Cz.1
Był słoneczny, piękny dzień.
W południe zadzwonił dzwonek do drzwi.
Otworzyłem. Nikogo nie było.
Dziwne. -Pomyślałem.
Poszedłem do salonu i włączyłem telewizor.
Znowu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Lekko zdenerwowany poszedłem otworzyć. Znów nikogo nie było. Poszedłem do salonu, przeżyłem szok! Wszystkie meble były przestawione.
Co jest. -Powiedziałem lekko podenerwowany. Chciałem wyjść szybko na dwór, ale drzwi były zamknięte. Wystraszyłem się. Obejrzałem się za siebie i... upadłem.
Czy ja żyje? -Pomyślałem. Bolała mnie głowa, gdy otwarłem oczy widziałem jedynie białe światło które robiło się coraz ciemniejsze.
Słyszałem jak ktoś mówił:
-Myślisz że wypełni misje?
-Tak, jakby miał nie wypełnić to Pan Kobertty nie kazał by go porwać.
-Masz rację.
Dalej już nic nie słyszałem, opuściłem głowę, i zasnąłem.
Cz.2
Obudziłem się nadal z bólem głowy. Nie wiedziałem, co mam robić.
-Co z nim zrobić? -Usłyszałem.
-Nie wiem, poczekajmy na rozkazy Pana Kobertty.
-Kto to ten Pan Kobertty? -Pomyślałem.
Nagle rozległ się dźwięk. Usłyszałem nowy głos mówiący:
"Dajcie go do Hybertonera." -Co to zaś jest? -Pomyślałem. Nagle coś, na czym leżałem ruszyło się i pojechało do przodu. Wystraszyłem się. Wjechałem do jakiejś tuby.
Pojawiło się niebieskie światło, i...
Cz.3
Nic. Wyjechałem z tuby, "łóżko" się zatrzymało. Podszedł do mnie jakiś facet.
Powiedział do mnie spokojnym, miłym głosem, abym wstał. Zrobiłem to, co kazał. Podszedł do mnie jakiś bardzo napakowany facet. Był to sam Pan Kobertty. Stał chwilę cicho, po czym powiedział ciężkim głosem:
"Jestem Koberttym, to chyba już wiesz. Mam na imię John. Mów tak do mnie, ponieważ masz misję do wypełnienia, i poznalibyśmy się i tak z czasem." Zaprowadził mnie do centrum dowodzenia i wyjaśnił na czym polegała ta misja:
"Masz włamać się do centrum dowodzenia wroga." Spytałem się czemu w ogóle ja. On spytał się czy mój ojciec pracował w wojsku. To wszystko wyjaśniło, bo pracował...
Mówił dalej:
"Wiemy że jesteś dobrym hackerem."
Skąd? -Spytałem.
Odpowiedział:
"Bo masz wstęp do klubów dla gwiazd." Racja, parę razy pozmieniałem listę VIPów...
Cz.4
Dobra, co mam robić? -Spytałem.
-Idź do swojego pokoju.
-Czyli do tego czegoś, na czym leże?
-Nie, George cię zaprowadzi do pokoju.
-Super! Mam pokój! Jest tam tv?
-Jesteśmy w kosmosie...
-Tak??? Ale ekstra.
-Uważaj, bo się podniecisz*.
-Dobra, idę.
-George, zaprowadź Michała do pokoju.
-Dobrze. -Powiedział George.
Zaprowadził mnie do pokoju. Miałem tam wielkie okno, skąd mogłem podziwiać kosmos.
Rozebrałem się do naga, ponieważ chciałem iść spać, a było tam okropnie gorąco. Nagle alarm nad drzwiami włączył się. Wpadł do pokoju Pan Kobertty. Stałem przodem do drzwi, całkiem nagi. Pan Kobertty podbiegł do mnie i powiedział abym się nie ubierał, tylko biegł za nim.
0
Komentarz