powiedziała do pakujących się Ruthonyi i Luca:
-Niestety, agencja przeprowadzkowa ma pełne terminy. Wyprowadzimy się nie wcześniej niż za dwa tygodnie. Przepraszam za to całe zamieszanie- po czym zamknęła się w swojej sypialni.
Uradowany po części Luc zadzwonił do Lenny'ego i poinformował o tej niespodziance.
Tymczasem Ruthonya odkryła, że wszyscy domownicy mają cechy Zły, Złośliwy, Gderliwy, Arogant itd., itp. i największą przyjemność sprawia im... dokuczanie innym. Kiedy przeprowadzą się wreszcie do Bridgeport, pokażą tym wszystkim sławom!
Nie rozumiem. Niby jak to odkryła? Trochę taki dziwny fragment. :?
Ogólnie, p i s z e s z coraz lepiej, chociaż szkoda, że to nie opowiadanie. Myślę, że nie musiałaś od razu robić z tego komedi. Mogłaś z tego zrobić opowiadanie z dawką humoru
Jak się okazuje, to Ben jest tym "szalonym". Adelaye tylko się nim tak jakby zajmuje. Trochę jak dzieckiem
Podoba mi się, że wprowadziłaś do opowiadania więcej bohaterów. Początkowy fragmeny też mi się spodobał.(sama nie wiem czemu
Staraj się umieszczać więcej opisów. Nie tylko sam dialog + wydarzenia.
W porównaniu z poprzednią częścią - jest znacznie lepiej. Nabierasz wprawy.
Rozdziału siódmego pt. W nowym domu ciąg dalszy.
Aleje Embakaderów 99. Dom Wille Werandowe. Adelaye i Ben właśnie tam zamieszkali. W Bridgeport. Z Twinbrook. Sama nie wiem czemu; ostatnio polubiłam Twinbrook.
-Fajnie w tym Ydgespot-powiedziała Adelaye-tylko głośno w porównianiu z Twinbrook.
-Ile razy mam ci mówić? BRIDGEPORT! Jak masz tu mieszkać, skoro nie wiesz, że to NIE JEST Ydgespot??-powiedział Ben.- A to co?-wskazał na toaletkę, taką jak do salonu urodu.
-Ydgespotowa (dobra, Bridgeportowa) toaletka. Choć, przywieźli cymbergaja.
-A-a nie chcesz się wystylizować?-spytał zdezorientowany Ben.
-Dobra. W stroju sportowym nie ma kapelusza.-Musicie wiedzieć, że Adelaye uwielbia kapelusze z szerokim rondem, takie jak mają poszukiwacze przygód i detektywi (w tym Adelaye). Prawdopodobnie gdyby mogła, wzięłaby ślub w kapeluszu.
A oto różne wariacje na temat stylizacji. Poniższe fryzury nie przeszły (może dlatego, że nie było tam kapelusza?).
Ta fryzura już kompletnie pewnie nie pasuje:
Ta za to przeszła do piżamy.
Do piżamy, stroju sportowego i kąpielowego niestety kapelusza detektywa nie było, więc wystarczyło zastąpić je kapeluszem poszukiwacza przygód. Do kąpieli... no dobra, dobra, już przestaję was zanudzać. Grunt, że kapelusz był, jest i będzie. Na wieki wieków. Poniważ była 2.25 i większość klubów niedługo pozamykają, Ben postanowił pomuzykować na kontrabasie. Niedługo potem Adelaye dołączyła z perkusją. I tak oto zaczęli tworzyć świetny jazz (A, nie, nie,nie-jazzo-blues, bo Ben zaczał z bluesem)
Tak więc skończyło się na punkcie umiejętności-Ben na kontrabasie, Adelaye na perkusji. A po zakończeniu, zanim zaczęli korzystać z cymbergaja trochę porozmawiali, stojąc przy barierką na balkonie.
-Ładne te góry-zaczęła Adelaye.
-Nie to, co góry Simislawskie w Twinbrook-powiedział Ben.
-Może już byś skończył z tymi górami Simislawskimi?
-Ojca alpinistę mieć-zaśpiewał Ben.
Ruthonya zapukała ostrożnie do Beatrice, która od dłuższego czasu siedziała zamknięta w swoim pokoju.
-Beatrice... coś ci jest?
-Nie, wejdź.
Ruthonya ostrożnie weszła do pokoju.
-Czy ty wiesz, ile czasu tu siedzisz? Luc zasnął już na kanapie.
