Nie spodziewałam się tego, że wy NA PRAWDĘ będziecie lubić tę historię. Bardzo wam dziękuję, jesteście fantastyczni!
Mama powiedziała, że ślub będzie za dwa tygodnie. Teraz ***** druhen na swój ślub. Oczywiście chce, żeby ja była jedną, ale nie może znaleźć drugiej w mniej więcej moim wieku. Na początku, kiedy się dowiedziałam o tym, że mama wychodzi za mąż, trochę się zdenerwowałam, ale właściwie, to teraz się cieszę. Będzie szczęśliwa, bo o to tu chodzi. Tak, więc mama potrzebowała jeszcze jednej druhny. Zaproponowałam Jess i mama natychmiast się zgodziła.
Po chwili rozmowy doszło do mnie, że przecież mama mieszka w Riverview. Jak ja i Jess dojedziemy na drugi koniec kraju? Zapytałam mamę, jak to rozwiążemy. Ale dowiedziałam się czegoś, co całkowicie zmienia postać rzeczy. Przeprowadza się do Bridgeport! Jej faceta widziałam tylko kilka razy. Okazuję się, że został awansowany na burmistrza, ale... Bridgeport. Mama będzie mieszkać w dzielnicy gwiazd. Nieźle! Za tydzień przeprowadzka, a za kolejny tydzień ślub. Tutaj jest bliżej rodzina, więc wolą tutaj zorganizować wesele.
Mama powiedziała, że jeszcze będzie dzwonić, bo teraz nie ma czasu rozmawiać. Szykuje przeprowadzkę. Było już bardzo późno. Ja i Jess pojechałyśmy do swoich domów. I właśnie tak oto siedzę sobie w salonie i oglądam jakiś nudny film. Ale właściwie jestem odłączona od rzeczywistości. Ciągle myślę o ślubie i mamie. Dawno też nie widziałam Roba. Ale najbardziej tęsknię za mamą. I może jak tutaj się przeprowadzi, zamieszkam z nią? Nawet bym chciała.
Musiałam przeczytać lekturę. Znowu okazało się, że nie jest tak późno, jak mi się zdawało. Ach to Bridgeport. Nie da mi spokoju. Ciągle się coś dzieje. Ale nie narzekam. Jest dobrze. Ale martwię się o tatę. Siedzi teraz w okopach, czy czymś na pustyni, dookoła wojna i śmierć. Martwię się o niego. Bo to przecież mój tato. Bardzo długo z nim mieszkałam. Mamy już nie było, miałam tylko jego. Wspierał mnie, kiedy miałam gorszy dzień, jak byłam chora, to się mną opiekował. Bardzo za nim tęsknię.
Położyłam się spać. Ciągle myślałam o mamie o tym wszystkim, co się dzieje. Ciotka wyjechała w trasę koncertową, wróci za siedem miesięcy, tato jest na wojnie, mama wychodzi za mąż i się przeprowadza... Ale ze mną nic się nie dzieje. Mandy zostaje taka, jaka była... no oprócz nowej (i świetnej) fryzury. Dobranoc...
Rano codzienna rutyna – próba wstania z łóżka i doprowadzenia się do ładu po całym tygodniu szkoły. W opakowaniu płatków znalazłam mały papierek. Okazało się, że wygrałam laptopa i jakąś książkę! Świetnie, jeszcze chyba nigdy nic nie wygrałam. Jak wygrywać, to już coś super! Nie miałam własnego komputera nigdy. Dziwne. Ale ciągle siedziałam na komputerze wspólnym, który kupił tato, więc to nie jest dla mnie jakaś "czarna magia".
Codziennie będę musiała spotykać się z mamą i pomagać organizować wesele. Będzie fantastycznie. Strasznie się cieszę, że w końcu będą oficjalnie małżeństwem. I na dodatek jej facet jest bardzo bogaty, więc z chęcią pożyczę im "Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!". A teraz gram z ciotką Ashley. Kiedy jest Nicole, nie możemy zazwyczaj grać, tylko pod jej nadzorem, a teraz możemy poszaleć. Ciotka po prostu troszczy się o swój sprzęt „domowy”. Ma też inny, z którego korzysta na występach.
Tydzień później...
Mama dzisiaj przyjeżdża! Przez ten tydzień ciągle dzwoniła i pytała co u mnie, co u Ashley i co u Jess. Mama jest teraz bardzo szczęśliwa. Słychać to w jej głosie. Dzisiaj wieczorem ma do mnie przyjść. Nie mogę się doczekać!
