Już od dawna na swoim komputerze, miałam moją opowiastkę. Umieszczałam na moim blogu jej rozdziały. Kiedyś zepsuł mi się komputer i wszystkie rozdziały szlag trafił! Teraz kontynuuję pisanie i opowiastka liczy 10 rozdziałów

. Nie mam pomysłu na tytuł, ale po przeczytaniu kilku rozdziałów może wpadniecie na jakiś pomysł? Na blogu mi nie pomożono mi więc liczę na Was! Na razie dodam tylko 2 rozdziały, bo 10 na raz to chyba za dużo.
Rozdział I
Kłótnia
-Mama!- Krzyczy roczna dziewczynka.
-Ojej! To jej pierwsze słowo!- mama, mamusia…
Mała Andrea już nigdy nie wypowie tych słów szczerze, do właściwej osoby.
Jej mama trzy miesiące temu zginęła w wypadku samochodowym.
-Szkoda, że Margareth…- załamał się James.
-…ich nie usłyszała- dokończyła zdanie babcia Penelope.
- Nigdy nie dojdę do siebie…- zwątpił ojciec.
-Nigdy nie mów „nigdy”- odrzekła Penelope- to toksyczne słowo.
-Ta Wigilia będzie najgorszą w moim życiu, pierwszą bez niej…- lamentuje owdowiały mężczyzna.
- To bardzo ciężki czas w naszym życiu, to fakt.- dzieli się uczuciami babcia.
Drrryń!! Drrryń!!
- Ja otworzę.- rzuciła się do drzwi.
- Witaj rodzino! Stany Zjednoczone mówią: hej!! Już wróciliśmy z wakacji! Wczoraj.
- Ale mnie zaskoczyliście!- twierdzi staruszka widząc w drzwiach ciotkę Suzie wuja Alberta oraz dwunastolatkę Kleopatrę i siedmiolatka Zacka.
- Może zostaniemy u Was kilka dni, spędzimy razem Wigilię.-zaproponowało małżeństwo.
-Oczywiście, że możecie zostać! Zapraszam do środka!- Penelope zaprasza gości.
-Mhmmm, trochę tu pusto, czyżby Margareth była dziś w pracy?- zapytala zdziwiona ciotka.
W pokoju zapanowała absolutna cisza.
-Kompletnie nie wiemy jak Wam to powiedzieć, ale…- tłumaczy James.
-…ale? – nie cierpliwi się wujek Albert.
- Margareth… nie… nie… żyje.- mówi przez łzy wdowiec.
Sytuacja powtórzyła się- znów cisza. Nawet Zack zrozumiał wielką tragedię.
- Co się stało, dlaczego moja siostra nie żyje!!?- płacze Suzie.
- Zginęła w wypadku samochodowym trzy miesiące temu.- głosi rodzinie babunia.
Nikt nie może się z tym pogodzić.
- Ale co z Andreą!!!??- wybuchła ciotka.
- Przecież ma ojca…- opanowuje sytuacje Penalope.
- Dzieci wychowywane przez takich ojców jak James trafiają do Domu Dziecka!!!
- awanturuje się Suzie.
James nie opanował wtedy swoich nerwów:
- Ty lepiej pomyśl o swoich jak Ci coś nie pasuje w moim wychowaniu!!- broni się tata.- Szanowałem Cię , ale od tej chwili to się zmienia!- i wyszedł z pokoju.
- Szanował mnie, tak?! Jakoś tego nie okazywał. Wigilię spędzimy sami w naszym domu. Do widzenia!- krzyknęła ciotka i zabierając ze sobą rodzinę trzasnęła drzwiami głównymi.
Było jeszcze słychać jak kłóci się z mężem. Po chwili do mieszkania wszedł Albert z dziećmi i……
Rozdział II
Grunt to spokój
i…… z ust Alberta padło pytanie:
- Czy możemy się u Was zatrzymać na dwa-trzy miesiące?
-No pewnie, ale co się stało?- pyta zaniepokojona Penelope.
-Pokłóciłem się Suzie- odrzekł Albert.
- Nie mów mi tylko, że powiedziała, że jedzie do dziadka. – martwi się staruszka.
- Dlaczego, czy to źle? -pyta mężczyzna.
- Masz problem, możecie się już szybko nie zobaczyć. Oznacza to rozwód, albo długie zawieszenie małżeńskie.- odpowiada babcia.
Rzeczywiście, chwilowo to zawieszenie, ale… na razie.
-Macie przy sobie bagaże?- pyta kobieta.
-Niestety nie, musimy jechać do domu po nie tylko nie mamy czym. Suzie zabrała samochód!!- krzyczy Albert.
