Pewnego razu w Riverview - czyli A'la Holmes na tropie ;-)

1356

Komentarz

  • olizgsolizgs Posty: 1,462 Member
    edytowano czerwca 2010
    Wspaniałe, niesamowite!
  • AlicjaAlicja Posty: 7,018 Member
    edytowano sierpnia 2010
    Było już późne popołudnie, gdy Diana dotarła na miejsce.

    Oaza Al Simhara - wyspa na morzu pustyni - jednak i o tej późnej porze jeszcze tętniła życiem! Po ulicach kręciły się tłumy ludzi - turystów i tubylców, zewsząd dochodził gwar i dźwięki miejscowych instrumentów. Handlarze nie zamknęli jeszcze swoich kramów, pełni nadziei, że może ktoś skusi się jeszcze na ich towar.

    Wszędzie biegały dzieci pełniące rolę naganiaczy - umorusane, ale wesołe obdarciuchy. Ciągnęły zdezorientowanych turystów za ręce oraz odzież do kramów i stoisk, gdzie zapewne handlowały ich matki czy ojcowie.

    Chwila nieuwagi - i biedny turysta tracił torbę, portfel czy aparat fotograficzny!!!

    Trzeba było mieć oczy naokoło głowy!

    Diana oszołomiona stała pośrodku tego tłumu, który nagle, nie wiadomo kiedy, otoczył ją ze wszystkich stron. Kobiety dotykały jej jasnych włosów, mężczyźni cmokaniem wyrażali swój zachwyt. A dzieciarnia łapiąc ją za ręce ciągnęła we wszystkich kierunkach.

    Diana nie mogła się opędzić od tych wszędobylskich łapek, czuła, że jeszcze chwila i zacznie wrzeszczeć ze strachu...

    Z gromadki kobiet wysunęła się znajoma postać - kobieta, która siedziała obok niej w autobusie. Krzyknęła coś do dzieciarni i stadko bachorów pierzchło na boki, jak spłoszone wróble. Kobieta wśród szmeru pełnego respektu (nie wiadomo czy to z powodu jej krzyku, czy pozycji zajmowanej w tej mikrospołeczności) powiodła ją do swojego kramu, który okazał się zwykłą lepianką.

    Jednak w jej cieniu Diana mogła odpocząć i zaspokoić pragnienie - dostała tykwę wypełnioną po brzegi mieszaniną wody i aromatycznego soku. Piła łapczywie, ani myśląc o amebach, febrze i malarii, i nie wiadomo jeszcze jakich groźnych mikrobach.

    Chciało jej się pić - i tyle!

    Dzieci - poznała teraz dzieciarnię z autobusu - stały naokoło i przypatrywały się jej ciekawie.
    Po dłuższej chwili - widząc, że Diana zaspokoiła pragnienie - kobieta odezwała się do Diany swoim niskim, trochę chrapliwym głosem. Diana nie zrozumiała ani słowa, ale kobieta powtórzyła kilka razy jedno słowo akcentując je pytającym tonem - hotel - hotel?

    Diana ucieszyła się. A więc nie jest tak najgorzej - są tu jakieś hotele!

    Tak, tak - hotel - wykrzyknęła uszczęśliwiona. Dzieciarnia podskoczyła chyżo i chwyciła ją za ręce.

    - Szybko, szybko, quick - powiedział jeden z chłopców - zadowolony i dumny, że zna język tej białej, ślicznej pani...

    Diana pospieszyła za nim, zdążyła tylko odwrócić się w progu i samym uśmiechem podziękować uczynnej kobiecie.

    Gdy Diana znikła za progiem, uśmiech kobiety także znikł z jej twarzy. Ostrożnie, oglądając się trwożnie na boki wyciągnęła z kieszeni swojej sukni małą, przyniszczoną fotografię i przesylabizowała napis na jej odwrocie. Zarzuciła na twarz chustę i pozostawiając sklepik swojemu chuderlawemu mężowi, pobiegła gdzieś spiesznie.