Nareszcie mama przyszła. Zmieniła się. Oczywiście z wyglądu, bo z charakteru jest taka sama - bardzo kochana. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Zdziwiła się, że teraz tak wyglądam, ale powiedziała, że jestem "piękna". Coś takiego dodaje skrzydeł. Nawet nie wiedziałam, że można kogoś tak kochać. Moja mama jest super. Niestety nie wzięła ze sobą Roba, ale to dlatego, że lecieli samolotem i nie mógł zasnąć, a teraz odsypia. Szkoda. Mama zaprosiła mnie na jutro do siebie. Powiedziała, że mnie oprowadzi po domu i spotkam się z Rob’em. Cudownie. Jutro mam wolne od szkoły, więc będziemy miały cały dzień na załatwianie spraw związanych ze ślubem.
Po jakimś czasie mama musiała niestety iść, a ja kłaść się spać. Jutro będzie cudownie. Zakupy, gadanie i takie tam... Nie mogę się doczekać!
Następnego dnia przyszła moja wygrana - laptop i książka. Nawet nie spojrzałam na okładkę - natychmiast odłożyłam na półkę. Już pół godziny później siedziałam na Facebook'u i słuchałam piosenek 30 Seconds To Mars - Mojego ulubionego zespołu.
Zadzwoniła Jess. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać. Przestaje mnie cieszyć przyjaźń z nią. Na początku było fantastycznie - ciągle gadałyśmy, ale teraz chyba wyczerpałyśmy tematy. Pomyślałam, że musimy na jakiś czas od siebie odpocząć.
Siedziałam i siedziałam... w pewnej chwili zorientowałam się, która jest godzina. 14:17!! Z mamą umówiłam się na 14:30, więc zostało mi mało czasu. Szybko pobiegłam na górę i doprowadziłam się do ładu. Wybiegłam z mieszkania nawet nie mówiąc nic ciotce Ashley, ale ona chyba wiedziała, że mam spotkać się z mamą.
Miałyśmy spotkać się w tym sklepie. Kiedy dojechałam na miejsce, mamy jeszcze nie było. Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na zegarek - była 14:32. Przyznam, że szybko się wybrałam! Pomyślałam, że najwidoczniej muszę trochę poczekać na mamę. No trudno.
Około pół godziny później mama przyszła. Przeprosiła za spóźnienie, które wytłumaczyła tym, że Rob jest chory. Nie widziałam braciszka już bardzo długo. Najwidoczniej dalej mam się z nim nie widywać. Weszłyśmy z mamą do sklepu, bo przecież musimy wybrać jej suknię ślubną!
Sz.uk.ałyśmy długo. Mama nie mogła na żadną się zdecydować. Nareszcie znalazła tę jedyną suknię ślubną. Była piękna. Widziałam, że mama rozpłakała się ze wzruszenia. To urocze.
Później mama postanowiła, że musimy kupić coś jeszcze mi. Między innymi su.ki.en.kę, bo przecież będę druhną. Przymierzyłam dwie i to ta druga okazała się tym, czego sz.uk.ałyśmy. Czy nie wyglądam pięknie?
Mama powiedziała, że musimy kupić sobie jeszcze inne ubrania. Ja kupiłam kilka bluzek, i innych rzeczy, a mama kolczyki. Później trochę pogadałyśmy. Oczywiście mama nie schodziła z tematu ślubu. Mnie to już zaczęło męczyć, ale cóż. Mama jest szczęśliwa, to ja też muszę być.
Poszłyśmy do restauracji, przy której dowiedziałam się o ślubie. I stało się coś, czego spodziewałam się od przeprowadzki. Zobaczyłam go. Chłopaka, który mi natychmiast wpadł w oko. Wyglądał na trochę starszego. Jego wygląd mnie i intrygował i zadziwiał. Mama ciągle mówiła o ślubie, a ja nie słyszałam nic. Ciągle na niego patrzyłam. Poczułam coś, czego nie czułam nawet wtedy, kiedy poznałam Tom'a. To piękne uczucie zwane zauroczeniem.
Widziałam, jak siedział na ławce. Sam. Chyba jest wolny. Mam nadzieję, bo mi się strasznie podoba. Chociaż on i tak nie zwróci na mnie uwagi, a ja nie zagadam do niego, bo jestem zbyt nieśmiała. Nie wiem, co zrobię, ale muszę z nim chociaż porozmawiać!