- Zapytam Jamesa , może pożyczy Wam swój.- uspokaja Penelope i poszła do sypialni Jamesa i Margareth.
James siedział na brzegu łóżka i wypalał czwartego papierosa.
-Zostaw to kochany. To przeciż psuje zdrowie!- przestrzega go staruszka.
- Wiem, ale zazwyczaj nie palę. To ta Suzie…- nie dokończył, bo przerwała mu Penelope.
-… obraziła Cię i wystawiła na wiatr Alberta i swoje dzieci.- z nuta złości, który walczy ze smutkiem dokończyła mowę zięcia.
-To okrutna kobieta, ale moja druga córka.- ciągnie dalej babunia.
- Mam do Ciebie jedną prośbę.- pyta staruszka.
- Jaką mamo?- zaciekawił się James gasząc przed chwila rozpoczętego piątego papierosa.
- Pożyczysz samochód Albertowi, bo musi wziąć bagaże. Zatrzymają się u nas na parę dni.
- Tak jasne, pożyczę. Kluczyki są na trzeciej półce na przedpokoju.- objaśnił James.
Penelope wyszła z pokoju i podała klucze do auta Albertowi.
-Tak długo tam byłaś mamo, że myślałem, że James się nie zgodził!- zażartował.
- Grunt to spokój, to bardzo życzliwy człowiek!- chwali Jamesa Penelope.
Albert po chwili wyszedł z dziećmi i odjechał samochodem Jamesa.
Staruszka poszła do pokoju najmłodszego członka rodziny. Nachyliła się nad śpiącą dziewczynką. Andrea otworzyła wtedy swoje malutkie oczka, które świeciły jak dwa płomyki świec i czule spojrzała na babunie. Penelope uznała ten widok za najcenniejszy i przyrzekła sobie zapamiętać go do końca swojego życia.
W I r. trochę pomieszałam z tymi wakacjami i w ogóle... no cóż, czekam na Wasze eksperckie oceny

.
Komentarz
Rozdział III
Wigilia puka do drzwi
Albert przyjechał do domu Jamesa , Penelope i Andrey kiedy Penelope nakrywała stół do kolacji.
-Jesteśmy i… Co tak ładnie pachnie?!- mówi wujek.
- Dziękuje za pochwałę, to zupa mleczna i murzynek.- oświadczyła babcia.
-Bardzo słodko jak na kolację!- zaśmiał się James siedząc na kanapie w salonie.
-Idę po Andree, też powinna zjeść. – stwierdził ojciec.
Penelope zaprowadziła Alberta, Kleopatrę i Zacka do ich nowych pokoi.
- Proszę! Tu będziecie spać. Zmienimy pościel i odkurzymy. Będzie jak w hotelu.- zachwala staruszka.
- Wow, jaki miękki materac! Ja chce tu spać! – zaklepał miejsce Zack.
- Chciałbyś! Ja tu będę spać! Jestem dziewczynką więc nie wypada mi spać z tatą!!- przeczy zrzucając z łóżka Zacka Kleopatra.
- Spokojnie! Wy śpicie razem w podwójnym łóżku, ja na pojedynczym z tym miękkim materacem.- zatwierdził swoje zdanie ojciec dwójki kłótliwych dzieci.
Rzeczywiście, materac ten był bardzo miękki. Po zapoznaniu się z pokojem rodzina zaszła na dół do jadalni.
- Tada!! Dokończyłem to, co zaczęła mama.- mówi James trzymając w objęciach córeczkę.
-W takim razie, na co jeszcze czekamy?! Jedzmy! – popędza Penelope.
Po obfitej kolacji James, Peenelope, Andrea, Albert, Kleopatra i Zack zasiedli do oglądania rodzinnego serialu. Wieczór minął powoli i przyjemnie. Za trzy dni zbliża się Wigilia. Nagle zadzwoniła komórka Jamesa.
- Słucham, tu James DapeArio. – przedstawił się .
To dzwoniła Suzie:
- Mam nadzieje, że Albert i dzieci nie zatrzymali się u Was!!! – krzyczy Suzie.
- A co Ci do tego? Przecież wystawiłaś ich na wiatr!! Zamieszkałaś z dziadkiem w waszym domu!!- przemawia jej do rozsądku James.
- Halo! Suzie! Jestes tam? Halo! – podniesionym głosem krzyczy do słuchawki mężczyzna.
Suzie się rozlączyła . Widocznie to „przemówienie” coś jej wyjaśniło, ale ona jst uparta, więc…. Nie wiadomo.
-Babciu! Poczytasz nam bajkę?- Słychać z sąsiedniego pokoju prośbę Zacka.
