Budzę się. Jak zawsze niewyspana. Kolejna nieprzespana noc. Otwieram oczy. Widocznie jestem tu już długo, są przyzwyczajone do ciemności.
- Chrrr..
Dziwny dźwięk wyrywa mnie z sennego odrętwienia.
Dopiero teraz dociera do mnie, że to nie mój samochód. Nie, w nim nigdy nie było słychać tylu odgłosów. Co najwyżej radio, lub dźwięki z lasu.
Jest mi tu nad wyraz dobrze. Ciepło. Miękko. Ale nie czuję się bezpieczna. Wiem, że mogę być gdziekolwiek.
Spoglądam w prawo. Nie wstaję, leżę. Zmęczenie daje o sobie znać, nawet odwrócenie głowy jest męczące. Widzę łóżko. Na nim leży dość gruby mężczyzna. Chrapie. Ugh.. Gdzie ja jestem?
Z wielkim wysiłkiem rozglądam się dookoła. Jestem w jakimś pomieszczeniu. Nie widzę podłogi, ale wiem, że ściany są białe. Na lewo ode mnie jest jeszcze jedno łóżko, tym razem puste. Jest też tam okno, przez które wlewa się do pokoju blask księżyca i gwiazd. Nie jest tu tak jasno jak na dworze, aż mam ochotę wstać i wyjść, pomimo bólu.
Zdegustowana brakiem wolności spoglądam na swoje ręce. Widząc żyłę wbitą w prawą rękę zbiera mi się na wymioty. Przypomina mi to moją dawną tragedię..
Pikanie, na które wcześniej nie zwracałam uwagi, przyspiesza. Pik. Pik. Pik.
Nagle drzwi od pokoju otwierają się i ktoś wbiega do środka ..
xxx
Czekanie w poczekalni strasznie mi się dłuży. Tak, mam cukierki od taty, ale ile można tylko jeść słodycze? Najchętniej bym już poszła, ale .. ale .. Ale jeśli istnieje podejrzenie, że ta dziewczyna to Ewa, może lepiej, jeśli poczekam.
Wiem, że policja już sprawdza, kim ona jest. Ale dlaczego ta dziewczyna jeszcze śpi?
Myślenie mi nie sprzyja. Jestem śpiąca, wiem, że już późno.
Walczę z sennością, ale na próżno. Ostatecznie zasypiam, z myślą: Dalej, wstawaj! Obudź się wreszcie i udowodnij mi, że nią jesteś!
Następne co widzę to sen o króliczkach, choć nadal mam świadomość tego co dookoła mnie się dzieje.. Co jest?
Dziękuję za miłe komentarze ; )
Agusia128 - nie martw się, gdy już ostatecznie zadecyduję o końcu historii, poinformuję o tym ^
Tym razem tylko jedna postać opowiada. W następnych rozdziałach już będzie po staremu, ale dzisiaj bez "xxx", ze względu na chwilowy zanik weny twórczej, jak i moje lenistwo .. xD
Rozdział dwunasty
30.01.2010 23:30
Słyszę krzyk i odruchowo odwracam głowę w stronę, z której doszedł mnie dźwięk. Nie widząc nic spoglądam na moją córkę. Zasnęła jakiś czas temu, co, jeśli się obudzi? I tak już wystarczająco długo nie śpi. Nie rozumiem, dlaczego jeszcze tu siedzimy..
Widząc, że Maja nadal jest w krainie morfeusza, staję się trochę spokojniejsza. To niepoważne, żeby dziecko tak mało spało. Ech.. Tak samo, jak niepoważne jest czekanie tutaj..
- Stój! Proszę!
Ponowny okrzyk. Zdziwiona odwracam znowu głowę, a to co widzę napełnia moje serce lękiem i wyprowadza mnie z równowagi..