Naciu ... albo lepiej Summerdream ładniej brzmi historia cudowna, cieszę się, że używasz kodu na brak dymków, bo one psuły by wszystkie zdjęcia, jeszcze raz powtarzam historia SUPER
Na początek wyjątkowo chcę coś napisać. Od 14.11.2009r nie mogłam NIC pobierać ze Store, a z Giełdy Wymiany tylko za pomocą 'zapisz plik'. Tak oto dzisiaj - mogę! Nie ma to nic wspólnego z Mandy, ale strasznie się cieszę i lubię się dzielić moim szczęściem (a właściwie powodami do niego).
Następna sprawa. Ponieważ kilka osób z forum mnie zdenerwowało nie będę już prawie tutaj siedzieć. Prawie - bo "Z pamiętnika Mandy Green" pisać będę dalej. Jak coś zacznę, to łatwo się nie poddaję.
I jeszcze jedno - nie było dawno nowej części i kolejna też pewnie szybko się nie pojawi. Mam oprócz pisania tej historii inne zajęcia, więc zrozumcie, że moje życie się wokół tego nie kręci i nie mogę robić tylko tego. To jest przyjemność, ale zależy, jaki odcinek ****ę. Może kiedyś opowiem bardziej wylewnie na temat produkcji "Z pamiętnika Mandy Green". Ale nie dzisiaj.
Siedziałyśmy z mamą trochę długo. Na tyle, żebym rozmyśliła się. Ten facet dalej mi się podoba, ale nie mam teraz na nich czasu i na dodatek wygląda na starszego. O przynajmniej kilka lat. Zapomnę o nim. Musiałam się już żegnać z mamą, bo chciałam jeszcze dzisiaj pokazać Jess *******ę, jaką będzie miała na ślubie. No i muszę się z nią spotkać!
Nie miałam ochoty do niej iść, więc po nią zadzwoniłam. Powiedziała, że będzie za godzinę, bo teraz nie może i się rozłączyła. Nie będę się jej pytać, o co chodziło, bo to pewnie sprawa prywatna, a ja czasami boję się schodzić na takie tematy. Taka jestem.
Teraz muszę czekać. Nienawidzę czekać, jestem strasznie niecierpliwa. Postanowiłam posiedzieć i pooglądać telewizję, bo dawno nie oglądałam. Oczywiście nic nowego nie ma. Zauważyłam, że odkąd mieszkam w mieście ciągle jestem rozdrażniona i nawet arogancka się zrobiłam, co mnie przeraża, bo zawsze byłam miłą i skromną dziewczyną ze wsi. Znowu przeklinam to miasto!!
Jess przyszła i powiedziała, żebym natychmiast pokazała jej su.kie.nkę, bo już nie może się doczekać. Poszłyśmy na górę i obie się przebrałyśmy. Czy nie wyglądamy zjawiskowo?
Jess była u mnie tylko chwilkę, bo powiedziała, że (znowu) idzie do fryzjera. Ona ciągle do niego chodzi! Można by było pomyśleć, że pewnie pracuje tam jakiś ładny chłopak.. ale nie. Więc nie wiem, dlaczego co kilka dni tam chodzi. Jest już późno. Chyba idę spać.
Rano pomyślałam, że wyjdę na miasto i rozejrzę się za jakąś kwiaciarnią, bo mama kazała mi się zająć kwiatami na ślub. Chodziłam, chodziłam.. i nie mogłam znaleźć.
Nareszcie znalazłam. "Kwiaty od taty" - nazwa denna, ale powinni potrafić zrobić kilka ładnych bukietów. Weszłam i poczułam swąd spalonego plastiku. Popatrzyłam na lampę - nie wyglądała na nową i na taką, która nie ma zamiaru wybuchnąć. Podeszłam do lady, za którą w mgnieniu oka pojawiła się starsza pani w okularach.
Załatwiłam wszystko, mama powinna być zadowolona. Przynajmniej ja byłam. Szłam sobie miastem, które nie wydawało mi się już tak obce jak wczoraj.
(Prawie) Tydzień później...
Jutro mama ponownie wychodzi za mąż. Nawet nie zdążyłam poznać dobrze jej wybranka. Pewnie zdążę na ślubie, ale wtedy może być za późno. Wiem tylko to, że jest bogaty i że jest politykiem. Czyli chyba wszystko, co jest najważniejsze.
