Już ponad połowa wakacji. Teraz do szóstej klasy w podstawówce. Jak sobie pomyślę, że to już ostatni rok w mojej szkole i że niedługo pójdę do gimnazjum to normalnie mdli mnie .
Już ponad połowa wakacji. Teraz do szóstej klasy w podstawówce. Jak sobie pomyślę, że to już ostatni rok w mojej szkole i że niedługo pójdę do gimnazjum to normalnie mdli mnie .
Nie chcę Cię zniechęcać, ale wolę Cię ostrzec - koniec szóstej klasy jest najgorszy xd Na przykład dla mnie był to najgorszy moment w moim życiu (na razie ^ xd) - musiałam się pożegnać z najlepszymi przyjaciółkami, bo idą do innego gimnazjum ^ xd Ale tak to się w wakacje spotykamy : D
Nie zniechęcasz mnie. Najgorsze jest to, że w gimnazjum idziesz do nowej klasy, do nowych ludzi i wiesz... Najbardziej to mnie niepokoi. Ale dzięki za warna.
W mojej szkole nie lubię tylko jednego - dyrektorki. Jest jakaś nienormalna. Na przykład gdy miałem ostatnią plastykę w tym roku, na końcu lekcji nasza dyrektorka wymyśliła zabawę w głuchy telefon. Ja "lekko" zmieniłem hasło, a potem ltoś po mnie przekręcił to na bluzga. To pod koniec tej tury, ta baba na mnie wrzeszczy. Cały czas się do mnie wydzierała "To ty jesteś wulgarny! Za cy ty masz to wzorowe zachowanie?!". Taka złość mnie normalnie wzięła, że prawie nie wyszedłem z ławki i się na nią nie rzuciłem z pięściami. ehh...
Bardzo się cieszę, że macie/mieliście fajną klasę. Jak ja gdzieś widzę kogoś z mojej klasy z podstawówki to mam ochotę coś mu zrobić. Dobrze dla mnie, że podstawówka nie trwa trzy lata dłużej, bo nie wiem jak wytrzymałabym kolejny rok z nimi. Nie spotkałam innych tak fałszywych i wrednych ludzi jak oni.
No wiesz, w mojej klasie WIĘKSZOŚĆ to czarne owce. Mam tam kilku kolegów. Ale po prostu się przyzwyczaiłem do "schematu", czyli wstaję o 5.30 lub 6.00, o 7.00 lub 8.00 spotykam się z moim kolegą, idziemy razem do szkoły no i się zaczyna. To z przyzwyczajenia.
A po szkole(w ciepłe dni) szedłem z kolegami na lody,(w zimę) rzucaliśmy się śnieżkami lub pigułami albo(jesień i zimne dni) ganialiśmy się lub normalnie rozmawialiśmy ze sobą przed budą.
Trudno mi będzie "porzucić" ten schemat. Nawet fajnie było. A za rok nowa szkoła, wyższy poziom i inni ludzie.
Moja koleżanka kiedyś mi powiedziała, że by świętowała gdyby coś mi się stało. Koledzy codziennie się ze mnie śmiali i robili żarty. Nawet moja najlepsza koleżanka kiedy mogła wybierała towarzystwo innych. Koleżanki niby mnie lubiły, ale wrzeszczały na mnie z byle powodu (np. koleżanka poleciała w moją stronę i odruchowo wystawiłam rękę i od razu "No jaka ty jesteś głupia! Wszystkiego się boisz!". Jedna z nich szczególnie się do mnie przyczepiła (kolega mnie obraził, nie wytrzymałam i powiedziałam, że jest głupi, a ona na to ze złośliwym uśmiechem "Ty głupsza"). Czepiała się o wszystko. Przez nich muszę brać tabletki na uspokojenie, bo jestem strasznie nerwowa i od dwóch lat nadal, czasem mam ochotę coś sobie zrobić. Dodam, że na korytarzu wszyscy patrzyli na mnie jak na kosmitę, bo mam krzywe zęby, których z pewnego powodu nie mogę wyprostować.
W gimnazjum wreszcie nikt mi nie dokucza i nikt się na mnie nie gapi na korytarzu.
Hmmm...Mnie niektórzy też "niby lubią". Raz się lubimy, raz nie. Ja w klasie mam charakter taki "mieszany", czyli jestem nerwowy, bronie słabszych i się na słabszych wyżywam. Raz taki jeden Oskar zaczął się ze mną bić, bo powstrzymałem go od pobicia takiego jednego Daniela. To była walka zarówna "psychiczna" jak i "fizyczna". On normalnie mówił że nikt mnie nie lubi i śmiał się ze mnie. To tak się wkurzyłem, że go z całej pety kopnąłem w jaja, i on oczywiście się rozbeczał.
Potem na lekcji w-f, on zaatakował takiego mojego kolegę w trakcie meczu. Na ten widok oczywiście stanąłem w jego obronie, rozjuszyłem go i sprzedałem mu mocnego tzw. "liścia". Niestety nasz nauczyciel kazał nam usiąść, ale gdyby nie ja ten mój kolego by nie grał. Rozumiecie.