Nie sądziłam, że ktoś kto trafił do szpitala w takim stanie może chociażby usiąść samodzielnie na łóżku. Jakże mylne było moje spostrzeżenie. Teraz, gdy widzę tą dziewczynę z lasu, biegnącą wprost do drzwi czuję się, jakby mi serce stanęło. Bo to jest widok, którego bym się nie spodziewała.
Chuda jak kościotrup blondynka, biegnąca w stroju szpitalnym prosto do wyjścia. Z ręki leci jej krew po żyłach, które widocznie wyrwała siłą w pośpiechu. Za nią biegną dwie pielęgniarki i lekarz. Już nie wspominając o wyglądzie tej kobiety, o jej kulejącej noce, licznych siniakach, workach pod oczami, jak i samych oczach, które są jakby nieobecne. Na 100% zaraz zemdleje. Scenka jak z jakiegoś filmu..
Spoglądam na mojego męża. Ach! Jest tak samo zdziwiony jak ja.
Natalio, skoro już tu zaglądasz, to apeluję do Ciebie: p.i.sz coś w swojej historii! xD
I dziękuję Wam obu za komentarze ^
Kolejna część historii. 13.. Pechowa liczba przyniesie zmiany i będzie nad wyraz długa. Oto są skutki ataków weny twórczej. Mam nadzieję, że takie, niewyjaśnione zmiany akcji nie przyniosą złych skutków.
Rozdział trzynasty
Piękny, zimowy wieczór. Jeden z tych, gdy chłopak oświadcza się dziewczynie, rodzice bawią się z dziećmi, czy też jakieś rodzeństwo lepi bałwana. Księżyc i gwiazdy, które znad niezachmurzonego nieba oświetlają ulice, migoczą teraz wesoło.
Idę spokojnie chodnikiem. Nawet nie wiem gdzie, ale nie interesuje mnie to. Niezwykła radość ogarnęła moje serce. To dziwne uczucie. Oczekiwanie, jak gdyby na kochanka. Ale przecież nie idę się z kimś spotkać. Nawet nie wiem gdzie idę.
Wiatr odgarnia moje włosy do tyłu. Delikatne płatki śniegu łaskoczą moją skórę. Ale nie czuję zimna, choć jestem ubrana w cienką, białą s.uk.ie.nkę.
Przechodzę przez kolejną alejkę. Na prawo ode mnie widać jakiś plac zabaw. Jest opustoszały, a przecież nie jest aż tak późno.
To samo powietrze, które popychało do tyłu moje blond kudły, sprawiało, że skrzypiące huśtawki bujały się delikatnie, jak gdyby ktoś na nich siedział. Stara karuzela zaczęła się kręcić. Powoli, niesiona przez spokojne podmuchy.
Ten widok trochę mnie przestraszył, ale dziwna euforia nie minęła. Postanowiłam iść dalej, w nieznane.
Ciemne chmury zaczęły się zbierać na niebie, zasłaniając blask wielu konstelacji. Dookoła mnie zaczęła się unosić mgła, a śnieg sypał coraz mocniej. Dziwne to połączenie, muszę przyznać.
Nieświadoma swojego położenia szłam dalej, aż wreszcie księżyc się wyłonił, dając białe światło. Widząc gdzie doszłam, prawie podskoczyłam. To cmentarz.
Nie, nie będę zawracać. Powrót jest czymś, co wprowadziłoby mnie z powrotem w bolesną rutynę. Nie chcę tracić tego błogiego otumanienia. Dziwnej, niezrozumiałej radości.
Idę dalej przed siebie. Mijam przy tym wiele nagrobków. Jedne są bardziej zadbane, inne mniej, a niektóre wyglądają wręcz jak jakieś pole, w którym można spokojnie przystanąć.
Słyszę szelest krzaków. Dochodzi właśnie z jednego z takich pól. Nie miałam zawracać, ale chyba nic się nie stanie gdy podejdę i zobaczę źródło dźwięku.