- Ojojoj! Złotko, oczy już nie te same co dwadzieścia lat temu. Muszę mieć okulary, które wczoraj zgubiłam.- wymiguje się babcia.
-Proszę babciu to twoje okulary. Znalazłam je przed chwilą na lodówce. – przerywa Kleopatra.
James się roześmiał, bo ta sytuacja wydała mu się niezmiernie śmieszna.
Pokręciłam troszkę daty - wakacje i zaraz Wigilia ...
Teraz dam 4.
Rozdział IV
Dziś wtorek, a jutro Wigilia
Był wczesny ranek. Wszyscy domownicy spali. Obudził ich jednak rozpaczliwy płacz Andrey.
-Andrea!!! - zerwał się z łóżka James prosto na równe nogi.
Płacz nie ustawał. James pobiegł szybko do sąsiedniego pokoju dziecka.
- Moja malutka!! Co się dzieje? Boli Cię coś? - rozczula się tata dzidziusia.
-Penelope! Gdzie jest termometr? Podejrzewam, że nasz Kwiatuszek ma gorączkę.- panikuje ojciec.
Penelope w koszuli nocnej szybkimi krokami zeszła do kuchni.
- Proszę. Chodźmy pomogę Ci. - proponuje babunia.
-Bardzo bym prosił.- lekko się wstydząc przyjął pomoc teściowej.
- 39 stopni! - przeraziła się staruszka.
Nie zwlekając James pojechał z córeczka do przychodni. Okazało się, że Andrea jest ciężko chora.
- Współczuję panu DepeArio. Pańska córeczka przeżyje święta w chorobie. Przepiszę panu receptę.
Po pięciu minutach James z Andreą na rękach wszedł do apteki.
- Proszę pani...- czyta plakietkę na stroju aptekarki. - ... pani Kingo, proszę receptę.
- Ma pan śliczną córeczkę, jak ma na imię? - zaciekawiła się Kinga.
- Andrea. - odpowiedział mężczyzna ciekawie spoglądając na panią zza szybki.
- Ładne imię! Proszę, oto leki z recepty. Życzę miłych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia! - pożegnała się kobieta.
-Nawzajem i do widzenia! - odwzajemnił się mężczyzna.
Popołudniu w domu.
- I jak? Powiedz, że to nie zapalenie płuc! - przejął się Albert.
- Nie, nie.- mruknął pod nosem James.
- Dziwnie wyglądasz, żebyś się nie zaraził! - mówi Penelope.
- To taka jedna z cięższych chorób... Nie jest zbyt poważne. - tajemniczo dając Andree Albertowi odpowiedział i udał się na taras.
Zaczął padać lekki śnieg. Kleopatra i Zack przez okno na piętrze łapali płatki śniegu na języki. Babcia Penelope karmiła mlekiem chorowitkę. Po nakarmieniu przez babcie Andrea nie wyraźnie wypowiadała imię „Kinga".
Penelope zaniosła ją do pokoju i udała się za Jamesem na taras.
- Co to za Kinga? - pyta staruszka.
- Jaka Kinga, a pozatym skąd wiesz? - zaniepokoił się wdowiec.
- Andrea kilka razy wypowiedziała po karmieniu to imię, więc się pytam kto to taki. - ciągnie dalej Penelope.
- Poznałem ja dzisiaj w przychodni. To nowa aptekarka.- tłumaczy się James.
- Wpadła Ci w oko, prawda?- podejrzewa babcia.
- No ładna, ale nie mam zamiaru się z nią umawiać. - broni się ojciec.
- Na razie, na razie mój drogi na razie...- stwierdza Penelope.
Dodam, że w moim kąciku została zamieszczona Penelope
Edit
Wklejam kolejny rozdział. Zaraz może napiszę 11.
Rozdział V
Dwa opakowania to nie pięć!!!
- Andrea też pomoze!!! - prosi rano Zack.
- Nie, potłucze jeszcze bombki. - ostrzega Penelope.
- Będziemy pilnować. - obiecują dzieci Alberta.
- Oh, James!! Daj no tu Andree. Pomoże ubrać choinkę. - prosi babcia.
- Ona jest chora i za mała na ubieranie choinki. - daje do zrozumienia James.
- Nikt nie jest za mały na ubieranie choinki!! - krzyknęła Kleopatra.
Penelope się uśmiechnęła. James uległ i pozwolił Andrerze ubierać drzewko.
Minęło 15 minut i .........
- Nie!!! Zostaw to!! Andrea nie...!! - to ostatnie słowa staruszki przed „ bombom atomową" .
