Moja beztytułowa opowiastka ;)

«1
olanetolanet Posty: 306
Już od dawna na swoim komputerze, miałam moją opowiastkę. Umieszczałam na moim blogu jej rozdziały. Kiedyś zepsuł mi się komputer i wszystkie rozdziały szlag trafił! Teraz kontynuuję pisanie i opowiastka liczy 10 rozdziałów :D. Nie mam pomysłu na tytuł, ale po przeczytaniu kilku rozdziałów może wpadniecie na jakiś pomysł? Na blogu mi nie pomożono mi więc liczę na Was! Na razie dodam tylko 2 rozdziały, bo 10 na raz to chyba za dużo.

Rozdział I
Kłótnia

-Mama!- Krzyczy roczna dziewczynka.
-Ojej! To jej pierwsze słowo!- mama, mamusia…
Mała Andrea już nigdy nie wypowie tych słów szczerze, do właściwej osoby.
Jej mama trzy miesiące temu zginęła w wypadku samochodowym.
-Szkoda, że Margareth…- załamał się James.
-…ich nie usłyszała- dokończyła zdanie babcia Penelope.
- Nigdy nie dojdę do siebie…- zwątpił ojciec.
-Nigdy nie mów „nigdy”- odrzekła Penelope- to toksyczne słowo.
-Ta Wigilia będzie najgorszą w moim życiu, pierwszą bez niej…- lamentuje owdowiały mężczyzna.
- To bardzo ciężki czas w naszym życiu, to fakt.- dzieli się uczuciami babcia.
Drrryń!! Drrryń!!
- Ja otworzę.- rzuciła się do drzwi.
- Witaj rodzino! Stany Zjednoczone mówią: hej!! Już wróciliśmy z wakacji! Wczoraj.
- Ale mnie zaskoczyliście!- twierdzi staruszka widząc w drzwiach ciotkę Suzie wuja Alberta oraz dwunastolatkę Kleopatrę i siedmiolatka Zacka.
- Może zostaniemy u Was kilka dni, spędzimy razem Wigilię.-zaproponowało małżeństwo.
-Oczywiście, że możecie zostać! Zapraszam do środka!- Penelope zaprasza gości.
-Mhmmm, trochę tu pusto, czyżby Margareth była dziś w pracy?- zapytala zdziwiona ciotka.
W pokoju zapanowała absolutna cisza.
-Kompletnie nie wiemy jak Wam to powiedzieć, ale…- tłumaczy James.
-…ale? – nie cierpliwi się wujek Albert.
- Margareth… nie… nie… żyje.- mówi przez łzy wdowiec.
Sytuacja powtórzyła się- znów cisza. Nawet Zack zrozumiał wielką tragedię.
- Co się stało, dlaczego moja siostra nie żyje!!?- płacze Suzie.
- Zginęła w wypadku samochodowym trzy miesiące temu.- głosi rodzinie babunia.
Nikt nie może się z tym pogodzić.
- Ale co z Andreą!!!??- wybuchła ciotka.
- Przecież ma ojca…- opanowuje sytuacje Penalope.
- Dzieci wychowywane przez takich ojców jak James trafiają do Domu Dziecka!!!
- awanturuje się Suzie.
James nie opanował wtedy swoich nerwów:
- Ty lepiej pomyśl o swoich jak Ci coś nie pasuje w moim wychowaniu!!- broni się tata.- Szanowałem Cię , ale od tej chwili to się zmienia!- i wyszedł z pokoju.
- Szanował mnie, tak?! Jakoś tego nie okazywał. Wigilię spędzimy sami w naszym domu. Do widzenia!- krzyknęła ciotka i zabierając ze sobą rodzinę trzasnęła drzwiami głównymi.
Było jeszcze słychać jak kłóci się z mężem. Po chwili do mieszkania wszedł Albert z dziećmi i……