Podchodzę bliżej. I w jednej chwili ogarnie mnie strach, kolana się pode mną uginają. Wesołe motylki w brzuchu znikają, pojawia się na nowo ból codzienności i odrzucenia. Przerażenia. Krwi. Śmierci.
A wszystko przez jeden napis.
"Tu spoczywa Andrzej Lipski, urodzony 15 września 1989 r., zmarł 12 maja 2009 roku."
Upadam. Klęczę przed płytą z wyrytym napisem, nie mogąc pojąć sensu tych słów. Nagle czas jakby staje, a jedyne co czuję, to łzy spływające po policzkach.
"A jednak przyszłaś.."
Słyszę głos. Ktoś kładzie swoją dłoń na moim ramieniu. Spoglądam na tą rękę. A widok działa na mnie, jak zimna woda. Spod czarnego kaptura wystają palce. O ile tak można to nazwać.. Brak tu skóry, to gołe kości! Gołe, zakrwawione kości!
Ale już nawet nie mam okazji krzyknąć, bo coś łapie mnie za kark ..
xxx
01.02.2010 9:10
- Kochanie, błagam Cię, przestań płakać! Dobrze wiesz, że nie mogliśmy tam dużej zostać.
Kolejny wybuch łez. Ech, brak mi już cierpliwości na to..
- W drodze powrotnej odwiedzimy znowu ten szpital! Ona na pewno nigdzie nie pójdzie!
- Nie obchodzi mnie to! Chcę tam jechać i już!
I kolejny. Jak ona może tyle beczeć?
Aga, przyznam szczerze, że brak mi motywacji i weny na pisanie dalszej części. To takie trochę dziwne uczucie - starasz się, a nawet nie wiesz, czy ktoś to doceni. Nie wiem co z tą historią. Mam pomysł na nową, a z drugiej strony trochę szkoda nie dokańczać tej. Na razie postaram się jeszcze coś tam dodawać, ale nic nie obiecuję.
I powiem Ci, że jestem pod wielkim wrażeniem Twojej systematyczności w czytaniu moich wypocin. Wydaje mi się, że ze wszystkich osób, które są łaskawe chociażby tu zajrzeć, Ty to robisz najczęściej. Twoje komentarze są praktycznie pod większością moich postów. Nie wiem czy ta historia tak Cię wciągnęła czy kieruje Tobą coś innego, ale wiedz, że jestem Ci wdzięczna ^
No cóż, rozpisałam się, a tu trzeba napisać coś do historii. Tym razem niezbyt długie.
Rozdział czternasty
01.02.2010 12:56
Tymczasem nastaje ciemność. Nie widzę nic, jedynie słyszę rozmaite głosy wokoło mnie. Mówią coś, nawet głośno. "Nie wiem, naprawę..", "A jednak. To rak.""Kiedy się obudzi?" Ech, co to, do cholery, ma być?
I jeszcze to uczucie, jak gdybym nie posiadała ciała. Czy właśnie taki brak reakcji na bodźce, jeśli w ogóle jakieś są, można nazwać paraliżem? Mam dziwne wrażenie, że coś takiego nie jest normalne.. Ale kim jestem? Czym jestem? Jedyne co w tej chwili wiem, to to, że chcę się już wydostać z tego miejsca. Gdziekolwiek jestem. Tu jest tak ciemno..
xxx
01.02.2010 12:56
- Buuuuuu!
Kiedy ona się zamknie?! Ile czasu mam jeszcze udawać spokojną, troskliwą matkę?! Przepraszam bardzo, ale moja cierpliwość też ma swoje granice! A ona ryczy już od dobrych trzech godzin! Nie spała całą noc, a teraz zamiast odespać, to beczy. Dzieci potrzebują snu. To nie jest tak, że jej nie kocham, a faktem jest, że zależy mi na niej, ale zaczynam mieć dość. To miał być cudowny wyjazd na weekend. A jak się skończył? Już lepiej nie mówić...
- Oj już dobrze, dobrze, nie martw się tak.
- Buu! Będę!