Postanowiłam odwiedzić mamę, ale po drodze spotkałam osobę, której nie spodziewałam się w takim dużym mieście. Sammy!!
Komentarz
Mama powiedziała, że ślub będzie za dwa tygodnie. Teraz ***** druhen na swój ślub. Oczywiście chce, żeby ja była jedną, ale nie może znaleźć drugiej w mniej więcej moim wieku. Na początku, kiedy się dowiedziałam o tym, że mama wychodzi za mąż, trochę się zdenerwowałam, ale właściwie, to teraz się cieszę. Będzie szczęśliwa, bo o to tu chodzi. Tak, więc mama potrzebowała jeszcze jednej druhny. Zaproponowałam Jess i mama natychmiast się zgodziła.
Po chwili rozmowy doszło do mnie, że przecież mama mieszka w Riverview. Jak ja i Jess dojedziemy na drugi koniec kraju? Zapytałam mamę, jak to rozwiążemy. Ale dowiedziałam się czegoś, co całkowicie zmienia postać rzeczy. Przeprowadza się do Bridgeport! Jej faceta widziałam tylko kilka razy. Okazuję się, że został awansowany na burmistrza, ale... Bridgeport. Mama będzie mieszkać w dzielnicy gwiazd. Nieźle! Za tydzień przeprowadzka, a za kolejny tydzień ślub. Tutaj jest bliżej rodzina, więc wolą tutaj zorganizować wesele.
Mama powiedziała, że jeszcze będzie dzwonić, bo teraz nie ma czasu rozmawiać. Szykuje przeprowadzkę. Było już bardzo późno. Ja i Jess pojechałyśmy do swoich domów. I właśnie tak oto siedzę sobie w salonie i oglądam jakiś nudny film. Ale właściwie jestem odłączona od rzeczywistości. Ciągle myślę o ślubie i mamie. Dawno też nie widziałam Roba. Ale najbardziej tęsknię za mamą. I może jak tutaj się przeprowadzi, zamieszkam z nią? Nawet bym chciała.
Musiałam przeczytać lekturę. Znowu okazało się, że nie jest tak późno, jak mi się zdawało. Ach to Bridgeport. Nie da mi spokoju. Ciągle się coś dzieje. Ale nie narzekam. Jest dobrze. Ale martwię się o tatę. Siedzi teraz w okopach, czy czymś na pustyni, dookoła wojna i śmierć. Martwię się o niego. Bo to przecież mój tato. Bardzo długo z nim mieszkałam. Mamy już nie było, miałam tylko jego. Wspierał mnie, kiedy miałam gorszy dzień, jak byłam chora, to się mną opiekował. Bardzo za nim tęsknię.
Położyłam się spać. Ciągle myślałam o mamie o tym wszystkim, co się dzieje. Ciotka wyjechała w trasę koncertową, wróci za siedem miesięcy, tato jest na wojnie, mama wychodzi za mąż i się przeprowadza... Ale ze mną nic się nie dzieje. Mandy zostaje taka, jaka była... no oprócz nowej (i świetnej) fryzury. Dobranoc...
Rano codzienna rutyna – próba wstania z łóżka i doprowadzenia się do ładu po całym tygodniu szkoły. W opakowaniu płatków znalazłam mały papierek. Okazało się, że wygrałam laptopa i jakąś książkę! Świetnie, jeszcze chyba nigdy nic nie wygrałam. Jak wygrywać, to już coś super! Nie miałam własnego komputera nigdy. Dziwne. Ale ciągle siedziałam na komputerze wspólnym, który kupił tato, więc to nie jest dla mnie jakaś "czarna magia".
Codziennie będę musiała spotykać się z mamą i pomagać organizować wesele. Będzie fantastycznie. Strasznie się cieszę, że w końcu będą oficjalnie małżeństwem. I na dodatek jej facet jest bardzo bogaty, więc z chęcią pożyczę im "Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!". A teraz gram z ciotką Ashley. Kiedy jest Nicole, nie możemy zazwyczaj grać, tylko pod jej nadzorem, a teraz możemy poszaleć. Ciotka po prostu troszczy się o swój sprzęt „domowy”. Ma też inny, z którego korzysta na występach.
Tydzień później...
Mama dzisiaj przyjeżdża! Przez ten tydzień ciągle dzwoniła i pytała co u mnie, co u Ashley i co u Jess. Mama jest teraz bardzo szczęśliwa. Słychać to w jej głosie. Dzisiaj wieczorem ma do mnie przyjść. Nie mogę się doczekać!