Rozdział II
Grunt to spokój

i…… z ust Alberta padło pytanie:
- Czy możemy się u Was zatrzymać na dwa-trzy miesiące?
-No pewnie, ale co się stało?- pyta zaniepokojona Penelope.
-Pokłóciłem się Suzie- odrzekł Albert.
- Nie mów mi tylko, że powiedziała, że jedzie do dziadka. – martwi się staruszka.
- Dlaczego, czy to źle? -pyta mężczyzna.
- Masz problem, możecie się już szybko nie zobaczyć. Oznacza to rozwód, albo długie zawieszenie małżeńskie.- odpowiada babcia.
Rzeczywiście, chwilowo to zawieszenie, ale… na razie.
-Macie przy sobie bagaże?- pyta kobieta.
-Niestety nie, musimy jechać do domu po nie tylko nie mamy czym. Suzie zabrała samochód!!- krzyczy Albert.
- Zapytam Jamesa , może pożyczy Wam swój.- uspokaja Penelope i poszła do sypialni Jamesa i Margareth.
James siedział na brzegu łóżka i wypalał czwartego papierosa.
-Zostaw to kochany. To przeciż psuje zdrowie!- przestrzega go staruszka.
- Wiem, ale zazwyczaj nie palę. To ta Suzie…- nie dokończył, bo przerwała mu Penelope.
-… obraziła Cię i wystawiła na wiatr Alberta i swoje dzieci.- z nuta złości, który walczy ze smutkiem dokończyła mowę zięcia.
-To okrutna kobieta, ale moja druga córka.- ciągnie dalej babunia.
- Mam do Ciebie jedną prośbę.- pyta staruszka.
- Jaką mamo?- zaciekawił się James gasząc przed chwila rozpoczętego piątego papierosa.
- Pożyczysz samochód Albertowi, bo musi wziąć bagaże. Zatrzymają się u nas na parę dni.
- Tak jasne, pożyczę. Kluczyki są na trzeciej półce na przedpokoju.- objaśnił James.
Penelope wyszła z pokoju i podała klucze do auta Albertowi.
-Tak długo tam byłaś mamo, że myślałem, że James się nie zgodził!- zażartował.
- Grunt to spokój, to bardzo życzliwy człowiek!- chwali Jamesa Penelope.
Albert po chwili wyszedł z dziećmi i odjechał samochodem Jamesa.
Staruszka poszła do pokoju najmłodszego członka rodziny. Nachyliła się nad śpiącą dziewczynką. Andrea otworzyła wtedy swoje malutkie oczka, które świeciły jak dwa płomyki świec i czule spojrzała na babunie. Penelope uznała ten widok za najcenniejszy i przyrzekła sobie zapamiętać go do końca swojego życia.

W I r. trochę pomieszałam z tymi wakacjami i w ogóle... no cóż, czekam na Wasze eksperckie oceny :D.

Komentarz

  • dziecko99dziecko99 Posty: 2,178 Member
    edytowano lipca 2010
    Fajna,na.pi.sz więcej niż 10!
  • olanetolanet Posty: 306
    edytowano lipca 2010
    Dzięki Natalio, za ocenę :D. Wstawię 3 rozdział .

    Rozdział III
    Wigilia puka do drzwi

    Albert przyjechał do domu Jamesa , Penelope i Andrey kiedy Penelope nakrywała stół do kolacji.
    -Jesteśmy i… Co tak ładnie pachnie?!- mówi wujek.
    - Dziękuje za pochwałę, to zupa mleczna i murzynek.- oświadczyła babcia.
    -Bardzo słodko jak na kolację!- zaśmiał się James siedząc na kanapie w salonie.
    -Idę po Andree, też powinna zjeść. – stwierdził ojciec.
    Penelope zaprowadziła Alberta, Kleopatrę i Zacka do ich nowych pokoi.
    - Proszę! Tu będziecie spać. Zmienimy pościel i odkurzymy. Będzie jak w hotelu.- zachwala staruszka.
    - Wow, jaki miękki materac! Ja chce tu spać! – zaklepał miejsce Zack.
    - Chciałbyś! Ja tu będę spać! Jestem dziewczynką więc nie wypada mi spać z tatą!!- przeczy zrzucając z łóżka Zacka Kleopatra.
    - Spokojnie! Wy śpicie razem w podwójnym łóżku, ja na pojedynczym z tym miękkim materacem.- zatwierdził swoje zdanie ojciec dwójki kłótliwych dzieci.
    Rzeczywiście, materac ten był bardzo miękki. Po zapoznaniu się z pokojem rodzina zaszła na dół do jadalni.
    - Tada!! Dokończyłem to, co zaczęła mama.- mówi James trzymając w objęciach córeczkę.
    -W takim razie, na co jeszcze czekamy?! Jedzmy! – popędza Penelope.
    Po obfitej kolacji James, Peenelope, Andrea, Albert, Kleopatra i Zack zasiedli do oglądania rodzinnego serialu. Wieczór minął powoli i przyjemnie. Za trzy dni zbliża się Wigilia. Nagle zadzwoniła komórka Jamesa.
    - Słucham, tu James DapeArio. – przedstawił się .
    To dzwoniła Suzie:
    - Mam nadzieje, że Albert i dzieci nie zatrzymali się u Was!!! – krzyczy Suzie.
    - A co Ci do tego? Przecież wystawiłaś ich na wiatr!! Zamieszkałaś z dziadkiem w waszym domu!!- przemawia jej do rozsądku James.
    - Halo! Suzie! Jestes tam? Halo! – podniesionym głosem krzyczy do słuchawki mężczyzna.
    Suzie się rozlączyła . Widocznie to „przemówienie” coś jej wyjaśniło, ale ona jst uparta, więc…. Nie wiadomo.
    -Babciu! Poczytasz nam bajkę?- Słychać z sąsiedniego pokoju prośbę Zacka.
    - Ojojoj! Złotko, oczy już nie te same co dwadzieścia lat temu. Muszę mieć okulary, które wczoraj zgubiłam.- wymiguje się babcia.
    -Proszę babciu to twoje okulary. Znalazłam je przed chwilą na lodówce. – przerywa Kleopatra.
    James się roześmiał, bo ta sytuacja wydała mu się niezmiernie śmieszna.