- Przyrzekam Ci, że niedługo ją zobaczysz.
- Nie obchodzi mnie to!
Ech..
Tak, masz rację. Wciągnęła mnie bo jest oryginalna i pod względem treści i stylu pisania. Brak weny to chyba najgorsze co może się zdarzyć. A co do następnej historii to może zacznij tamtą a jak ci coś przyjdzie do głowy to będziesz tą dokańczała.
Czytałem całe te cztery strony, no i muszę przyznać - jestem pod wielkim wrażeniem. Historia jest świetna, wciągająca i warto ją przeczytać. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!
Tak, masz rację. Wciągnęła mnie bo jest oryginalna i pod względem treści i stylu pisania. Brak weny to chyba najgorsze co może się zdarzyć. A co do następnej historii to może zacznij tamtą a jak ci coś przyjdzie do głowy to będziesz tą dokańczała.
Ps. Jak zawsze świetnie! Tak trzymaj
Nie, nie lubię robić kilka rzeczy na raz. Najpierw trzeba coś zakończyć, by rozpocząć coś nowego - tak jest łatwiej. Akurat przyszło mi coś do głowy, ale to było dwa tygodnie temu.. Trochę wstyd się przyznać, ale zapomniałam. Cóż, może pisanie pod wpływem chwili nie będzie gorsze niż ostatnio ; )
Czytałem całe te cztery strony, no i muszę przyznać - jestem pod wielkim wrażeniem. Historia jest świetna, wciągająca i warto ją przeczytać. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!
Kolego, podziwiam Cię! Doskonale wiem, że sama nigdy nie zdobyłabym się na przeczytanie czegoś tak długiego, szczególnie przy tak odstraszającym początku. Miło jest wiedzieć, że jeszcze są tacy ludzie.. ^
Dziękuję. Wstyd mi, tak komentujesz moją historię, a ja nie mam czasu na Twoją. Jest świetna, to tak oczywiste że nie muszę tego mówić, szkoda, że nie mogę. Ale zbliża się przerwa świąteczna, jeśli coś dodasz, postaram się wziąć za siebie ^
Rozdział piętnasty
21.02.2010 20:17
Cisza. Nie, to coś więcej. Jak gdyby wszystkie oczy skupione w jednym punkcie, oczekujące na kulminacyjny moment spektaklu.
Czuję się obserwowana. Główny bohater, tak, to dobre określenie. Wszystkie osoby będące tu patrzą tylko na mnie. Jeszcze nie otworzyłam oczu, jednak wiem to. To jedna z takich chwil, gdy wszystko jest tak oczywiste, że aż pogmatwane.
Powoli decyduję się jednak pokazać, że nie śpię. W pierwszym momencie razi mnie okropne światło. Ech, to takie nieprzyjemne, będąc przyzwyczajoną do wiecznej ciemności.
Ale jednak, już, już powoli zaczynam widzieć zarys postaci. Ach! Zgadłam! Wszyscy patrzą na mnie! To tak dziwne, że aż żałosne.
Ułamek sekundy. Tak, tyle wystarczyło, by mój mózg zaczął działać. Ci wszyscy dookoła mnie.. Nikogo nie znam. Jednak wiem, że kim są. Policja. Lekarze. Pielęgniarki. Czyżbym była aż tak okazałą zdobyczą?
Wiem, czego chcecie. Ale nie dostaniecie tego. Nawet gdybyście mnie wypytywali, grozili, torturowali, niczego się nie dowiecie. Nie jestem otwartą księgą, nie dam się podejść w prosty sposób, słowami otuchy i współczucia. Nie liczcie na mnie. Ja i mój sekret razem pójdziemy do piachu.
Teraz tylko ponownie spróbować uciec..
xxx
Nowa sprawa. A może kontynuacja starej? W każdym bądź razie nie prosiłem się o to. Tak, o niczym tak nie marzę, jak jechać w mrozie, w sypiącym śniegu, w ciemnościach do jakiejś baby. Co prawda chciałem rozwiązać sprawę o "morderstwie nad wodą", ale to było prawie rok temu. Przez ten, tak pozornie krótki czas, w człowieku potrafi zajść wiele zmian.