-Wiem. Tylko jakoś tak.. smutno mi. Mieliśmy się przeprowadzać do Bridgeport, a tu tymczasem....
-Wiem. A po co nam ten samochód z przeprowadzek? Nie możemy SAME spakowa.ć tobołki do auta?
-Ty to masz pomysły, Ruth!-uśmiechnęła się Beatrice.- Ale nie wiem, czy nie trzeba jechać nawet kilka dni.
-Jakiś tydzień z nocnymi przerwami... Tylko pociągi jeżdżą bardzo szybko. Chyba z 700 na godzinę. Teraz to są szybciory...
-No to budź Luca i się pakujemy-podskoczyła Beatrice.
Dwie godziny później, o 4 nad ranem, byli już w drodze.
Jak już pisałam, nie podobało mi się "zdobyli punkt umiejętności, wystylizowała się, ale do piżamy nie było szpiegowskiego kapelusza"
To takie...sztywne.
No dobra, oceny za 2 ostatnie odcinki
1. - 9,5/10 <nie wiem czemu nie 10, to chyba przez to zdjęcie, pobierz sobie jakiś lepszy program do obróbki>
2. - 8/10 <jest gorzej, szkoda, myślałam, że będzie jeszcze lepiej>
Kolejny, monotonny dzień. Koła Wielkiej Cytryny kręciły się bez odpoczynku. Ledwo co wyjechali z Twinbrook-Luc, Ruthonya i Beatrice Kingerfint, dziwaczna rodzina z bagien Twinbrook dzisiaj opuściła to miejsce. Jednak z Twinbrook do Brigdeport jest jak podróż szybkim traktorem z Lublina do... hm, powiedzmy do Cubri we Francji (Cubri jest blisko granicy z Niemcami. Czyta sie kubri) Jak na razie są mniej więcej w Konstancinie, czyli-około 2.6 km za Twinbrook.
-Ruth, niedobrze mi.
-Mamo, niedobrze mi.
-Moi kochani, otwórzcie okno i... no, wiecie chyba co.
-Ruth, obok mnie jest jakiś Smord.
-Mamo, koło mnie jest... tir!
Ruthonya myślała tylko o jednym-kiedy będzie wieczór, albo kiedy dojadą do motelu lub stacji paliw. Myśli tylko o jednym-aby ci dwoje przestali jęczeć.
-Słuchajcie, robicie za dużo....
-Hałasu! Te samochody i samoloty hałasują jak stary robot!
-Uważaj, bo ci Pogromca Strzyg wypadnie. Ups, sorry, przecież zrezygnowaliśmy na czas podróży z pracy.
Adelaye i Ben jedli śniadanie-przypalone gofry. Ben skarżył się na hałas, a Adelaye wychodziła do Biura Usług Publicznych-z wiadomego powodu-pracy, chociaż dziś była niedziela i żadne nie chciało pracować-Ben i tak by nie pracował, ale Adelaye była narażona na codzienne zlecenia.
-Ale potem chodź do galerii sztuki!-zachęciła Adelaye
-Świetny pomysł. Ja właściwie też muszę iść do ratusza-jak już wiemy, Ben był Benem z uproszczenia, aby nie floodować i nie pisać "Beeee". Szedł do ratusza, aby zmienić imię... noo, na Ben. Wsiedli w taxi (biedny Nercedes został w Twinrook) i pojechali do ratusza.
Krunk, krunk, piiisk! Wielka Cytryna zahamowała.
-Mam dość waszych humorków!-wybuchła Ruthonya.-Co wam nie odpowiada??
-Auto-odpowiedzieli zgodnie Beatrice i Luc.-A tak na serio-opony ******ą, ty jedziesz wolniej niż ślimak, a nam niedobrze-zakończyła Beatrice.
-Jak jesteś taka mądra, to sama kieruj-stwierdziła niewzruszona Ruth i przesiadła się na miejsce pasażera.
-Ale ja nie mam prawa jazdy!-broniła się Ruth.
-Z prostej przyczyny-oblałaś. Ale takie podstawowe rzeczy musisz umieć!
No i biedna Beatrice usiadła za kółkiem.
Poczekalnia w biurze usług publicznych. Cała masa osób czekająca na różne rzeczy. A wśród nich Ben i Adelaye. O czym myśleli? Oczywiste. Ben o Chinach a Adelaye o Egipcie. Chodzi o... podróż poślubną. Tak, mimo że nadal nie wzięli ślubu! Ben lubi Chiny. Zawsze chciał się nauczyć Sim Fu. Ponadto miał dziwne przeczucia, że ta sztuka walki w czymś mu się przyda... Zresztą, posiadał "dodatkowy zmysł", który pomaga mu w znajdowaniu duchów podczas zleceń. Kariera potrafi zmienić życie.