    Mimo późnej pory jaskrawe słońce Afryki nie znikło jeszcze za horyzontem i świeciło czerwonożółtą, olbrzymią kulą.
    Diana szła szybko, ciągnięta i szarpana przez malców, rozglądając się się ciekawie na boki. Minęli obszerny plac, ten sam, na którym zatrzymał się obły pojazd szumnie nazywany autobusem, następnie weszli w jedną wąską uliczkę, potem drugą. Diana w końcu straciła orientację... Zewsząd wyciągały się do niej ręce handlarzy, zachęcające do kupna paciorków, bransolet, skór, figurek, posążków, kolorowych bluzek, przedziwnych owoców, nieznanych przypraw, balsamów, maści. Każdy kupiec głośno zachwalał swój towar, przekrzykując konkurencję. Zewsząd dobiegał niesamowity, niepokojąco rytmiczny dźwięk arabskich instrumentów.
    Diana złapała się na tym, że bezwiednie kołysze biodrami w takt muzyki...

    Co krok kusiły aromatyczne zapachy gotowanych wprost na ulicy potraw. Diana poczuła nagle niesamowity głód.
    Zatrzymała się przy jednym z kramów z mocnym postanowieniem - ani kroku dalej, póki nie kupi choć kawałeczka mięsa smakowicie skwierczącego na prowizorycznym grillu.

    - Nie radziłbym - usłyszała nagle tuż nad swoją głową głos ostrzegający ją najczystszą angielszczyzną!

    -Chyba, że chce pani spędzić najbliższy tydzień w toalecie!

    Spojrzała do góry...

    Głos należał do szczupłego, czarnowłosego mężczyzny. Mężczyzna ów ubrany był w elegancki, jasny garnitur z bawełnianej flaneli, głowę chronił twarzową panamą... Nie mogła uchwycić jego wzroku, gdyż twarz tonącą w cieniu kapelusza dodatkowo przesłaniały ciemne okulary...
    Nie od razu zauważyła, że prowadzący ją chłopcy gdzieś nagle zniknęli. Poczuła dziwny niepokój.

    - S z u k a m jakiegoś wygodnego miejsca na nocleg... - No i żeby można było coś zjeść bezpiecznie - wybąkała w końcu, dziwnie speszona.

    - Dobrze się składa - właśnie idę do hotelu, w którym się zatrzymałem - proszę pójść za mną - odparł gładko i szybko mężczyzna, jakby to zdanie ćwiczył od dawna.
    - Za szybko - skonstatowała Diana, ale widocznie mężczyzna sam o tym pomyślał, bo dodał kusząco :
    - Mają tam także całkiem niezłą kuchnię, można zjeść o każdej porze coś dobrego...
    - I bezpiecznego - dorzucił, widząc wahanie dziewczyny...
    Diana ruszyła za nim już bez oporów. Głód zrobił swoje!

    W końcu nie stanie mi się nic złego wśród tłumu ludzi - pomyślała na usprawiedliwienie, sama pocieszając się tą myślą.

    Tłum, który zdawał się gęstnieć z każdą chwilą - na moment rozstąpił się przed podróżnymi, by po chwili znów zewrzeć się w barwną falangę wzdłuż podcieni domostw. Wyglądało to tak, jakby Diana i ów nieznajomy zapadli się w falującą taflę wody, która ich pochłonęła bez śladu i jednego dźwięku... Diana nawet nie zauważyła, że trop w trop za nimi wolno ruszyło dwóch innych mężczyzn...

    Był jednak jeszcze ktoś, kto ją obserwował z daleka, i czyjej uwadze nie umknął pośpiech, z jakim ów nieznajomy mężczyzna w jasnym garniturze, dziwnie ulizany i śliski, prowadził Dianę w głąb ciemniejącej już uliczki.

    Niespodziewanie jedna z mijanych bram prawie bezszelestnie rozwarła swoje podwoje - i Diana nagle zniknęła w jej czeluściach. Mężczyzna obserwujący idących zmarszczył gniewnie gęste brwi nad oczami koloru pogodnego nieba. Stał chwilę jakby zastanawiając się, co dalej, potem szybko ruszył, ale w przeciwnym kierunku...

    ...Brwi zmarszczył także Ciąg zwany Dalszym, który przestraszył się, że może go wygonić z opowieści nieoczekiwane ... Zakończenie! Zakończenie jednak nie nastąpiło, za to nastąpi niezastąpiony ciąg dalszy :)
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • cytrynqacytrynqa Posty: 394 Member
    edytowano lipca 2010
    Alu tak długo czekałam na ciąg dalszy twojej cudnej historii .... Jest niesamowita jak zawsze ;) Ale jak to to już koniec historii ?
    Nie rób tego nam :(

    Edit: PS Alu mam do Ciebie pewną prośbę . Wysłałam Ci wiadomość na E-maila. Z niecierpliwością czekam na odpowiedź ;)
  • dziecko99dziecko99 Posty: 2,178 Member
    edytowano lipca 2010
    Świetna historia!