- Mówiłem!! - chwali się James.
Andrea z dwóch paczek bombek zrobiła „bum" !!!!!!!!!!!
- To najładniejsze ... - załamał się Zack.-
- Nie martw się.- pociesza babcia.
- Nie mamy bombek. Musze iść kupić nowe a wy może posprzątacie. - proponuje ojciec.
- Dobrze, dobrze idź.- popędza Penelope.
Koło sklepu...
- O przepraszam nie zauważyłem pani to był przy... - przeprasza James kobietę, z którą zderzył się w drzwiach sklepu.
- ...padek. O Kinga, witaj!- przy witał się.
- Myślałam, że się jeszcze spotkamy. - uśmiecha się Kinga.
- Czytasz w myślach? - zaśmiał się wdowiec.
- Nie. Miałam takie przeczucie co nie znaczy, że czytam w myślach. - odpowiedziała. - Stało się cos, że tak śpieszno Ci do tego sklepu?- ciągnie dalej aptekarka.
- Andrea potłukła dwie paczki bombek. - zawstydził się trochę.
- Już jest zdrowa? - pyta Kinga.
- Jeszcze nie, ale z dnia na dzień jest co raz lepiej.- odpowiada mężczyzna.
- Aha, może wpadniesz do mnie na kawę? - proponuje pani w pł******.
- Rodzinka przecież czeka, a może... - mówi James - przyjdziesz do nas na Wigilię?
- Mogę? Miło mi, że mnie zapraszasz, ale rodzinka się zgodzi? - pyta Kinga.
- Zgodzi, dziś o 19: najwcześniej! Nr. Domu 125 ul. Makowa. Taki dom z szarym dachem, duży ogród itp. - objaśnia.- Tu masz mój numer telefonu jak by coś.- mówi dając Kindze karteczkę z numerem telefonu James.
- Będę na pewno. - obiecuje aptekarka uroczym spojrzeniem i odchodzi w stronę ulicy Przecznej.
„ Będzie na pewno, zapowiada się miły wieczór" - myśli James.
Jestem ciekawa - jak wyobrażacie sobie postacie?
A moje wyobrażenia:
Andrea-Brunetka w długich spiętych u góry włoskach
James-"Długi jak miesiąc,a cienki jak wypłata"
Penelopa-Babcia w koczku i łososiowym sweterku
Kleopatra-Jak Egipcjanka
Zack-Jak ten co grał w HSM tylko mini.
Albert-Wąsy i przyduży brzuszek
"Dom przy Makowej" ... hmm , sensowne
A co do postaci to w mojej głowie mają podobny wygląd
Rozdział VI
Wigilia
Miły, ciepły wieczór. We wszystkich domach zapanowała rodzinna atmosfera.
Dryń! Dryń! - zadzwonił dzwonek do drzwi państwa DepeArio.
- To pewnie Kinga... - mówi James.
- Nie mogę się doczekać jej poznania, i... Zack co ty robisz!? - mówi Penelope.
James otworzył drzwi. Nie mógł oderwać oczu od olśniewająco pięknej czarno włosej kobiety ubranej w długi damski pł***** z pod, którego było widać kawałek błękitnej ********. Kinga miała głębokie zielone oczy i długie czarne włosy.
- Cześć, James. - przywitała się kobieta.
- Dobry wieczór pani! - zaśmiał się.- zapraszam do środka!
Kinga weszła do domu. James zdjął i powiesił jej pł*****.
- Chodź do jadalni , tam wszyscy czekają. - wołał mężczyzna.
- Dobry wieczór wszystkim. - zachowała kulturę Kinga.
Penelope wstała ze swojego miejsca kiedy wszyscy ucichli i zaczęła:
- To ja, jako pierwsza złoże wszystkim serdeczne życzenia. Dla każdego dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia wszystkich marzeń itd. itp. - oznajmiła dumnie.
Zgromadzeni złożyli sobie życzenia dzieląc się opłatkiem.
- To ja James życzę Ci zdrowia, ******ów, pieniędzy, szczęścia i czego tylko sobie życzysz. - składa życzenia Jamesowi Kinga łamiąc opłatek.
- Ja Tobie chce życzyć tego samego i dużo radości w życiu. - odwzajemnia się mężczyzna.
- Kleo! Życzę Ci dobrych ocen w szkole, radości itp. - życzy Kleopatrze babunia.
- Dużo zdrowia, szczęścia , ******ów, słodyczy Zack Ci życzy! - każdemu po kolei składa życzenia chłopiec.
- Zack ! To nie ładnie składać każdemu takie same życzenia. - stwierdza Kleopatra.