Adelaye chciała wyjechać do Egiptu ze względu na te zachwycające piramidy, Sfinksa i-co najważniejsze-MorcuCorp. Nie, żeby chciała dołączyć do MorcuCorp, ale to idealna sprawa dla detektywa. Nie, nie jest pracoholiczką, ale w pewnym momencie to nie w TEJ chwili chce się dostać urlop i przestać pracować. Ale jest też taka chwila, w której za wszelką cenę chcesz dostać urlop. Tak było dla Adelaye. A jeżeli to będzie ta chwila, w której musi dostać urlop, bo inaczej nie wiem, co zrobi, to będą Chiny.
Oboje mieli przynajmniej jedną rzecz wspólną-tylko nie podróż poślubna do Champs Les Sims! Średniowieczne miasto z 2-3 grobowcami. A w tym arcyelektrycznoniebezpieczny Chateau Du Landgraab!
Wreszcie Adelaye przyjęto. Tak! Jest detektywem! Hura! Kolej na Bena. I już JEST OFICJALNIE I NAPRAWDĘ BENEM VICVARE!
-To jak, stacja centrum sztuki?-zapytał Ben.
-TAAK!-krzyknęła Adelaye.
-Hm, to Bridgeport, więc może poszlibyśmy o 17.00 do Kujona?
-Jeżeli to Kujon T., to niech spada.
-Nie! Żaden Liam! Taka dystkoteka!
-Super! Ale, jak na razie, jesteśmy w galerii sztuki.-powiedziała Adelaye.
-Ale-o-siedemnastej-!
-Tak, zgadzam się. chodźmy lepiej, ulica wolna, możemy przejść.
Policjant tłumaczył coś kumplowi z drogówki, również glinie.
-W takim razie mandat w wysokości 500$ za spowodowanie stłuczki.
-Tak, tak, stłuczki-powtórzył kumpel w wozie.
-Oczywiście mogą państwo nie przyjąć mandatu. Wtedy sprawa przejdzie do sądu karnego.
-Tak, tak, sądu karnego-powtórzył drugi.
-To jak, przyjmują państwo?
Luc pękał, pękał... Beatrice nie ma prawa jazdy, a facet nie zapytał ciotki o prawo jazdy... aż w końcu pękł.
-Panie policjancie...
-Słucham-powiedział ten, który wypisał mandat
-Tak, tak, słucha
-Cicho bądź!!-krzyknął policjant do, najwyraźniej, niezbyt rozwiniętego kumpla.
-Ciocia Beatrice nie ma prawa jazdy.
-No tak, zapomniałem sprawdzić dokumenty... 5 punktów karnych i kolejny mandat za 200$. Zasady jak poprzednio-mandat, lub sąd
-Tak, tak, mandat, lub sąd-szepnął "niedorozwinięty". Jednak pierwszy go usłyszał.
-CICHO SIEDŹ!
Tak więc narzeczeni przepłukali usta sokiem, a Kingerfintowie zostali spłukani. Ach, te powiedzona z wodą...!
Powinno być Beatrice.
Hehe... czytałaś moje i Martysa posty w KSU
Ostatnio go nawet stworzyłam i jest w moim kąciku
To się nazywa popularność! 8)
Minusy:
-brak zdjęć...
-no cóż, nadal kiepsko z tym humorem, postaraj się o śmieszne zdjęcia - wtedy może będzie lepiej,
-błędy składniowe,
Plusy:
+jest lepiej, stosujesz opisy, a nie same dialogi,
+akcja jakoś się toczy,
+są czasami śmieszne fragmenty,
+bierzesz inspiracje z niektórych postów i forum,
+nie p i s z e s z już czegoś w stylu "miał cechę zły" albo "jego pasek głodu osiągnął minimum"
Moja ocena: 8,5/10 <brak zdjęć i błędy składniowe znacznie utrudniające czytanie>
1.Rzeczywiście, zaraz poprawię, powinno być Beatrice
2.Co to ten błąd składniowy :shock:
3.Zdjęcia, zdjęcia... a) może się bym do jakiś dogrzebała, b) mój komp się zepsuł, na drugim nie mam wcale Simsów.