    Pokręciłam troszkę daty - wakacje i zaraz Wigilia ... ;).
  • dziecko99dziecko99 Posty: 2,178 Member
    edytowano lipca 2010
    To napiszesz więcej?,bo historia jest super!
  • olanetolanet Posty: 306
    edytowano lipca 2010
    Pewnie, że napiszę więcej ;). Dzisiaj właśnie napisałam ten 10 rozdział, jutro może napiszę 11, ale nie wiem czy będę mieć czas, bo mam imieniny mamy :). Na forum będę dodawać stopniowo, jednak coś czuję, że do niedzieli umieszczę wszystkie!
    Teraz dam 4.


    Rozdział IV
    Dziś wtorek, a jutro Wigilia

    Był wczesny ranek. Wszyscy domownicy spali. Obudził ich jednak rozpaczliwy płacz Andrey.
    -Andrea!!! - zerwał się z łóżka James prosto na równe nogi.
    Płacz nie ustawał. James pobiegł szybko do sąsiedniego pokoju dziecka.
    - Moja malutka!! Co się dzieje? Boli Cię coś? - rozczula się tata dzidziusia.
    -Penelope! Gdzie jest termometr? Podejrzewam, że nasz Kwiatuszek ma gorączkę.- panikuje ojciec.
    Penelope w koszuli nocnej szybkimi krokami zeszła do kuchni.
    - Proszę. Chodźmy pomogę Ci. - proponuje babunia.
    -Bardzo bym prosił.- lekko się wstydząc przyjął pomoc teściowej.
    - 39 stopni! - przeraziła się staruszka.
    Nie zwlekając James pojechał z córeczka do przychodni. Okazało się, że Andrea jest ciężko chora.
    - Współczuję panu DepeArio. Pańska córeczka przeżyje święta w chorobie. Przepiszę panu receptę.
    Po pięciu minutach James z Andreą na rękach wszedł do apteki.
    - Proszę pani...- czyta plakietkę na stroju aptekarki. - ... pani Kingo, proszę receptę.
    - Ma pan śliczną córeczkę, jak ma na imię? - zaciekawiła się Kinga.
    - Andrea. - odpowiedział mężczyzna ciekawie spoglądając na panią zza szybki.
    - Ładne imię! Proszę, oto leki z recepty. Życzę miłych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia! - pożegnała się kobieta.
    -Nawzajem i do widzenia! - odwzajemnił się mężczyzna.
    Popołudniu w domu.
    - I jak? Powiedz, że to nie zapalenie płuc! - przejął się Albert.
    - Nie, nie.- mruknął pod nosem James.
    - Dziwnie wyglądasz, żebyś się nie zaraził! - mówi Penelope.
    - To taka jedna z cięższych chorób... Nie jest zbyt poważne. - tajemniczo dając Andree Albertowi odpowiedział i udał się na taras.
    Zaczął padać lekki śnieg. Kleopatra i Zack przez okno na piętrze łapali płatki śniegu na języki. Babcia Penelope karmiła mlekiem chorowitkę. Po nakarmieniu przez babcie Andrea nie wyraźnie wypowiadała imię „Kinga".
    Penelope zaniosła ją do pokoju i udała się za Jamesem na taras.
    - Co to za Kinga? - pyta staruszka.
    - Jaka Kinga, a pozatym skąd wiesz? - zaniepokoił się wdowiec.
    - Andrea kilka razy wypowiedziała po karmieniu to imię, więc się pytam kto to taki. - ciągnie dalej Penelope.
    - Poznałem ja dzisiaj w przychodni. To nowa aptekarka.- tłumaczy się James.
    - Wpadła Ci w oko, prawda?- podejrzewa babcia.
    - No ładna, ale nie mam zamiaru się z nią umawiać. - broni się ojciec.
    - Na razie, na razie mój drogi na razie...- stwierdza Penelope.

    Dodam, że w moim kąciku została zamieszczona Penelope :).
  • dziecko99dziecko99 Posty: 2,178 Member
    edytowano lipca 2010
    Świetne,serio!
  • olanetolanet Posty: 306
    edytowano lipca 2010
    Może masz jakiś pomysł na tytuł?

    Edit
    Wklejam kolejny rozdział. Zaraz może napiszę 11. :D

    Rozdział V
    Dwa opakowania to nie pięć!!!