- Ja swoje wiem i koniec kropka! - odpowiada złośliwie siedmiolatek.
- Kochane dzieci! Nie kłóćcie się w Wigilię, bo tak będzie przez cały rok! - uprzedza Albert.
Połowa uczestników wieczoru roześmiało się, na pewno wiesz o co chodzi!
Wszyscy po złożeniu życzeń zasiedli do stołu. Rodzinnej atmosferze towarzyszyły ciekawe rozmowy. Penelope z Jamesem wyszli do kuchni po czerwony barszcz.
- No...- zaczęła rozmowę starsza kobieta - ... ładna.
- Mamo, nie będziemy razem. Nawet o tym nie myśl! - broni się James.
- Skąd wiesz, że o tym myślę? - zapytała.
- Robisz tą swoją „popularną" minę. - zaskakuje mężczyzna.
Nie dokończyli bo do kuchni weszła Kinga:
- Może w czymś pomóc? - proponuje.
- Możesz , hmm... właściwie to chyba nic nie ma już. Jeśli tylko chcesz to pomożesz mi i Kleopatrze przygotować za chwilę karpia, zgoda? - mówi Penelope.
- Oczywiście, zawsze jestem chętna do pomocy! - odpowiedziała i wolnymi krokami udała się do jadalni.
- Kura domowa? - zaczyna ponownie staruszka.
- Penelope! Przestań. - już ze złością mówi James.
Penelope uśmiechnęła się tajemniczo i zajrzała do piekarnika czy karp jest już gotowy. Przyjemny dla nosa zapach wypełnił cały parter.
-Smacznego! - znowu zachowała kulturę Kinga.
- Nawzajem! - odwzajemnił się każdy.
Penelope siedziała obok Jamesa i Kleopatry.
- Kulturalna! - zaszeptała Penelope szturchając zięcia.
- Proszę Cię, mamo. - żali się.
- No proszę! James ma powodzenie, takie dwie piękne kobiety ma przy sobie! - mówiąc te słowa Albert miał na myśli Penelope i Kingę.
- Kleopatra , Kinga! Idziemy przyrządzić naszą świąteczną rybkę! - oznajmiła babunia.
W kuchni:
- Kleopatro, podaj mi proszę tą zieloną i czerwoną przyprawę z pojemnika! - prosi babcia.
- A ja co mogę zrobić? - pyta Kinga.
- Choć, Ty pomożesz mi przy przyprawianiu! - zarządziła Penelope.
15 minut później karp był gotowy.
- Jaki smaczny! - chwali dziewczyny Albert, James i nawet Zack.
- Spisałyście się na medal! - patrząc głównie na Kingę dodaje James.
Cieszę się, że udało mi się "zilustrować" postacie w opowiastce tak jak ułożyłam to sobie w głowie! Aha, i napisałam wczoraj 11 rozdział! Juhu ^^.
Wigilia ciąg dalszy
- Kinia, podasz mi chleb? - prosi Albert.
- Tak, proszę . - odpowiada „Kinia".
- Nie myślę, że Kindze podoba się kiedy tak na nią mówisz. - wtrąca James.
- Nie, nie przeszkadza mi to, nawet mi się podoba. - słodkim głosem Kinga.
- Ojojoj! Nie kłóćcie się, proszę! I chyba Andrea się przebudziła. - łagodzi bunia.
Andrea spała na kanapie w salonie pod żółtym kocykiem.
- Pójdę po nią. Nauczyła się śpiewać pięknie dwie kolędy! - dodała Penelope.
- Ojejku, ta pana córeczka umie już śpiewać? Strasznie zdolna! - zachwyca się Kinga.
- Tak, wieczorami słyszałem jak Kleopatra , Zack i Penelope uczyli ją i ... proszę, mówmy sobie już zawsze po imieniu! - odpowiedział dumny ojciec.
- Dobrze James. -z uśmiechem na twarzy zgodziła się aptekarka.
- Uwaga! Andrea zaśpiewa „Cicha Noc" i „Dzisiaj w Betlejem" ! - ogłasza Zack.
- Cicha nioc, święta nioc... - zaczęła malutka dziewczynka.
- Dziśaj w Betleem wesoła niowina, zie Panna Ćśta..... - z pomyłkami zaśpiewała.
- Pomóżmy jej! - zachęciła staruszka.
Wszyscy razem zaśpiewali te dwie kolędy najładniej jak tylko mogli.
- To co teraz? Już prawie 23:00!! - przeraził się Albert.
- Już tak późno? To ja lecę, pa James...- Kinga miała jeszcze coś dodać, ale James ją zatrzymał:
- Nie idź, przenocujesz u nas. - zaproponował.