4. GRR lepszego humoru jak dotąd nie wymyśliłam
Przykładowo:
To w ogóle niezrozumiałe! Jeżeli myśli tylko o jednym, tzn, że myśli o jednej, a nie 3 rzeczach!
To powinno brzmieć tak:
Ruthonya myślała już tylko o chwili kiedy ci dwoje przestaną jęczeć.
"Och, żeby tak chociaż dojechać, do motelu, stacji paliw...Albo chociaż, żeby był już wieczór - może to uciszyło by ich wrzaski!"
To tylko jedna propozycja. Mogłoby to brzmieć jeszcze inaczej.
Albo to: To zdanie to po prostu istny kogel-mogel!
Nie wiadomo o co chodzi.
Czy ona wchodziła do biura, czy szła/wybierała się do biura.
To zdanie jest za długie, można z niego 3 zrobić.
Przeróbka:
Kiedy Ben skarżył się tak na hałas, Adelaye właśnie wybierała się do Biura Usług Publicznych. Miała zamiar s z u ka ć nowej pracy.
Tego ostatniego nie potrafię przekształcić. Z prostej przyczyny - jest niezrozumiałe.
Ja tylko p i s z ę co jest źle.
A ty Miśka nie offtopuj :P
Jak poprawisz te błędy będzie dobrze. Widziałam jeszcze kilka takich błędów, ale mi się nie chce wymieniać. Przeczytaj tekst jeszcze raz i popatrz czy to brzmi logicznie.
Czekam na dalsze części
^^ To był offtop xD
Koniec
1.Mój komp się zepsuł, ****ę z rodziców, na którym mogę mieć tylko Sims 2
2. Nie mam dostępu do zdjęć z trójki.
Zrobię wam za to:
W poprzednich kulisach wyjaśniłam tylko, co się będzie działo w kolejnych odcinkach, a w tych poznacie dokładniej bohaterów. Zresztą przydają się czasami "kulisy sławy".
W drugich kulisach, jak już pisałam, spojrzymy pod lupę na bohaterów z każdej rodziny. Pierwsza rodzina.
VICVARE-CUSCUS , CZYLI SZALENI NARZECZENI
CZŁONKOWIE:
BEN
cechy: Szalony, Poczucie humoru, Arogant, Odważny, Charyzmatyczny
wiek: Młody dorosły
kim jest Ben: Ben to jeden z Szalonych Narzeczonych. Jak sama nazwa wskazuje, jest szalony. Lubi też żartować i się przechwalac. Jego wymarzone wakacje to Chiny. Nie boi się duchów i zajmuje się ich likwidowaniem. Dosyć fajny.
ADELAYE
cechy: Zła, Perfekcjonalistka, Szalona, Łatwo się zachwyca,Spostrzegawcza
wiek: Młoda dorosła
kim jest Adelaye: Narzeczona Bena. Adelaye to detektyw. Nie do końca uczciwy zresztą. Wszystko robi dobrze i powoli, ale lubi się czasem zabawić (jak Ben). Jest szalona i czasami nie wie, czego chce.
RODZINA KINGERFINT , CZYLI UPIORNE TRIO MATKA, SIOSTRA, SYN
CZŁONKOWIE
RUTHONYA
cechy: Zła, Złośliwa, Arogantka, Gderliwa
wiek:Dorosła
kim jest Ruthonya: Ruthonya w zasadzie jest dziwna. Uwielbia dokuczać innym, a szczególnie sławom. Niby dorosła, a jednak niedojrzała.
BEATRICE
cechy: Styl gwiazdy, Zła, Złośliwa, Gorąca głowa, Arogantka
wiek:Młoda dorosła
kim jest Beatrice: Beatrice podąża za sławą. Sama nielubi znanych, uwielbia skupiać na siebie uwagę paparazzich i innych osób. Nie rozumie, że nie jest sama na świecie. Jest siostrą Ruthonyi.
LUC
cechy:Gderliwy, Zły, Złośliwy, Arogant
wiek:Nastolatek
kim jest Luc: nie lepszy od rodzinki. Syn Ruth. Założył tą okropną spółkę, mającą na celu przeszkadzanie innym. Ma jednego przyjaciela, co jest dziwne, jak na rodzinę Kingerfint, która w zasadzie przyjaźni się między sobą. Czasami chce zaprzestać przeszkadzana innym. Wtedy się szybko otrząsa i jest jak przedtem.
fajna rodzinka, nie ma co.