    - Andrea też pomoze!!! - prosi rano Zack.
    - Nie, potłucze jeszcze bombki. - ostrzega Penelope.
    - Będziemy pilnować. - obiecują dzieci Alberta.
    - Oh, James!! Daj no tu Andree. Pomoże ubrać choinkę. - prosi babcia.
    - Ona jest chora i za mała na ubieranie choinki. - daje do zrozumienia James.
    - Nikt nie jest za mały na ubieranie choinki!! - krzyknęła Kleopatra.
    Penelope się uśmiechnęła. James uległ i pozwolił Andrerze ubierać drzewko.
    Minęło 15 minut i .........
    - Nie!!! Zostaw to!! Andrea nie...!! - to ostatnie słowa staruszki przed „ bombom atomową" .
    - Mówiłem!! - chwali się James.
    Andrea z dwóch paczek bombek zrobiła „bum" !!!!!!!!!!!
    - To najładniejsze ... - załamał się Zack.-
    - Nie martw się.- pociesza babcia.
    - Nie mamy bombek. Musze iść kupić nowe a wy może posprzątacie. - proponuje ojciec.
    - Dobrze, dobrze idź.- popędza Penelope.
    Koło sklepu...
    - O przepraszam nie zauważyłem pani to był przy... - przeprasza James kobietę, z którą zderzył się w drzwiach sklepu.
    - ...padek. O Kinga, witaj!- przy witał się.
    - Myślałam, że się jeszcze spotkamy. - uśmiecha się Kinga.
    - Czytasz w myślach? - zaśmiał się wdowiec.
    - Nie. Miałam takie przeczucie co nie znaczy, że czytam w myślach. - odpowiedziała. - Stało się cos, że tak śpieszno Ci do tego sklepu?- ciągnie dalej aptekarka.
    - Andrea potłukła dwie paczki bombek. - zawstydził się trochę.
    - Już jest zdrowa? - pyta Kinga.
    - Jeszcze nie, ale z dnia na dzień jest co raz lepiej.- odpowiada mężczyzna.
    - Aha, może wpadniesz do mnie na kawę? - proponuje pani w pł******.
    - Rodzinka przecież czeka, a może... - mówi James - przyjdziesz do nas na Wigilię?
    - Mogę? Miło mi, że mnie zapraszasz, ale rodzinka się zgodzi? - pyta Kinga.
    - Zgodzi, dziś o 19: najwcześniej! Nr. Domu 125 ul. Makowa. Taki dom z szarym dachem, duży ogród itp. - objaśnia.- Tu masz mój numer telefonu jak by coś.- mówi dając Kindze karteczkę z numerem telefonu James.
    - Będę na pewno. - obiecuje aptekarka uroczym spojrzeniem i odchodzi w stronę ulicy Przecznej.
    „ Będzie na pewno, zapowiada się miły wieczór" - myśli James.

    Jestem ciekawa - jak wyobrażacie sobie postacie? :lol:
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • dziecko99dziecko99 Posty: 2,178 Member
    edytowano lipca 2010
    Świetne,a tytuł? Dom przy Makowej... np.

    A moje wyobrażenia:
    Andrea-Brunetka w długich spiętych u góry włoskach
    James-"Długi jak miesiąc,a cienki jak wypłata" :lol: czarne rozczochrane włosy
    Penelopa-Babcia w koczku i łososiowym sweterku
    Kleopatra-Jak Egipcjanka
    Zack-Jak ten co grał w HSM tylko mini.
    Albert-Wąsy i przyduży brzuszek :lol:
  • olanetolanet Posty: 306
    edytowano lipca 2010
    dziecko99 napisał użytkownik:
    Świetne,a tytuł? Dom przy Makowej... np.

    A moje wyobrażenia:
    Andrea-Brunetka w długich spiętych u góry włoskach
    James-"Długi jak miesiąc,a cienki jak wypłata" :lol: czarne rozczochrane włosy
    Penelopa-Babcia w koczku i łososiowym sweterku
    Kleopatra-Jak Egipcjanka
    Zack-Jak ten co grał w HSM tylko mini.
    Albert-Wąsy i przyduży brzuszek :lol:

    "Dom przy Makowej" ... hmm , sensowne :D.
    A co do postaci to w mojej głowie mają podobny wygląd :). Oto 6 rozdział:

    Rozdział VI
    Wigilia

    Miły, ciepły wieczór. We wszystkich domach zapanowała rodzinna atmosfera.
    Dryń! Dryń! - zadzwonił dzwonek do drzwi państwa DepeArio.
    - To pewnie Kinga... - mówi James.
    - Nie mogę się doczekać jej poznania, i... Zack co ty robisz!? - mówi Penelope.
    James otworzył drzwi. Nie mógł oderwać oczu od olśniewająco pięknej czarno włosej kobiety ubranej w długi damski pł***** z pod, którego było widać kawałek błękitnej ********. Kinga miała głębokie zielone oczy i długie czarne włosy.
    - Cześć, James. - przywitała się kobieta.
    - Dobry wieczór pani! - zaśmiał się.- zapraszam do środka!
    Kinga weszła do domu. James zdjął i powiesił jej pł*****.
    - Chodź do jadalni , tam wszyscy czekają. - wołał mężczyzna.
    - Dobry wieczór wszystkim. - zachowała kulturę Kinga.
    Penelope wstała ze swojego miejsca kiedy wszyscy ucichli i zaczęła:
    - To ja, jako pierwsza złoże wszystkim serdeczne życzenia. Dla każdego dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia wszystkich marzeń itd. itp. - oznajmiła dumnie.
    Zgromadzeni złożyli sobie życzenia dzieląc się opłatkiem.
    - To ja James życzę Ci zdrowia, ******ów, pieniędzy, szczęścia i czego tylko sobie życzysz. - składa życzenia Jamesowi Kinga łamiąc opłatek.
    - Ja Tobie chce życzyć tego samego i dużo radości w życiu. - odwzajemnia się mężczyzna.
    - Kleo! Życzę Ci dobrych ocen w szkole, radości itp. - życzy Kleopatrze babunia.
    - Dużo zdrowia, szczęścia , ******ów, słodyczy Zack Ci życzy! - każdemu po kolei składa życzenia chłopiec.
    - Zack ! To nie ładnie składać każdemu takie same życzenia. - stwierdza Kleopatra.
    - Ja swoje wiem i koniec kropka! - odpowiada złośliwie siedmiolatek.
    - Kochane dzieci! Nie kłóćcie się w Wigilię, bo tak będzie przez cały rok! - uprzedza Albert.
    Połowa uczestników wieczoru roześmiało się, na pewno wiesz o co chodzi!
    Wszyscy po złożeniu życzeń zasiedli do stołu. Rodzinnej atmosferze towarzyszyły ciekawe rozmowy. Penelope z Jamesem wyszli do kuchni po czerwony barszcz.
    - No...- zaczęła rozmowę starsza kobieta - ... ładna.
    - Mamo, nie będziemy razem. Nawet o tym nie myśl! - broni się James.
    - Skąd wiesz, że o tym myślę? - zapytała.
    - Robisz tą swoją „popularną" minę. - zaskakuje mężczyzna.
    Nie dokończyli bo do kuchni weszła Kinga:
    - Może w czymś pomóc? - proponuje.
    - Możesz , hmm... właściwie to chyba nic nie ma już. Jeśli tylko chcesz to pomożesz mi i Kleopatrze przygotować za chwilę karpia, zgoda? - mówi Penelope.
    - Oczywiście, zawsze jestem chętna do pomocy! - odpowiedziała i wolnymi krokami udała się do jadalni.
    - Kura domowa? - zaczyna ponownie staruszka.
    - Penelope! Przestań. - już ze złością mówi James.
    Penelope uśmiechnęła się tajemniczo i zajrzała do piekarnika czy karp jest już gotowy. Przyjemny dla nosa zapach wypełnił cały parter.
    -Smacznego! - znowu zachowała kulturę Kinga.
    - Nawzajem! - odwzajemnił się każdy.
    Penelope siedziała obok Jamesa i Kleopatry.
    - Kulturalna! - zaszeptała Penelope szturchając zięcia.
    - Proszę Cię, mamo. - żali się.
    - No proszę! James ma powodzenie, takie dwie piękne kobiety ma przy sobie! - mówiąc te słowa Albert miał na myśli Penelope i Kingę.
    - Kleopatra , Kinga! Idziemy przyrządzić naszą świąteczną rybkę! - oznajmiła babunia.
    W kuchni:
    - Kleopatro, podaj mi proszę tą zieloną i czerwoną przyprawę z pojemnika! - prosi babcia.
    - A ja co mogę zrobić? - pyta Kinga.
    - Choć, Ty pomożesz mi przy przyprawianiu! - zarządziła Penelope.
    15 minut później karp był gotowy.
    - Jaki smaczny! - chwali dziewczyny Albert, James i nawet Zack.
    - Spisałyście się na medal! - patrząc głównie na Kingę dodaje James.

    Cieszę się, że udało mi się "zilustrować" postacie w opowiastce tak jak ułożyłam to sobie w głowie! Aha, i napisałam wczoraj 11 rozdział! Juhu ^^.
  • olizgsolizgs Posty: 1,462 Member
    edytowano lipca 2010
    Exstra!

  • olanetolanet Posty: 306
    edytowano lipca 2010
    Rozdział VII
    Wigilia ciąg dalszy