Opis, grupa krwi, znamię. Wszystko się zgadza. Ale czy tak drobne szczegóły mogą od razu oznaczać, że ta kobieta jest zaginioną? Z natury jestem pesymistą. W tym momencie chcę jedynie, by okazało się, że to nie ona. Później pojechałbym do domu i korzystał w urlopu, który właśnie powinienem mieć.
Zamiany zachodzące.. I właśnie dlatego ja, porucznik Badura, nie mam już ochoty. Całe dochodzenie uznano za zamknięte. Tak, wiem, często zdarzało się odkopywanie nawet taki z przed pięćdziesięciu lat, aczkolwiek ja już nie mam siły.
Cóż, zobaczymy na miejscu. Przynajmniej jest jeden plus - dla odmiany dzieje się coś ciekawego.
Komentarz
Rozdział jedenasty
30.01.2010 23:15
Budzę się. Jak zawsze niewyspana. Kolejna nieprzespana noc. Otwieram oczy. Widocznie jestem tu już długo, są przyzwyczajone do ciemności.
- Chrrr..
Dziwny dźwięk wyrywa mnie z sennego odrętwienia.
Dopiero teraz dociera do mnie, że to nie mój samochód. Nie, w nim nigdy nie było słychać tylu odgłosów. Co najwyżej radio, lub dźwięki z lasu.
Jest mi tu nad wyraz dobrze. Ciepło. Miękko. Ale nie czuję się bezpieczna. Wiem, że mogę być gdziekolwiek.
Spoglądam w prawo. Nie wstaję, leżę. Zmęczenie daje o sobie znać, nawet odwrócenie głowy jest męczące. Widzę łóżko. Na nim leży dość gruby mężczyzna. Chrapie.
Ugh.. Gdzie ja jestem?
Z wielkim wysiłkiem rozglądam się dookoła. Jestem w jakimś pomieszczeniu. Nie widzę podłogi, ale wiem, że ściany są białe. Na lewo ode mnie jest jeszcze jedno łóżko, tym razem puste. Jest też tam okno, przez które wlewa się do pokoju blask księżyca i gwiazd. Nie jest tu tak jasno jak na dworze, aż mam ochotę wstać i wyjść, pomimo bólu.
Zdegustowana brakiem wolności spoglądam na swoje ręce. Widząc żyłę wbitą w prawą rękę zbiera mi się na wymioty. Przypomina mi to moją dawną tragedię..
Pikanie, na które wcześniej nie zwracałam uwagi, przyspiesza. Pik. Pik. Pik.
Nagle drzwi od pokoju otwierają się i ktoś wbiega do środka ..
xxx
Czekanie w poczekalni strasznie mi się dłuży. Tak, mam cukierki od taty, ale ile można tylko jeść słodycze? Najchętniej bym już poszła, ale .. ale .. Ale jeśli istnieje podejrzenie, że ta dziewczyna to Ewa, może lepiej, jeśli poczekam.
Wiem, że policja już sprawdza, kim ona jest. Ale dlaczego ta dziewczyna jeszcze śpi?
Myślenie mi nie sprzyja. Jestem śpiąca, wiem, że już późno.
Walczę z sennością, ale na próżno. Ostatecznie zasypiam, z myślą:
Dalej, wstawaj! Obudź się wreszcie i udowodnij mi, że nią jesteś!
Następne co widzę to sen o króliczkach, choć nadal mam świadomość tego co dookoła mnie się dzieje.. Co jest?
C.N.D.
THE BEST!