Jakby były błędy składniowe, to krzyczeć a ja poprawię.
No więc mam troszkę czasu, który zaraz wykorzystam wiadomych celach :twisted:
W dzisiejszych kulisach weźmiemy pod lupę bohaterów obu rodzin.
Prawda, że lepiej?
To co podkreśliłam mogłabyś zastąpić innym wyrazem, przykłodowo - dzisiejszych, kolejnych itp.
Spojrzymy pod lupę to dosyć dziwny zwrot, nie sądzisz? Tak właściwie to takiego zwrotu się raczej nie powinno używać. Jeżeli już mówi się "weźmiemy pod lupę". Chiny to nie wakacje, lecz miejsce ich spędzania.
Weź to więc pod uwagę. Wg mnie lepiej brzmiałoby to tak:
Jego wymarzonym miejscem do spędzenia wakacji są Chiny.
I byłoby poprawniej. *moja polonistka bierze ciężki przedmiot i rusza w twoją stronę*
Co tu dużo mówić. Właściwie w opowiadaniach pisemnych nie używa się słowa "fajny". Chyba, że jest tam zawarty dialog pomiędzy nastolatkami. Gdybyś miała moją polonistkę, straciłabyś rękę
Synonimów do słowa fajny jest dosyć dużo.
Można tu wstawić słowa " zabawny " albo "ciekawa postać".
I to już brzmi lepiej niż "dosyć fajny" "Nie z czasownikami pis.zemy oddzielnie!!" Oj, tu to się posypie błędów.
Po pierwsze zdanie jest za długie!
Po drugie, fragment: która w zasadzie przyjaźni się między sobą...
Pytanie: Nie powinno tam być jeszcze słowa "tylko"??
Bo jeżeli przyjaźnią się między sobą, to co w tym dziwnego? I dlaczego w takim razie nie przyjaźnią się z innymi?
Propozycja:
Ma przyjaciela - [imię]. Może to wydawać się dziwne jak na członka rodziny Kingerfint, która właściwie potrafi przyjaźnić się tylko między sobą.
To zdanie też mi nie wyszło. Nie spodobał mi się końcowy fragment ale niech już tak zostanie.
Są jeszcze inne błędy, ale nie chciało mi się wypisywać ;p
Podsumowanie:
Opisując bohaterów w ten sposób, powinnaś stosować krótkie i treściwe zdania. To ma być jasne i do przeczytania, a nie długie i bez sensu.
Popatrz na prce innych forumowiczów. Polecam ci historię Ali i Naci. Nacia pis.ze prosto i jasno, a Ala tak..."wytwornie". Nie wiem jak to opisać, wiem, że stosuje bogate słownictwo.
A więc coś co cię zaskoczy:
MOJE OCZEKIWANIA CO DO NASTĘPNEGO ODCINKA:
*zdjęcia (Gimp, Photoscape lub po prostu użyj przyciska Tab, łatwiej ustawić kamerę)
*ZERO błędów lub ich minimalizacja (ale wolę to pierwsze)
*logika zdań (nie musisz stosować takich długich)
*śmieszność (na razie to śmieszne za bardzo nie jest)
*Niespodziewany zwrot akcji
*i to żeby mój post nie poszedł na marne
Dziękuję, do widzenia, pozdrawiam
Taliana
WAŻNE.
MÓJ KOMP WRÓCIŁ Z NAPRAWY. TO, CO TECHIK Z NIM ZROBIŁ, BYŁO OKROPNE. WYKASOWAŁ MI CAŁĄ PAMIĘĆ. NIE MIAŁAM NAWET INTERNETU. HISTORIĘ NA RAZIE ZAWIESZAM, PONIEWAŻ NIE MAM PODSTAWY OD TRÓJKI (JEST POŻYCZANA). JAK JUŻ JĄ KUPIĘ (MOŻE W TĘ NIEDZIELĘ) I ŚCIĄGNĘ ZE STUDIA SZALONYCH NARZECZONYCH I ZROBIĘ RODZINĘ KINGERFINT OD NOWA, OPOWIASTKA BĘDZIE TOCZYŁA SIĘ DALEJ.
Jak na razie gram dwójkową wersją rodziny, oto ona:
Nie z czasownikami oddzielnie??? To jak ja dostałam z dyktanda z "nie" 5 i nie zrobiłam żadnego błędu???
No to klops.
Twoja nauczycielka, albo nie wzięła okularów, albo ty pi.sz.e.sz tu inaczej niż na testach i dyktandach.