Wszyscy pokoju spojrzeli na Kingę tak, jak by jeszcze mocniej prosili.
- Nie mam wyboru, skoro tak prosicie, ale nie mam piżamy itp. - powiedziała.
- James ma w szafie jeszcze rzeczy po Margareth. - oznajmiła Penelope - uprałam je, wyprasowałam, bo miałam nadzieje, że szybko oddamy je ubogim, ale skoro na darzyła się taka okazja to możesz je nawet zatrzymać!
- Naprawdę jesteście dzisiaj dla mnie jak rodzina. - wzruszyła się Kinga.
- Dzisiaj przecież jest Wigilia. - z wielką pokorą i spokojem odpowiedziała Penelope.
W pokoju zapanowała cisza. Kinga się rozpłakała.
- Naprawdę, naprawdę nie wiem co ja mam powiedzieć, jesteście tacy mili... - mówi przez płacz.
- Chodź, wybierzesz sobie piżamę, weźmiesz gorącą kąpiel i pójdziesz spać. - co raz bardziej łagodnym głosem mówi Penelope.
- Na razie tylko wybiorę piżamę, potem pomogę wam posprzątać. - chętnie mówi Kinga.
- Dobrze, jak chcesz to nam pomożesz. - mówi James.
Po 20 minutach wszyscy byli już gotowi do spania. Kinga z Andreą w pokoju spała na polowym łóżku. Andrea oczywiście w kojcu dla dzieci. Reszta domowników spali jak zawsze w swoich pokojach. Noc była cicha i spokojna, kiedy nagle ktoś zszedł z góry i usiadł na kanapie w salonie. To był James.
„ Jak ja mam jej to powiedzieć? Tak? Kinga kocham Cię? Dureń ze mnie." - rozmyślał tak do chwili kiedy Kinga zeszła w żółtym szlafroku. Nie wiedziała, że James tu jest i weszła do kuchni. Z suszarki na kubki, talerze , miski itp. itd. wyjęła po cichu jedną szklankę i nalała sobie wody z kranu. James wychylił głowę zza łuku i przyglądał się jej. Dziewczyna po wypiciu starannie umyła szklankę i chcąc włożyć ją do szafki zobaczyła Jamesa i tak się go wystraszyła, że upuściła szklankę, która po upadku na podłogę potłukła się, a szkło rozsypało się na wszystkie strony.
- Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć. - przeprasza mężczyzna.
- A ja przepraszam, że rozbiłam szklankę, chyba nie miała ona jakiegoś szczególnego znaczenia? - zaniepokojona Kinga, przeprasza Jamesa.
- Pomogę Ci to posprzątać. - oferuje swoją pomoc James.
- Dziękuję. - podziękowała kobieta.
Kiedy się schylili po to samo szkiełko i spojrzeli sobie w oczy zakochali się w sobie tak, że przez dłuższy czas nie mogli oderwać od siebie oczu. Nawet gdyby do każdego przyczepić po 15 policjantów nie rozdzielili by ich w tej chwili. Wtedy kiedy byli nareszcie sam na sam ze sobą pocałowali się tak, że zapomnieli o otaczającym ich świecie.
- James... - zaczęła.
- Kinga... - zaczął.
- Ja tak od początku... - powiedzieli razem.
Uśmiechnęli się bardzo serdecznie i po posprzątaniu szkła poszli trzymając się za ręce na górę. Rozdzielili się dopiero przy swoich pokojach.
Rozdział VIII
Spotkanie po latach
Zdarzenie mające miejsce w noc Wigilijną w domu DepeAriów zostało tylko między Jamesem i Kingą. Drugiego dnia świąt w południe kiedy Penelope podawała obiad, James spoglądając przez okno zauważył, że pewna kobieta wprowadziła się obok ich domu.
- Albert! Popatrz! Czy to nie... no wiesz kto! - mówi James.
- Co? O co Ci chodzi?! - zapytał zdziwiony Albert.
- Nie dowiesz się jak nie zobaczysz! - ciągnie dalej.
- Ok - zgodził się Albert - pomocy , tylko nie to! Miała jakiś namiar czy coś? Pewnie się chce zemścić...
To była Paulina. Paulina to dziewczyna Alberta z liceum. Rzucił ją dla Suzie , która się z nim teraz rozwodzi.
- Oszalałeś? To doskonała okazja, żeby się z nią pogodzić i kto wie, może nawet dojdzie do ślubu!!! - rozmarzył się James.
- Najbliższy ślub to twój i Kingi braciszku! - odpowiedział Albert.