:thumbup:
Agusia128 - nie martw się, gdy już ostatecznie zadecyduję o końcu historii, poinformuję o tym ^
Tym razem tylko jedna postać opowiada. W następnych rozdziałach już będzie po staremu, ale dzisiaj bez "xxx", ze względu na chwilowy zanik weny twórczej, jak i moje lenistwo .. xD
Rozdział dwunasty
30.01.2010 23:30
Słyszę krzyk i odruchowo odwracam głowę w stronę, z której doszedł mnie dźwięk. Nie widząc nic spoglądam na moją córkę. Zasnęła jakiś czas temu, co, jeśli się obudzi? I tak już wystarczająco długo nie śpi. Nie rozumiem, dlaczego jeszcze tu siedzimy..
Widząc, że Maja nadal jest w krainie morfeusza, staję się trochę spokojniejsza. To niepoważne, żeby dziecko tak mało spało. Ech.. Tak samo, jak niepoważne jest czekanie tutaj..
- Stój! Proszę!
Ponowny okrzyk. Zdziwiona odwracam znowu głowę, a to co widzę napełnia moje serce lękiem i wyprowadza mnie z równowagi..
Nie sądziłam, że ktoś kto trafił do szpitala w takim stanie może chociażby usiąść samodzielnie na łóżku. Jakże mylne było moje spostrzeżenie. Teraz, gdy widzę tą dziewczynę z lasu, biegnącą wprost do drzwi czuję się, jakby mi serce stanęło. Bo to jest widok, którego bym się nie spodziewała.
Chuda jak kościotrup blondynka, biegnąca w stroju szpitalnym prosto do wyjścia. Z ręki leci jej krew po żyłach, które widocznie wyrwała siłą w pośpiechu. Za nią biegną dwie pielęgniarki i lekarz. Już nie wspominając o wyglądzie tej kobiety, o jej kulejącej noce, licznych siniakach, workach pod oczami, jak i samych oczach, które są jakby nieobecne. Na 100% zaraz zemdleje. Scenka jak z jakiegoś filmu..
Spoglądam na mojego męża. Ach! Jest tak samo zdziwiony jak ja.
Tymczasem kobieta potyka się i traci przytomność.
C.N.D.
A historia świetna jak zawsze ^
I dziękuję Wam obu za komentarze ^
Kolejna część historii. 13.. Pechowa liczba przyniesie zmiany i będzie nad wyraz długa. Oto są skutki ataków weny twórczej. Mam nadzieję, że takie, niewyjaśnione zmiany akcji nie przyniosą złych skutków.
Rozdział trzynasty
Piękny, zimowy wieczór. Jeden z tych, gdy chłopak oświadcza się dziewczynie, rodzice bawią się z dziećmi, czy też jakieś rodzeństwo lepi bałwana. Księżyc i gwiazdy, które znad niezachmurzonego nieba oświetlają ulice, migoczą teraz wesoło.
Idę spokojnie chodnikiem. Nawet nie wiem gdzie, ale nie interesuje mnie to. Niezwykła radość ogarnęła moje serce. To dziwne uczucie. Oczekiwanie, jak gdyby na kochanka. Ale przecież nie idę się z kimś spotkać. Nawet nie wiem gdzie idę.
Wiatr odgarnia moje włosy do tyłu. Delikatne płatki śniegu łaskoczą moją skórę. Ale nie czuję zimna, choć jestem ubrana w cienką, białą s.uk.ie.nkę.
Przechodzę przez kolejną alejkę. Na prawo ode mnie widać jakiś plac zabaw. Jest opustoszały, a przecież nie jest aż tak późno.
To samo powietrze, które popychało do tyłu moje blond kudły, sprawiało, że skrzypiące huśtawki bujały się delikatnie, jak gdyby ktoś na nich siedział. Stara karuzela zaczęła się kręcić. Powoli, niesiona przez spokojne podmuchy.
Ten widok trochę mnie przestraszył, ale dziwna euforia nie minęła. Postanowiłam iść dalej, w nieznane.