    - Kinia, podasz mi chleb? - prosi Albert.
    - Tak, proszę . - odpowiada „Kinia".
    - Nie myślę, że Kindze podoba się kiedy tak na nią mówisz. - wtrąca James.
    - Nie, nie przeszkadza mi to, nawet mi się podoba. - słodkim głosem Kinga.
    - Ojojoj! Nie kłóćcie się, proszę! I chyba Andrea się przebudziła. - łagodzi bunia.
    Andrea spała na kanapie w salonie pod żółtym kocykiem.
    - Pójdę po nią. Nauczyła się śpiewać pięknie dwie kolędy! - dodała Penelope.
    - Ojejku, ta pana córeczka umie już śpiewać? Strasznie zdolna! - zachwyca się Kinga.
    - Tak, wieczorami słyszałem jak Kleopatra , Zack i Penelope uczyli ją i ... proszę, mówmy sobie już zawsze po imieniu! - odpowiedział dumny ojciec.
    - Dobrze James. -z uśmiechem na twarzy zgodziła się aptekarka.
    - Uwaga! Andrea zaśpiewa „Cicha Noc" i „Dzisiaj w Betlejem" ! - ogłasza Zack.
    - Cicha nioc, święta nioc... - zaczęła malutka dziewczynka.
    - Dziśaj w Betleem wesoła niowina, zie Panna Ćśta..... - z pomyłkami zaśpiewała.
    - Pomóżmy jej! - zachęciła staruszka.
    Wszyscy razem zaśpiewali te dwie kolędy najładniej jak tylko mogli.
    - To co teraz? Już prawie 23:00!! - przeraził się Albert.
    - Już tak późno? To ja lecę, pa James...- Kinga miała jeszcze coś dodać, ale James ją zatrzymał:
    - Nie idź, przenocujesz u nas. - zaproponował.
    Wszyscy pokoju spojrzeli na Kingę tak, jak by jeszcze mocniej prosili.
    - Nie mam wyboru, skoro tak prosicie, ale nie mam piżamy itp. - powiedziała.
    - James ma w szafie jeszcze rzeczy po Margareth. - oznajmiła Penelope - uprałam je, wyprasowałam, bo miałam nadzieje, że szybko oddamy je ubogim, ale skoro na darzyła się taka okazja to możesz je nawet zatrzymać!
    - Naprawdę jesteście dzisiaj dla mnie jak rodzina. - wzruszyła się Kinga.
    - Dzisiaj przecież jest Wigilia. - z wielką pokorą i spokojem odpowiedziała Penelope.
    W pokoju zapanowała cisza. Kinga się rozpłakała.
    - Naprawdę, naprawdę nie wiem co ja mam powiedzieć, jesteście tacy mili... - mówi przez płacz.
    - Chodź, wybierzesz sobie piżamę, weźmiesz gorącą kąpiel i pójdziesz spać. - co raz bardziej łagodnym głosem mówi Penelope.
    - Na razie tylko wybiorę piżamę, potem pomogę wam posprzątać. - chętnie mówi Kinga.
    - Dobrze, jak chcesz to nam pomożesz. - mówi James.
    Po 20 minutach wszyscy byli już gotowi do spania. Kinga z Andreą w pokoju spała na polowym łóżku. Andrea oczywiście w kojcu dla dzieci. Reszta domowników spali jak zawsze w swoich pokojach. Noc była cicha i spokojna, kiedy nagle ktoś zszedł z góry i usiadł na kanapie w salonie. To był James.
    „ Jak ja mam jej to powiedzieć? Tak? Kinga kocham Cię? Dureń ze mnie." - rozmyślał tak do chwili kiedy Kinga zeszła w żółtym szlafroku. Nie wiedziała, że James tu jest i weszła do kuchni. Z suszarki na kubki, talerze , miski itp. itd. wyjęła po cichu jedną szklankę i nalała sobie wody z kranu. James wychylił głowę zza łuku i przyglądał się jej. Dziewczyna po wypiciu starannie umyła szklankę i chcąc włożyć ją do szafki zobaczyła Jamesa i tak się go wystraszyła, że upuściła szklankę, która po upadku na podłogę potłukła się, a szkło rozsypało się na wszystkie strony.
    - Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć. - przeprasza mężczyzna.
    - A ja przepraszam, że rozbiłam szklankę, chyba nie miała ona jakiegoś szczególnego znaczenia? - zaniepokojona Kinga, przeprasza Jamesa.
    - Pomogę Ci to posprzątać. - oferuje swoją pomoc James.
    - Dziękuję. - podziękowała kobieta.
    Kiedy się schylili po to samo szkiełko i spojrzeli sobie w oczy zakochali się w sobie tak, że przez dłuższy czas nie mogli oderwać od siebie oczu. Nawet gdyby do każdego przyczepić po 15 policjantów nie rozdzielili by ich w tej chwili. Wtedy kiedy byli nareszcie sam na sam ze sobą pocałowali się tak, że zapomnieli o otaczającym ich świecie.
    - James... - zaczęła.
    - Kinga... - zaczął.
    - Ja tak od początku... - powiedzieli razem.
    Uśmiechnęli się bardzo serdecznie i po posprzątaniu szkła poszli trzymając się za ręce na górę. Rozdzielili się dopiero przy swoich pokojach.





