Od autorki: Jest to historia oparta na filmie "Królowa Potępionych". Czasami będę dodawać zdjęcia, a czasami nie. To tyle. Czytajcie!
Carmen *****ła książki po całej bibliotece, ale nie mogła jej znaleźć. Nagle patrzy: jest! Pod stertą starych książek leżało jej ulubione romansidło. Jednak próba wyjęcia go nie była taka łatwa, bo wszystko na nią runęło. Nie miała ochoty na rozmowy ze wściekłym bibliotekarzem, więc szybko zaczęła ustawiać książki z powrotem na półkę. Jednak jedna była inna. Musiała być na prawdę stara, bo gdy Carmen ją otworzyła poleciało trochę kurzu i ujrzała ozdobne pismo jak sprzed wieków. Szybko zapomniała o swojej książce. Zaczęła czytać jej zdaniem - prastarą księgę. Nie miała pojęcia o czym ona jest, nie było pieczątki bibliotecznej, więc ta książka nie należała do biblioteki, ale czuła, że musi ją przeczytać. Carmen chłonęła każde słowo z książki jak gąbka. Książka była dziennikiem... wampira. Dziewczyna usłyszała kroki bibliotekarza zmierzającego w jej stronę. Szybko schowała dziennik do torby i wyszła bez słowa. Gdy tylko wróciła do domu wyciągnęła książkę i zaczęła czytać. Czytała, zapominając o całym świecie. Rankiem, gdy skończyła swą "lekturę" jej podejście do świata się diametralnie zmieniło. Książka ta zawierała opis wyglądu wampirów, ich przystosowania i całą masę informacji o nich. Carmen była przerażona tym, że w każdej chwili mogła zostać ukąszona, ale postanowiła nie panikować. "A jeśli jakiś z moich znajomych jest wampirem?" - wyszeptała drżącym głosem. Była wystawiona na niebezpieczeństwo. Ale czuła pragnienie dowiedzenia się więcej. Postanowiła odszukać wampira...
0
Komentarz
Jedno ale: często powtarzasz te same wyrazy. Przydały by się synonimy. A tak poza tym, to czekam na ciąg dalszy. Świetne opowiadanie ; )
Ale dziękuję za szczere słowa
A zamiast synonimu może być "istota"
Zamiast wampir może być też krwiopijca.
Tak - jej wybawcą był autor księgi.
- Dlaczego mnie uratowałeś?
- Nie myśl, że się o Ciebie troszczę. My, wampiry nie mamy uczuć. Tylko nienawiść. Chcę odzyskać księgę.
- Nie wiem, o czym mówisz.
- Oddaj mi ją!
- Dobrze, ale jak powiesz mi coś jeszcze o wampirach.
- To nie ty tutaj będziesz ustalać warunki!
- Owszem będę.
- Chcesz zginąć?
Na te słowa Carmen uświadomiła sobie, że z nim nie ma żartów.
- Oddam Ci księgę.
- Dobra dziewczynka - powiedział wampir głosem pełnym pogardy.
Arkess poszedł w ciemną uliczkę a dziewczyna za nim. Po chwili byli na miejscu. Stara upiorna kamienica stała ostatkiem sił. Widać było, że musi być bardzo stara. Carmen szła za wampirem wąskim korytarzykiem. Co chwilę spadał na nią jakiś zabłąkany pająk ******ący szybszego środka transportu niż jego krótkie sześć nóżek. Po wdrapywaniu się na bodajże ósme piętro weszli do mieszkania. Było tam ciemno i ponuro. Jedynym źródłem światła był stary kominek. Arkess wskazał na fotel, a Carmen potulnie jak baranek usiadła na nim. Po chwili na sąsiednim siedzeniu osiadł także on sam.
- Co chcesz wiedzieć?