Nareszcie mama przyszła. Zmieniła się. Oczywiście z wyglądu, bo z charakteru jest taka sama - bardzo kochana. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Zdziwiła się, że teraz tak wyglądam, ale powiedziała, że jestem "piękna". Coś takiego dodaje skrzydeł. Nawet nie wiedziałam, że można kogoś tak kochać. Moja mama jest super. Niestety nie wzięła ze sobą Roba, ale to dlatego, że lecieli samolotem i nie mógł zasnąć, a teraz odsypia. Szkoda. Mama zaprosiła mnie na jutro do siebie. Powiedziała, że mnie oprowadzi po domu i spotkam się z Rob’em. Cudownie. Jutro mam wolne od szkoły, więc będziemy miały cały dzień na załatwianie spraw związanych ze ślubem.
Po jakimś czasie mama musiała niestety iść, a ja kłaść się spać. Jutro będzie cudownie. Zakupy, gadanie i takie tam... Nie mogę się doczekać!
Wesołych Świąt!
Muszę.. muszę czytać! Nie ma nic nowego!
Szybko! Bez twojego opowiadania forum jest gorsze!
Oby tak dalej, czekam na kolejne!
Następnego dnia przyszła moja wygrana - laptop i książka. Nawet nie spojrzałam na okładkę - natychmiast odłożyłam na półkę. Już pół godziny później siedziałam na Facebook'u i słuchałam piosenek 30 Seconds To Mars - Mojego ulubionego zespołu.
Zadzwoniła Jess. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać. Przestaje mnie cieszyć przyjaźń z nią. Na początku było fantastycznie - ciągle gadałyśmy, ale teraz chyba wyczerpałyśmy tematy. Pomyślałam, że musimy na jakiś czas od siebie odpocząć.
Siedziałam i siedziałam... w pewnej chwili zorientowałam się, która jest godzina. 14:17!! Z mamą umówiłam się na 14:30, więc zostało mi mało czasu. Szybko pobiegłam na górę i doprowadziłam się do ładu. Wybiegłam z mieszkania nawet nie mówiąc nic ciotce Ashley, ale ona chyba wiedziała, że mam spotkać się z mamą.
Miałyśmy spotkać się w tym sklepie. Kiedy dojechałam na miejsce, mamy jeszcze nie było. Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na zegarek - była 14:32. Przyznam, że szybko się wybrałam! Pomyślałam, że najwidoczniej muszę trochę poczekać na mamę. No trudno.
Około pół godziny później mama przyszła. Przeprosiła za spóźnienie, które wytłumaczyła tym, że Rob jest chory. Nie widziałam braciszka już bardzo długo. Najwidoczniej dalej mam się z nim nie widywać. Weszłyśmy z mamą do sklepu, bo przecież musimy wybrać jej suknię ślubną!
Sz.uk.ałyśmy długo. Mama nie mogła na żadną się zdecydować. Nareszcie znalazła tę jedyną suknię ślubną. Była piękna. Widziałam, że mama rozpłakała się ze wzruszenia. To urocze.
Później mama postanowiła, że musimy kupić coś jeszcze mi. Między innymi su.ki.en.kę, bo przecież będę druhną. Przymierzyłam dwie i to ta druga okazała się tym, czego sz.uk.ałyśmy. Czy nie wyglądam pięknie?
Mama powiedziała, że musimy kupić sobie jeszcze inne ubrania. Ja kupiłam kilka bluzek, i innych rzeczy, a mama kolczyki. Później trochę pogadałyśmy. Oczywiście mama nie schodziła z tematu ślubu. Mnie to już zaczęło męczyć, ale cóż. Mama jest szczęśliwa, to ja też muszę być.
Poszłyśmy do restauracji, przy której dowiedziałam się o ślubie. I stało się coś, czego spodziewałam się od przeprowadzki. Zobaczyłam go. Chłopaka, który mi natychmiast wpadł w oko. Wyglądał na trochę starszego. Jego wygląd mnie i intrygował i zadziwiał. Mama ciągle mówiła o ślubie, a ja nie słyszałam nic. Ciągle na niego patrzyłam. Poczułam coś, czego nie czułam nawet wtedy, kiedy poznałam Tom'a. To piękne uczucie zwane zauroczeniem.