    Rozdział VIII
    Spotkanie po latach

    Zdarzenie mające miejsce w noc Wigilijną w domu DepeAriów zostało tylko między Jamesem i Kingą. Drugiego dnia świąt w południe kiedy Penelope podawała obiad, James spoglądając przez okno zauważył, że pewna kobieta wprowadziła się obok ich domu.
    - Albert! Popatrz! Czy to nie... no wiesz kto! - mówi James.
    - Co? O co Ci chodzi?! - zapytał zdziwiony Albert.
    - Nie dowiesz się jak nie zobaczysz! - ciągnie dalej.
    - Ok - zgodził się Albert - pomocy , tylko nie to! Miała jakiś namiar czy coś? Pewnie się chce zemścić...
    To była Paulina. Paulina to dziewczyna Alberta z liceum. Rzucił ją dla Suzie , która się z nim teraz rozwodzi.
    - Oszalałeś? To doskonała okazja, żeby się z nią pogodzić i kto wie, może nawet dojdzie do ślubu!!! - rozmarzył się James.
    - Najbliższy ślub to twój i Kingi braciszku! - odpowiedział Albert.
    - No, no! Wyprasza sobie! - powiedział James i obydwoje udali się do jadalni na obiad.
    Po obiedzie Albert i James usiedli na kanapie i zaczęli oglądać jakiś mecz.
    - To powtórka, przełącz. - grymasi Albert.
    - Trudno, ja nie widziałem tego meczu. Musisz obejrzeć, albo idź na Internet. - złośliwie odpowiada James.
    - A ja mam lepszą propozycję. Zadzwoń do Kingi i idźcie do parku, a ja się odprężę przed telewizorem oglądając komedię!!!! - wkurzony Albert proponuje- najlepiej weź też dzieci.
    - Nie, oglądaj, a ja zadzwonię po Kingę i zaproszę naszą nową sąsiadkę na kawę. - dogryza James.
    Albert energicznie udał się w stronę swojego pokoju.
    - Zrobię tak! To, że Ty za nią nie przepadasz nie znaczy, że ja nie mogę poznawać sąsiadów! - odpowiedział James.
    To były jego ostatnie słowa do Alberta tego popołudnia.
    - Co się stało? Nigdy się tak nie kłóciliście. - zaniepokoiła się teściowa.
    - Chodzi o nową sąsiadkę. To dawna dziewczyna Alberta. Ni chce jej widzieć, bo dał jej kosza dla Suzie, a ona się z nim teraz rozwodzi. Uważa, że wyjdzie przed nią na skończonego idiotę, ale ja wiem, że oni się nadal kochają. - zaszczycił odpowiedzią James.
    - To oczywiste, zobaczysz, że jeszcze zmieni zdanie. - uspokaja Penelope.
    - Mam nadzieję, ale dla pewności zaprosimy ją dzisiaj na kawę. Zaprosimy też Kingę? - proponuje zięć.
    - Wspaniały pomysł. Pójdę z dziećmi do cukierni i kupimy te dobre ciastka. - z uśmiechem na ustach babcia.
    Czasu do wieczora było nie wiele, dlatego Kinga była już na miejscu. Penelope poszła zaprosić Paulę na wspólne spotkanie.
    Puk, puk! Puka do drzwi sąsiadki staruszka.
    - Już idę! - słodkim kobiecym głosem mówi Paulina.
    - Dzień dobry! Jestem Penelope, sąsiadka. Chciała bym Cię zaprosić do nas na małe spotkanie, żebyśmy się lepiej poznali. - zaprasza.
    - Z chęcią przyjdę, bo właśnie skończyłam piec murzynka! - zgadza się sąsiadka.
    -Cudownie, my już czekamy! - odpowiada z zachwyceniem babcia.
    10 minut później.
    Dryń! Dryń!
    - Otwarte! Zapraszam. - wita Penelope.
    - Przepraszam Panią, ale drzwi są zamknięte! - przez lekki śmiech odpowiedziała Paulina.
    W tym momencie Penelope myła sobie włosy w łazience, dzieci grały na górze na komputerze w grę, a Kinga z Jamesem przewijali Andree. Został tylko Albert, który z myślą, że przed przyjściem Pauliny zdąży sobie wziąć z lodówki do jedzenia, żeby już do końca wieczoru nie schodzić na dół. Także Albert był skazany na otworzenie drzwi.
    -„Ok, nie daj po sobie poznać, nic, a nic nerwów!" - myśli.
    - O, już jesteś? Cześć. - wita się Albert wiedząc, że jest durniem po takim przywitaniu.
    - Witaj Albercie! Minęło aż 9 lat... - wita się Paulina .
    - Wow , niesamowite , że pamiętasz ... - mówi Albert - „ Ale idiota! Jasne, że pamięta!" - to chodź do środka.
    - Dobrze . - przytaknęła.
    Po godzinie wszyscy się ze sobą „oswoili" . Dochodziła godzina 19:00, ale czas nie grał żadnej roli.
    - „ Nie ma mi tego za złe? Może sam się przyznam?" - myśli Albert, chcąc przypomnieć o tym wydarzeniu, bo bardzo mu z tym nie wygodnie.
    - A pamiętasz , że jak byliśmy jeszcze parą, Joe wepchnął mnie do kosza na śmieci? - z nieśmiałością przypomniał.
    - Takich rzeczy się nie zapomina! Hahaha! Pół korytarza się śmiało...- rozpomina głębiej Paulina.
    - Taaaak , śmieszne to było...- zawstydzony Albert przytaknął.
    Po 21:00 , goście się rozeszli.
    - Odprowadzę Cię Kinga do samego domu. - powiedział James obejmując prawym ramieniem Kingę.
    - Albert, Ty odprowadź Paulinkę, przecież to obok. - proponuje Penelope.
    - No właśnie, to przecież obok ! - wykręca się.
    - Nie mów właśnie, bo Cię kura jajem trzaśnie!!! - szybko krzyknęła Kleopatra i uciekła na górę do pokoju.
    - Ma rację. - powiedział James i trzymając Kingę za rękę wyszli na ulicę.
    - Chodź, jestem już gotowa chyba, że nie chcesz? - mówi sąsiadka.
    - Yyyy...- waha się Albert, ale kiedy zobaczył minę Penelope wystraszył się trochę - ... chodźmy, szybko.
    - „ No i tak ma być" - ucieszyła się Penelope.
    Dom Kingi znajduję się na ulicy Przecznej, która łączy się z ulicą Makową, czyli z ulicą, na której mieszkają państwo DepeArio. Kiedy James i Kingą się żegnali lekko się „cmoknęli" co łatwo zauważył Albert.
    - To może do jutra? - żegna się Paulina.
    - Zależy, to może lepiej do zobaczenia? - mówi.
    - Dobrze to do zobaczenia Albert- Paulina.
    Brat poczekał na brata.
    - James, nie ściemniaj teraz, co zaszło między tobą, a Kingą? - pyta.
    James się przeraził i nie wiedział co miał powiedzieć. Wiedział, że Albert wszystko widział. James znalazł się teraz w bardzo trudnej sytuacji: mógł powiedzieć co się zdarzyło w Wigilię, ale wtedy nie dotrzymał by słowa, które dał dla Kingi i wygadał by tajemnicę lub powiedzieć, że mu się zdawało i jeśli już to ona się tylko potknęła o schodek, ale wtedy by okłamał brata. Co robić?


