Tutaj umieszczę historię mojej simki - Savannah Even.
Savannah była typową kobietą s.u.k.c.e.s.u - mieszkała w pięknej willi, miała wielu znajomych, urodę i mnóstwo pieniędzy. Dla przeciętnego sima byłby to szczyt szczęścia. Ale niestety nie dla niej.

Spędzając godziny marzyła o życiu pełnym przygód. Śniła o dalekich podróżach w nieznane, o innym simie, który by ją zrozumiał...
Pewnego dnia została zaproszona na "typowe" przyjęcie dla urzędasów. Z pozoru niewinna rozmowa otworzyła jej drzwi do nowego świata - Diana, jej współpracowniczka powiedziała, że chyba może załatwić dla niej wycieczkę, na której odpocznie i poczuje się jak w swoich marzeniach. Savannah bez zastanowienia powierzyła jej zastępstwo w firmie i wzięła namiary do organizatora wyprawy.

Miejsce spotkania wydało jej się dość dziwne: Melina w sam raz dla bandy chuliganów, ale za bardzo chciała się wyrwać z otaczającego ją świata, że nawet nie pomyślała o powrocie do domu.

Weszła i zobaczyła grono niepokojących typów. Wzrokiem poszukała tego, który miał jej zagwarantować wspaniały wypoczynek i...ciąg dalszy nastąpi.
Proszę o szczere komentarze do historii.
Komentarz
Po chwili znalazła sima ubranego w podarte dżinsy i czarną koszulę. Gestem ręki zaprosił ją do swojego stolika przy ścianie. Rozpoczął rozmowę:
-Witam piękną panią w naszych skromnych progach, w czym pomóc? - jego głos był lekko drwiący i nieprzyjemny.
- Znajoma powiedziała mi, że umiesz załatwić mi wakacje pełne przygód, takie, na których nie będzie mi towarzyszył reporter z Towarzystwa niezniszczalnych przedsiębiorstw czy jakiś wścibski detektyw ******ący rewelacji. - Savannah starała się mówić pewnie, ale nie było to łatwe, bo co chwilę czuła spojrzenia złoczyńców siedzących naprzeciw i obmyślających jakiś spisek.
- Tak, tak...Mam kwaterę w Egipcie na odludziu, więc mógłbym Ci ją wypożyczyć na jakiś czas...oczywiście za rozsądną sumę. Powiedzmy jakieś 8 tysięcy.
Savannah nawet nie rozważając propozycji wyciągnęła z torebki gotówkę i wręczyła jegomościowi. Ten z uśmiechem obejrzał plik pieniędzy i wyciągnął z brudnej saszetki bilet na samolot.
- Proszę. - powiedział i podał jej świstek. - przyjdź na lotnisko jutro około jedenastej, będę czekał.
- Dziękuję i do widzenia!
Savannah energicznym rokiem podążyła w stronę wyjścia. Gdy była już w samochodzie uważnie obejrzała bilet. Napisy były po arabsku, więc nic nie rozumiała. Schowała go głęboko do torby i włączyła silnik. Musiała być szybko w domu, aby zdążyć spakować walizkę.
(zdjęcia dam później)CDN
Savannah wkładała walizę do samochodu. Jak najszybciej chciała się dostać na lotnisko. Zapaliła silnik i ruszyła.
Gdy znalazła się tuż pod portem lotniczym znalazła "organizatora". Był tak samo ubrany jak wczoraj. Gdy podeszłą do niego powitał ją udawaną grzecznością:
-Witam panią. Do odlotu samolotu mamy jeszcze trochę czasu, więc może pójdziemy na trochę w jakieś mniej uczęszczane miejsce?
-No...ale dlaczego? - Savannah uznała za stosowne zapytać go o powód odejścia z lotniska.
-Dałbym pani kluczyki do mojej kwatery, mógłbym pani o.p.o.w.i.e.d.z.i.e.ć o miejscowych i takie tam...- starał się utrzymać spokojny ton głosu.
- Dobrze, więc chodźmy - znów zwyciężyła chęć o.p.u.s.z.c.e.n.i.a miasta i udania się na wakacje.
Szli w stronę o.p.u.s.z.c.o.n.e.g.o, slumsowego osiedla. Savannah przestraszyła się trochę, w końcu to było naprawdę upiorne miejsce. Jej towarzysz przystanął.
-Dlaczego stajemy? - Savannah coś nakazywało trzymać się na baczności.
-Zaraz się pani dowie - powiedział z sarkazmem i wybuchną nieprzyjemnym śmiechem.
Z za ruin kamiennicy wyszli trzej złoczyńcy, których widziała wczoraj. Jeden trzymał w ręku sztylet. Savannah spanikowała. Zaczęła krzyczeć i chciała uciec, ale przestępcy zagrodzili jej drogę ucieczki. "Organizator" nadal się śmiać.
Ciąg dalszy nastąpi.
Mi chodziło,że krótkie części
Savannah nic nie czuła, bezwładnie leżała ni ziemi. Niewiele pamiętała z ostatnich kilku godzin...a może dni? Straciła rachubę czasu i nawet nie wiedziała czy jest dzień czy noc.
W pewnej chwili coś się stało. W jej ciele jakby zaczął się tlić malutki płomień nadziei. Była przekonana, że to koniec, a w tym momencie wszystkie obawy zniknęły. Poczuła się nagle lekka i wolna. Dziwna siła kazała jej wstać. I wstała! Savannah myślała, że to sen - że nie została oszukana przez złoczyńców, że nikt nie wbił jej noża w serce, że wcale nie leżała nieprzytomna przy ruinach kamiennicy.
Odzyskała świadomość i zmysły. Spojrzała na siebie i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Była w pięknej, białej sukni, a na placach znajdowała się para skrzydeł.
I wtedy wszystko stało się jasne - ona umarła i wróciła, ale jako anioł. Szybkim korkiem skierowała się do domu. Odkryła, że może biec z prędkością samochodu. Będąc przy swojej parceli poczuła ukłucie żalu - na drzwiach wisiała tabliczka "Na sprzedaż". Dokładnie obejrzała taras, drzwi wejściowe, kwiaty i schody. Łza spłynęła jej po policzku. Nie umiała cieszyć się z tego za życia.
Za domem jedna rzecz zwróciła jej uwagę, a był to grób, jej grób. Podeszła do niego i przeczytała epitafium. Jej uwagę przykuły też kwiaty - róża w szklanym wazonie. Nie wiedziała, kto je tu postawił, ale na pewno musiała ich uświadomić, że żyje...w pewnym sensie.
Zaczęła s.z.u.k.a.ć telefonu. Zawsze miała go w kieszeni, ale teraz przecież była aniołem i nie mogła zadzwonić do znajomych. Postanowiła więc ich osobiście odwiedzić.
CDN.
**** dalej jak będziesz mogła.