Ciemne chmury zaczęły się zbierać na niebie, zasłaniając blask wielu konstelacji. Dookoła mnie zaczęła się unosić mgła, a śnieg sypał coraz mocniej. Dziwne to połączenie, muszę przyznać.
Nieświadoma swojego położenia szłam dalej, aż wreszcie księżyc się wyłonił, dając białe światło. Widząc gdzie doszłam, prawie podskoczyłam. To cmentarz.
Nie, nie będę zawracać. Powrót jest czymś, co wprowadziłoby mnie z powrotem w bolesną rutynę. Nie chcę tracić tego błogiego otumanienia. Dziwnej, niezrozumiałej radości.
Idę dalej przed siebie. Mijam przy tym wiele nagrobków. Jedne są bardziej zadbane, inne mniej, a niektóre wyglądają wręcz jak jakieś pole, w którym można spokojnie przystanąć.
Słyszę szelest krzaków. Dochodzi właśnie z jednego z takich pól. Nie miałam zawracać, ale chyba nic się nie stanie gdy podejdę i zobaczę źródło dźwięku.
Podchodzę bliżej. I w jednej chwili ogarnie mnie strach, kolana się pode mną uginają. Wesołe motylki w brzuchu znikają, pojawia się na nowo ból codzienności i odrzucenia. Przerażenia. Krwi. Śmierci.
A wszystko przez jeden napis.
"Tu spoczywa Andrzej Lipski, urodzony 15 września 1989 r., zmarł 12 maja 2009 roku."
Upadam. Klęczę przed płytą z wyrytym napisem, nie mogąc pojąć sensu tych słów. Nagle czas jakby staje, a jedyne co czuję, to łzy spływające po policzkach.
"A jednak przyszłaś.."
Słyszę głos. Ktoś kładzie swoją dłoń na moim ramieniu. Spoglądam na tą rękę. A widok działa na mnie, jak zimna woda. Spod czarnego kaptura wystają palce. O ile tak można to nazwać.. Brak tu skóry, to gołe kości! Gołe, zakrwawione kości!
Ale już nawet nie mam okazji krzyknąć, bo coś łapie mnie za kark ..
xxx
01.02.2010 9:10
- Kochanie, błagam Cię, przestań płakać! Dobrze wiesz, że nie mogliśmy tam dużej zostać.
Kolejny wybuch łez. Ech, brak mi już cierpliwości na to..
- W drodze powrotnej odwiedzimy znowu ten szpital! Ona na pewno nigdzie nie pójdzie!
- Nie obchodzi mnie to! Chcę tam jechać i już!
I kolejny. Jak ona może tyle beczeć?
C.N.D.
I powiem Ci, że jestem pod wielkim wrażeniem Twojej systematyczności w czytaniu moich wypocin. Wydaje mi się, że ze wszystkich osób, które są łaskawe chociażby tu zajrzeć, Ty to robisz najczęściej. Twoje komentarze są praktycznie pod większością moich postów. Nie wiem czy ta historia tak Cię wciągnęła czy kieruje Tobą coś innego, ale wiedz, że jestem Ci wdzięczna ^
No cóż, rozpisałam się, a tu trzeba napisać coś do historii. Tym razem niezbyt długie.
Rozdział czternasty
01.02.2010 12:56
Tymczasem nastaje ciemność. Nie widzę nic, jedynie słyszę rozmaite głosy wokoło mnie. Mówią coś, nawet głośno. "Nie wiem, naprawę..", "A jednak. To rak." "Kiedy się obudzi?" Ech, co to, do cholery, ma być?
I jeszcze to uczucie, jak gdybym nie posiadała ciała. Czy właśnie taki brak reakcji na bodźce, jeśli w ogóle jakieś są, można nazwać paraliżem? Mam dziwne wrażenie, że coś takiego nie jest normalne.. Ale kim jestem? Czym jestem? Jedyne co w tej chwili wiem, to to, że chcę się już wydostać z tego miejsca. Gdziekolwiek jestem. Tu jest tak ciemno..
xxx
01.02.2010 12:56
- Buuuuuu!