    To taki żart,prawda?
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • Asiula99775Asiula99775 Posty: 4,128
    edytowano lipca 2010
    Świetna historia! Tylko szkoda, że już koniec : <
  • AlicjaAlicja Posty: 7,018 Member
    edytowano lipca 2010
    Nie martwcie się, nie zrobię wam tego - to jeszcze nie koniec - Diana ma jeszcze sporo przygód przed sobą! :) - staram się jedynie zabawnie zakończyć każdy odcinek, jak słusznie zauważyła DZIECKO99.
    Mam też pomysł na inną historyjkę, ale zacznę ją tu umieszczac po zakończeniu obecnej, więc nie nastąpi to tak szybko.
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • Nacia666Nacia666 Posty: 632
    edytowano sierpnia 2010
    A my się już zaczęliśmy martwić :D
  • Nacia666Nacia666 Posty: 632
    edytowano sierpnia 2010
    Świetne Alicjo, ale szkoda, że masz tak mało czasu na pisanie ;(
  • SimomaniaK9SimomaniaK9 Posty: 1,214 Member
    edytowano stycznia 2011
    Agusia128 napisał użytkownik:
    Historia świetna.

    Ps. Drogi Simomaniaku czy nie prościej by było napisać po prostu super niż robić chaos na forum.
    Nie wiem o co ci chodzi :hunf: xD
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • gabrysia17gabrysia17 Posty: 176
    edytowano października 2010
    Historia jest super :!:
  • AlicjaAlicja Posty: 7,018 Member
    edytowano października 2010
    Diana weszła do ogrodu otoczonego ze wszystkich stron murem. Nie usłyszała dźwięku zatrzaskującego się zamka w otwartej przed chwilą bramie, ale i tak poczuła się nieswojo.
    Wokół, w słabym oświetleniu dobiegającym z okien budynku migotały cienie rzucane przez liście palm, coś szemrało i bulgotało. Dopiero po chwili Diana skojarzyła ten dźwięk z małą fontanną znajdującą się pośrodku patio.

    Stanęła w miejscu, próbując zorientować się, gdzie jest. Mężczyzna, który ją tu wprowadził - nie słysząc jej kroków za sobą - też przystanął.

    - Proszę za mną... - Szybciej! - rzucił ponaglająco przez ramię.

    Diana nie usłyszała w jego głosie tej przymilnej nutki sprzed zaledwie kwadransa. Była niemile zaskoczona tą zmianą, ale ruszyła potulnie do przodu. Weszła za swoim przewodnikiem do środka budynku. Minęli kilka pomieszczeń na parterze, urządzonych bogato i z przepychem, co Dianę nieco uspokoiło.

    - Nie jest tak źle - to jakiś wysokiej klasy hotel...
    Niepokój, który minął chwilowo - wrócił ze zdwojoną siłą, gdy Diana uświadomiła sobie nagle, że nigdzie nie widać żywej duszy - ba, nie docierają do jej uszu żadne dźwięki, prócz niewyraźnego echa kroków tłumionych miękkim dywanem. Opanowała ją przemożna chęć ucieczki, ale było za późno, bo przy kolejnych drzwiach mężczyzna nagle przystanął, i ciągle w milczeniu, ukłoniwszy się, uprzejmym gestem nakazał wejście. Diana ruszyła z uniesionym dumnie podbródkiem - wszak była przyzwyczajona do takich uniżonych gestów, poza tym nie chciała pokazać, że się zwyczajnie boi.

    Jej oczy, które przywykły już do panującego na zewnątrz mroku, zostały nagle oślepione blaskiem światła, jakie zalewało pomieszczenie, do którego weszła. Po chwili zorientowała się, że znajduje się w ...kompletnie pustym pokoju, nie licząc nędznej kozetki, kilku krzeseł i małego stolika pod ścianą. Ani śladu mijanego po drodze przepychu! Zdezorientowana odwróciła się gwałtownie chcąc krzyknąć
    - no i gdzie ta restauracja!