- No, no! Wyprasza sobie! - powiedział James i obydwoje udali się do jadalni na obiad.
Po obiedzie Albert i James usiedli na kanapie i zaczęli oglądać jakiś mecz.
- To powtórka, przełącz. - grymasi Albert.
- Trudno, ja nie widziałem tego meczu. Musisz obejrzeć, albo idź na Internet. - złośliwie odpowiada James.
- A ja mam lepszą propozycję. Zadzwoń do Kingi i idźcie do parku, a ja się odprężę przed telewizorem oglądając komedię!!!! - wkurzony Albert proponuje- najlepiej weź też dzieci.
- Nie, oglądaj, a ja zadzwonię po Kingę i zaproszę naszą nową sąsiadkę na kawę. - dogryza James.
Albert energicznie udał się w stronę swojego pokoju.
- Zrobię tak! To, że Ty za nią nie przepadasz nie znaczy, że ja nie mogę poznawać sąsiadów! - odpowiedział James.
To były jego ostatnie słowa do Alberta tego popołudnia.
- Co się stało? Nigdy się tak nie kłóciliście. - zaniepokoiła się teściowa.
- Chodzi o nową sąsiadkę. To dawna dziewczyna Alberta. Ni chce jej widzieć, bo dał jej kosza dla Suzie, a ona się z nim teraz rozwodzi. Uważa, że wyjdzie przed nią na skończonego idiotę, ale ja wiem, że oni się nadal kochają. - zaszczycił odpowiedzią James.
- To oczywiste, zobaczysz, że jeszcze zmieni zdanie. - uspokaja Penelope.
- Mam nadzieję, ale dla pewności zaprosimy ją dzisiaj na kawę. Zaprosimy też Kingę? - proponuje zięć.
- Wspaniały pomysł. Pójdę z dziećmi do cukierni i kupimy te dobre ciastka. - z uśmiechem na ustach babcia.
Czasu do wieczora było nie wiele, dlatego Kinga była już na miejscu. Penelope poszła zaprosić Paulę na wspólne spotkanie.
Puk, puk! Puka do drzwi sąsiadki staruszka.
- Już idę! - słodkim kobiecym głosem mówi Paulina.
- Dzień dobry! Jestem Penelope, sąsiadka. Chciała bym Cię zaprosić do nas na małe spotkanie, żebyśmy się lepiej poznali. - zaprasza.
- Z chęcią przyjdę, bo właśnie skończyłam piec murzynka! - zgadza się sąsiadka.
-Cudownie, my już czekamy! - odpowiada z zachwyceniem babcia.
10 minut później.
Dryń! Dryń!
- Otwarte! Zapraszam. - wita Penelope.
- Przepraszam Panią, ale drzwi są zamknięte! - przez lekki śmiech odpowiedziała Paulina.
W tym momencie Penelope myła sobie włosy w łazience, dzieci grały na górze na komputerze w grę, a Kinga z Jamesem przewijali Andree. Został tylko Albert, który z myślą, że przed przyjściem Pauliny zdąży sobie wziąć z lodówki do jedzenia, żeby już do końca wieczoru nie schodzić na dół. Także Albert był skazany na otworzenie drzwi.
-„Ok, nie daj po sobie poznać, nic, a nic nerwów!" - myśli.
- O, już jesteś? Cześć. - wita się Albert wiedząc, że jest durniem po takim przywitaniu.
- Witaj Albercie! Minęło aż 9 lat... - wita się Paulina .
- Wow , niesamowite , że pamiętasz ... - mówi Albert - „ Ale idiota! Jasne, że pamięta!" - to chodź do środka.
- Dobrze . - przytaknęła.
Po godzinie wszyscy się ze sobą „oswoili" . Dochodziła godzina 19:00, ale czas nie grał żadnej roli.
- „ Nie ma mi tego za złe? Może sam się przyznam?" - myśli Albert, chcąc przypomnieć o tym wydarzeniu, bo bardzo mu z tym nie wygodnie.
- A pamiętasz , że jak byliśmy jeszcze parą, Joe wepchnął mnie do kosza na śmieci? - z nieśmiałością przypomniał.
- Takich rzeczy się nie zapomina! Hahaha! Pół korytarza się śmiało...- rozpomina głębiej Paulina.
- Taaaak , śmieszne to było...- zawstydzony Albert przytaknął.
Po 21:00 , goście się rozeszli.
- Odprowadzę Cię Kinga do samego domu. - powiedział James obejmując prawym ramieniem Kingę.
- Albert, Ty odprowadź Paulinkę, przecież to obok. - proponuje Penelope.
- No właśnie, to przecież obok ! - wykręca się.