Kiedy ona się zamknie?! Ile czasu mam jeszcze udawać spokojną, troskliwą matkę?! Przepraszam bardzo, ale moja cierpliwość też ma swoje granice! A ona ryczy już od dobrych trzech godzin! Nie spała całą noc, a teraz zamiast odespać, to beczy. Dzieci potrzebują snu. To nie jest tak, że jej nie kocham, a faktem jest, że zależy mi na niej, ale zaczynam mieć dość. To miał być cudowny wyjazd na weekend. A jak się skończył? Już lepiej nie mówić...
- Oj już dobrze, dobrze, nie martw się tak.
- Buu! Będę!
- Przyrzekam Ci, że niedługo ją zobaczysz.
- Nie obchodzi mnie to!
Ech..
C.N.D.
Ps. Jak zawsze świetnie! Tak trzymaj :thumbup:
Rozdział piętnasty
21.02.2010 20:17
Cisza. Nie, to coś więcej. Jak gdyby wszystkie oczy skupione w jednym punkcie, oczekujące na kulminacyjny moment spektaklu.
Czuję się obserwowana. Główny bohater, tak, to dobre określenie. Wszystkie osoby będące tu patrzą tylko na mnie. Jeszcze nie otworzyłam oczu, jednak wiem to. To jedna z takich chwil, gdy wszystko jest tak oczywiste, że aż pogmatwane.
Powoli decyduję się jednak pokazać, że nie śpię. W pierwszym momencie razi mnie okropne światło. Ech, to takie nieprzyjemne, będąc przyzwyczajoną do wiecznej ciemności.
Ale jednak, już, już powoli zaczynam widzieć zarys postaci. Ach! Zgadłam! Wszyscy patrzą na mnie! To tak dziwne, że aż żałosne.
Ułamek sekundy. Tak, tyle wystarczyło, by mój mózg zaczął działać. Ci wszyscy dookoła mnie.. Nikogo nie znam. Jednak wiem, że kim są. Policja. Lekarze. Pielęgniarki. Czyżbym była aż tak okazałą zdobyczą?
Wiem, czego chcecie. Ale nie dostaniecie tego. Nawet gdybyście mnie wypytywali, grozili, torturowali, niczego się nie dowiecie. Nie jestem otwartą księgą, nie dam się podejść w prosty sposób, słowami otuchy i współczucia. Nie liczcie na mnie. Ja i mój sekret razem pójdziemy do piachu.
Teraz tylko ponownie spróbować uciec..
xxx
Nowa sprawa. A może kontynuacja starej? W każdym bądź razie nie prosiłem się o to. Tak, o niczym tak nie marzę, jak jechać w mrozie, w sypiącym śniegu, w ciemnościach do jakiejś baby. Co prawda chciałem rozwiązać sprawę o "morderstwie nad wodą", ale to było prawie rok temu. Przez ten, tak pozornie krótki czas, w człowieku potrafi zajść wiele zmian.
Opis, grupa krwi, znamię. Wszystko się zgadza. Ale czy tak drobne szczegóły mogą od razu oznaczać, że ta kobieta jest zaginioną? Z natury jestem pesymistą. W tym momencie chcę jedynie, by okazało się, że to nie ona. Później pojechałbym do domu i korzystał w urlopu, który właśnie powinienem mieć.
Zamiany zachodzące.. I właśnie dlatego ja, porucznik Badura, nie mam już ochoty. Całe dochodzenie uznano za zamknięte. Tak, wiem, często zdarzało się odkopywanie nawet taki z przed pięćdziesięciu lat, aczkolwiek ja już nie mam siły.
Cóż, zobaczymy na miejscu. Przynajmniej jest jeden plus - dla odmiany dzieje się coś ciekawego.
C.N.D.
Teraz jestem Amnistie.
I mam nadzieję że będzie ciąg dalszy