    To póki co tyle :D.
    Jak wyobrażacie sobie Kingę?
  • dejwi1998dejwi1998 Posty: 2,669
    edytowano lipca 2010
    Kinga - Szatynka niebieskooka z ładnymi szerokimi ustami w nieodzownym pł******** : d
    Paulina - Ruda, piegowata, ale piękna : ]
  • dziecko99dziecko99 Posty: 2,178 Member
    edytowano lipca 2010
    Świetne

    Kinga-Czarne włosy do ramion,zielone oczy,okulary bez oprawek i pł.a.sz.cz lekarski
    Paulina-Ruda,"gładka" i błękitne oczy
  • olanetolanet Posty: 306
    edytowano sierpnia 2010
    Rozdział IX
    Miłość rani

    James doszedł w końcu do wniosku, że jego imię jest beznadziejne.
    -Penelope, zmieniam imię!- ogłosił.
    -Żeby Cię nikt nie wykryło po wczoraj....-westchnął Albert.
    -Jakim wczoraj?- zaciekawiła się Penelope.
    - Nie to nic takiego...Wigilia , noc...Ki...-przerwał James.
    -...nga!- dokończył jego brat - Kinga! Wiedziałem!
    Penelope użyła swojej starej jak ona sztuczki:
    -James nie chcę Ci robić przykrości, ale wiem o nocy w Wigilię...- nie pewnie powiedziała staruszka.
    -No i co z tego!? Całowaliśmy się ... to fakt, ale to nic wielkiego i tyle! - bronie się James.
    Albert zaniemówił.
    -Tak naprawdę to sam teraz powiedziałeś o wtedy....James!- zaskoczyła babcia.
    -Co!? Teraz kiedy się wygadałem Kinga....-przerwał- może się do mnie zniechęcić!
    -A jednak coś tam między wami jest, że tak Ci na niej zależy.- ciągnie Albert.
    -Nie, no nie mam nerwów do Was! Idę stąd! - krzyknął Jamek.
    -Miałeś zmieniać imię! Aha i Kinia jest już w pracy od rana! - dokucza wujek.
    James nic nie odpowiedział, bo wiedział, że na jego braciszka, aż szkoda słów. Udał się do apteki, aby porozmawiać z Kingą. Kiedy jednak był pod jej drzwiami za szybką siedział jakiś facet.
    -Dzień dobry proszę Pana, czy jest tu dzisiaj taka aptekarka o imieniu Kinga? - zapytał .
    -Tak pracuje tu, ale dziś jej nie ma. Pan pewnie mąż?- zaciekawił się facet zza szyby.
    - Nie, nie. Tylko bliski kolega. Czyli jest w domu? - pyta.
    -Raczej tak, ale wspominała coś o bardzo chorej cioci i , że musi gdzieś jechać... - mówi.
    -Tyle wiadomości mi wystarczy. Do widzenia!- pożegnał się James i udał się do domu dziewczyny. Na miejscu na drzwiach była przypięta kartka z napisem:
    „Nie ma mnie w domu. Jadę do mojej bardzo ciężko chorej cioci do Kanady.
    W razie potrzeby napisać list i wsunąć pod drzwi lub po prostu zdzwoń. Kinga.""
    -„Nie będę na Ciebie tracić czasu..."-pomyślał James i poszedł do domu.

    Taki troszkę bez sensu na początku, no ale zero weny xD.
  • dziecko99dziecko99 Posty: 2,178 Member
    edytowano sierpnia 2010
    Super jest ^^
  • KLAUDIA16KLAUDIA16 Posty: 909
    edytowano października 2010
    Świetne!Ja bym czegoś takiego nie wymyśliła...
    To mój pomysł na tytuł histori- "Rodzina DepeAriów i ich wzloty,i upadki".
    Podoba Się Tytuł?
  • Nika127Nika127 Posty: 1,926 Member
    edytowano października 2010
    Super)Nie mogę się doczekać następnego! kontynuuj !
  • pauletkapauletka Posty: 307
    edytowano października 2010
    SUPER
  • paulina278paulina278 Posty: 706 Member
    edytowano października 2010
    Fajne, choć to nie jest mój ulubiony typ historii. Następną historię moglabyś zrobić trochę inną. Taki kryminał. Z morederstwami i wybuchami. Tego typu rzeczami.
  • NataliaPietronNataliaPietron Posty: 742 Member
    edytowano października 2010
    Zanim to przeczytam minie koniec świata.Ale poza tym spoko.

    Nareszcie skończyłam czytać!Ziu!
  • KLAUDIA16KLAUDIA16 Posty: 909
    edytowano października 2010
    Kiedy kolejna część?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Return to top