Widziałam, jak siedział na ławce. Sam. Chyba jest wolny. Mam nadzieję, bo mi się strasznie podoba. Chociaż on i tak nie zwróci na mnie uwagi, a ja nie zagadam do niego, bo jestem zbyt nieśmiała. Nie wiem, co zrobię, ale muszę z nim chociaż porozmawiać!
Jak zwykle super, chociaż przydałby się jakiś zwrot akcji. Może nas czymś zaskoczysz moja imienniczko?
Weronika chce więcej!
Mandy zawsze będzie exstra:)
Następna sprawa. Ponieważ kilka osób z forum mnie zdenerwowało nie będę już prawie tutaj siedzieć. Prawie - bo "Z pamiętnika Mandy Green" pisać będę dalej. Jak coś zacznę, to łatwo się nie poddaję.
I jeszcze jedno - nie było dawno nowej części i kolejna też pewnie szybko się nie pojawi. Mam oprócz pisania tej historii inne zajęcia, więc zrozumcie, że moje życie się wokół tego nie kręci i nie mogę robić tylko tego. To jest przyjemność, ale zależy, jaki odcinek ****ę. Może kiedyś opowiem bardziej wylewnie na temat produkcji "Z pamiętnika Mandy Green". Ale nie dzisiaj.
Siedziałyśmy z mamą trochę długo. Na tyle, żebym rozmyśliła się. Ten facet dalej mi się podoba, ale nie mam teraz na nich czasu i na dodatek wygląda na starszego. O przynajmniej kilka lat. Zapomnę o nim. Musiałam się już żegnać z mamą, bo chciałam jeszcze dzisiaj pokazać Jess *******ę, jaką będzie miała na ślubie. No i muszę się z nią spotkać!
Nie miałam ochoty do niej iść, więc po nią zadzwoniłam. Powiedziała, że będzie za godzinę, bo teraz nie może i się rozłączyła. Nie będę się jej pytać, o co chodziło, bo to pewnie sprawa prywatna, a ja czasami boję się schodzić na takie tematy. Taka jestem.
Teraz muszę czekać. Nienawidzę czekać, jestem strasznie niecierpliwa. Postanowiłam posiedzieć i pooglądać telewizję, bo dawno nie oglądałam. Oczywiście nic nowego nie ma. Zauważyłam, że odkąd mieszkam w mieście ciągle jestem rozdrażniona i nawet arogancka się zrobiłam, co mnie przeraża, bo zawsze byłam miłą i skromną dziewczyną ze wsi. Znowu przeklinam to miasto!!
Jess przyszła i powiedziała, żebym natychmiast pokazała jej su.kie.nkę, bo już nie może się doczekać. Poszłyśmy na górę i obie się przebrałyśmy. Czy nie wyglądamy zjawiskowo?
Jess była u mnie tylko chwilkę, bo powiedziała, że (znowu) idzie do fryzjera. Ona ciągle do niego chodzi! Można by było pomyśleć, że pewnie pracuje tam jakiś ładny chłopak.. ale nie. Więc nie wiem, dlaczego co kilka dni tam chodzi. Jest już późno. Chyba idę spać.
Rano pomyślałam, że wyjdę na miasto i rozejrzę się za jakąś kwiaciarnią, bo mama kazała mi się zająć kwiatami na ślub. Chodziłam, chodziłam.. i nie mogłam znaleźć.
Nareszcie znalazłam. "Kwiaty od taty" - nazwa denna, ale powinni potrafić zrobić kilka ładnych bukietów. Weszłam i poczułam swąd spalonego plastiku. Popatrzyłam na lampę - nie wyglądała na nową i na taką, która nie ma zamiaru wybuchnąć. Podeszłam do lady, za którą w mgnieniu oka pojawiła się starsza pani w okularach.
Załatwiłam wszystko, mama powinna być zadowolona. Przynajmniej ja byłam. Szłam sobie miastem, które nie wydawało mi się już tak obce jak wczoraj.
(Prawie) Tydzień później...
Jutro mama ponownie wychodzi za mąż. Nawet nie zdążyłam poznać dobrze jej wybranka. Pewnie zdążę na ślubie, ale wtedy może być za późno. Wiem tylko to, że jest bogaty i że jest politykiem. Czyli chyba wszystko, co jest najważniejsze.
Postanowiłam odwiedzić mamę, ale po drodze spotkałam osobę, której nie spodziewałam się w takim dużym mieście. Sammy!!