    Ale okrzyk uwiązł jej w gardle... bowiem jej przewodnik zniknął jak kamfora!

    Ruszyła w panice do drzwi, ale zanim zrobiła dwa kroki - usłyszała szczęk przekręcanego klucza. Szarpnęła za klamkę, mając nadzieję, że się przesłyszała. Drzwi ani drgnęły!

    Dianę obleciał paraliżujący strach...

    Dopiero teraz przerażająco jasno dotarło do niej, co właściwie się stało... Jak głupio i nierozważnie postąpiła... Jak mogła zaufać przypadkowo spotkanemu człowiekowi! Jest w obcym kraju, w obcym mieście i nieznanym bliżej miejscu. Kto ją tu znajdzie!

    - Zaraz zaraz - przecież mam telefon - ucieszyła się tą nagłą myślą. Postawiła torbę na stoliku - jedynym meblu w tym pomieszczeniu, nie licząc kozetki - i gorączkowo wygrzebała z dna przepastnej torby etui z lamparciej skórki. W środku tkwił jej telefon... rozładowany do zera...

    Nie tracąc zimnej krwi Diana wyszarpnęła z torby ładowarkę, którą przezornie zapakowała do bocznej kieszonki, i rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu kontaktu. W tym momencie znów szczęknął zamek w drzwiach. Diana błyskawicznie wetknęła oba przedmioty za pasek spodni, i usiadła na kozetce, aby nie było widać wypukłości na jej brzuchu.

    W ciemnym prostokącie otwartych drzwi ukazały się sylwetki trzech mężczyzn. Gdy weszli do pokoju - jeden z nich stanął przy drzwiach w rozkroku, ze skrzyżowanymi na potężnej klacie rękoma. Diana nie miała wątpliwości, że ucieczka w takiej sytuacji jest niemożliwa.
    Pozostali dwaj usiedli na krzesłach i na moment zapadło ciężkie milczenie. Diana wbiła wzrok w ścianę, chcąc pokazać, że nic nie jest w stanie złamać jej odwagi i dumy.
    Jeden z mężczyzn odchrząknął, i zapytał najczystszą angielszczyzną:

    - Diana Remington, jak mniemam?

    Na dźwięk tego głosu Diana podskoczyła i błyskawicznie zwróciła twarz ku rozmówcy.

    W jasnym świetle rozpoznała go natychmiast, choć fryzura, ubiór - ba - nawet cała sylwetka mężczyzny zmieniła się. Nie miała jednak wątpliwości, choć rozum podpowiadał, że to niemożliwe, że przecież...

    W niedbałej pozie siedział przed nią ... Andrew Remington...

    Diana zamarła...

    Ciąg dalszy też zamarł w oczekiwaniu...
    Post edited by Nieznany użytkownik on
  • gabrysia17gabrysia17 Posty: 176
    edytowano października 2010
    Wow :!: Dziewczyno, masz talent :wink:
  • AlicjaAlicja Posty: 7,018 Member
    edytowano października 2010
    dziękuję, Gabrysiu - staram się :D
  • gabrysia17gabrysia17 Posty: 176
    edytowano października 2010
    To ja dziękuję, że ******* dla nas tą historię :wink:
  • Agusia128Agusia128 Posty: 1,304 Member
    edytowano października 2010
    Wow, było trochę przerwy a tu bum i jest kolejna cześć!
  • carolli443carolli443 Posty: 307 Member
    edytowano października 2010
    Nareszcie nowy rozdział !:D
    Muszę przyznać, że nie spodziewałabym się tego. Ciekawe, jaki będzie następny ruch Diany (Swoją drogą, uwielbiam to imię. W mojej rodzinie zawsze musi być przynajmniej jedna simka tak się nazywająca :mrgreen: )
  • TheNelly123TheNelly123 Posty: 525 Member
    edytowano października 2010
    Dziewczyno ty masz talent!P.i.s.z dalej to moja ulubiona historia w internecie!
  • gabrysia17gabrysia17 Posty: 176
    edytowano października 2010
    Zgadzam się z TheNelly123 :wink:
  • MAX7MAX7 Posty: 1
    edytowano października 2010
    Super nie mogę się doczekać następnej części
  • Agusia128Agusia128 Posty: 1,304 Member
    edytowano października 2010
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.
Return to top