- Nie mów właśnie, bo Cię kura jajem trzaśnie!!! - szybko krzyknęła Kleopatra i uciekła na górę do pokoju.
- Ma rację. - powiedział James i trzymając Kingę za rękę wyszli na ulicę.
- Chodź, jestem już gotowa chyba, że nie chcesz? - mówi sąsiadka.
- Yyyy...- waha się Albert, ale kiedy zobaczył minę Penelope wystraszył się trochę - ... chodźmy, szybko.
- „ No i tak ma być" - ucieszyła się Penelope.
Dom Kingi znajduję się na ulicy Przecznej, która łączy się z ulicą Makową, czyli z ulicą, na której mieszkają państwo DepeArio. Kiedy James i Kingą się żegnali lekko się „cmoknęli" co łatwo zauważył Albert.
- To może do jutra? - żegna się Paulina.
- Zależy, to może lepiej do zobaczenia? - mówi.
- Dobrze to do zobaczenia Albert- Paulina.
Brat poczekał na brata.
- James, nie ściemniaj teraz, co zaszło między tobą, a Kingą? - pyta.
James się przeraził i nie wiedział co miał powiedzieć. Wiedział, że Albert wszystko widział. James znalazł się teraz w bardzo trudnej sytuacji: mógł powiedzieć co się zdarzyło w Wigilię, ale wtedy nie dotrzymał by słowa, które dał dla Kingi i wygadał by tajemnicę lub powiedzieć, że mu się zdawało i jeśli już to ona się tylko potknęła o schodek, ale wtedy by okłamał brata. Co robić?
To póki co tyle
Jak wyobrażacie sobie Kingę?
Paulina - Ruda, piegowata, ale piękna : ]
Kinga-Czarne włosy do ramion,zielone oczy,okulary bez oprawek i pł.a.sz.cz lekarski
Paulina-Ruda,"gładka" i błękitne oczy
Miłość rani
James doszedł w końcu do wniosku, że jego imię jest beznadziejne.
-Penelope, zmieniam imię!- ogłosił.
-Żeby Cię nikt nie wykryło po wczoraj....-westchnął Albert.
-Jakim wczoraj?- zaciekawiła się Penelope.
- Nie to nic takiego...Wigilia , noc...Ki...-przerwał James.
-...nga!- dokończył jego brat - Kinga! Wiedziałem!
Penelope użyła swojej starej jak ona sztuczki:
-James nie chcę Ci robić przykrości, ale wiem o nocy w Wigilię...- nie pewnie powiedziała staruszka.
-No i co z tego!? Całowaliśmy się ... to fakt, ale to nic wielkiego i tyle! - bronie się James.
Albert zaniemówił.
-Tak naprawdę to sam teraz powiedziałeś o wtedy....James!- zaskoczyła babcia.
-Co!? Teraz kiedy się wygadałem Kinga....-przerwał- może się do mnie zniechęcić!
-A jednak coś tam między wami jest, że tak Ci na niej zależy.- ciągnie Albert.
-Nie, no nie mam nerwów do Was! Idę stąd! - krzyknął Jamek.
-Miałeś zmieniać imię! Aha i Kinia jest już w pracy od rana! - dokucza wujek.
James nic nie odpowiedział, bo wiedział, że na jego braciszka, aż szkoda słów. Udał się do apteki, aby porozmawiać z Kingą. Kiedy jednak był pod jej drzwiami za szybką siedział jakiś facet.
-Dzień dobry proszę Pana, czy jest tu dzisiaj taka aptekarka o imieniu Kinga? - zapytał .
-Tak pracuje tu, ale dziś jej nie ma. Pan pewnie mąż?- zaciekawił się facet zza szyby.
- Nie, nie. Tylko bliski kolega. Czyli jest w domu? - pyta.
-Raczej tak, ale wspominała coś o bardzo chorej cioci i , że musi gdzieś jechać... - mówi.
-Tyle wiadomości mi wystarczy. Do widzenia!- pożegnał się James i udał się do domu dziewczyny. Na miejscu na drzwiach była przypięta kartka z napisem:
„Nie ma mnie w domu. Jadę do mojej bardzo ciężko chorej cioci do Kanady.
W razie potrzeby napisać list i wsunąć pod drzwi lub po prostu zdzwoń. Kinga.""
-„Nie będę na Ciebie tracić czasu..."-pomyślał James i poszedł do domu.
Taki troszkę bez sensu na początku, no ale zero weny xD.
To mój pomysł na tytuł histori- "Rodzina DepeAriów i ich wzloty,i upadki".
Podoba Się Tytuł?
Nareszcie skończyłam czytać!Ziu!