A jeśli chodzi o dziewczyny, to też było kilka incydentów. Mój ulubiony to był ten, kiedy rzuciłem(w zimę) moją eks-dziewczynę bryłą lodową w głowę(headshot) bo mnie wkurzyła.
I widzisz, nie tylko ty masz głupią klasę. Ja wogóle zrobiłem mnóstwo incydentów. Ale potrafię się wywinąć z najgorszych kłopotów.
Fakt, masz głupią klasę, ale to co opisujesz to jeszcze nic przy niektórych rzeczach które oni robili. Najciekawsze jest to, że traktowali tak tylko mnie mimo, że ja nic im nie robiłam. Dręczyli mnie przez 6 lat i wygląda na to, że bardzo ich to cieszyło. Nie przesadzam.
Kilka razy idioci zmówili się i pod szkoła podchodzili, i z wielką radością wyrywali mi czapkę, przydeptywali worek z butami, żeby wypadł mi z ręki i obrażali. Traktowali mnie tak nawet na lekcjach. Nauczyciele nie reagowali. Kiedyś na plastyce mieliśmy pomalować kartkę na czarno, żeby później namalować jakieś wzorki. Zrobiłam zbyt grubą warstwę farby. Koleżanka (która podobno mnie lubiła) podeszła i powiedziała złośliwie:
- Ha! Nie wyschnie ci to do jutra!
Teraz w gimnazjum przed na korytarzu usłyszałam jak kilku kolegów z klasy którzy do niego poszli śmieją się ze swoją klasą z mojego nazwiska. Powiedzieli im jak moja „mądra” koleżanka je przekręciła na coś co mnie uraziło.
To sytuacje które najbardziej zapamiętałam. Było ich dużo więcej. Takie rzeczy działy się prawie codziennie. W szóstej klasie z byle powodu prosiłam mamę, żeby pozwoliła mi zostać w domu, żebym nie musiała tego przeżywać.
Wiem co mówisz. U nas też jest taki jeden, co go ciągle biją i wiesz...
Ale to co się działo, to nic w porównaniu z uczuciami które przychodzą mi na myśl, ze to ostatni rok w mojej szkole i niedługo, przyjdzie czas na zmianę.
Komentarz
No właśnie! Nie napisali dokładnie o jaką komórkę chodziło! ^^
Nie chcę Cię zniechęcać, ale wolę Cię ostrzec - koniec szóstej klasy jest najgorszy xd Na przykład dla mnie był to najgorszy moment w moim życiu (na razie ^ xd) - musiałam się pożegnać z najlepszymi przyjaciółkami, bo idą do innego gimnazjum ^ xd Ale tak to się w wakacje spotykamy : D
W mojej szkole nie lubię tylko jednego - dyrektorki. Jest jakaś nienormalna. Na przykład gdy miałem ostatnią plastykę w tym roku, na końcu lekcji nasza dyrektorka wymyśliła zabawę w głuchy telefon. Ja "lekko" zmieniłem hasło, a potem ltoś po mnie przekręcił to na bluzga. To pod koniec tej tury, ta baba na mnie wrzeszczy. Cały czas się do mnie wydzierała "To ty jesteś wulgarny! Za cy ty masz to wzorowe zachowanie?!". Taka złość mnie normalnie wzięła, że prawie nie wyszedłem z ławki i się na nią nie rzuciłem z pięściami. ehh...
A po szkole(w ciepłe dni) szedłem z kolegami na lody,(w zimę) rzucaliśmy się śnieżkami lub pigułami albo(jesień i zimne dni) ganialiśmy się lub normalnie rozmawialiśmy ze sobą przed budą.
Trudno mi będzie "porzucić" ten schemat. Nawet fajnie było. A za rok nowa szkoła, wyższy poziom i inni ludzie.
W gimnazjum wreszcie nikt mi nie dokucza i nikt się na mnie nie gapi na korytarzu.
Potem na lekcji w-f, on zaatakował takiego mojego kolegę w trakcie meczu. Na ten widok oczywiście stanąłem w jego obronie, rozjuszyłem go i sprzedałem mu mocnego tzw. "liścia". Niestety nasz nauczyciel kazał nam usiąść, ale gdyby nie ja ten mój kolego by nie grał. Rozumiecie.
A jeśli chodzi o dziewczyny, to też było kilka incydentów. Mój ulubiony to był ten, kiedy rzuciłem(w zimę) moją eks-dziewczynę bryłą lodową w głowę(headshot) bo mnie wkurzyła.
I widzisz, nie tylko ty masz głupią klasę. Ja wogóle zrobiłem mnóstwo incydentów. Ale potrafię się wywinąć z najgorszych kłopotów.
Kilka razy idioci zmówili się i pod szkoła podchodzili, i z wielką radością wyrywali mi czapkę, przydeptywali worek z butami, żeby wypadł mi z ręki i obrażali. Traktowali mnie tak nawet na lekcjach. Nauczyciele nie reagowali. Kiedyś na plastyce mieliśmy pomalować kartkę na czarno, żeby później namalować jakieś wzorki. Zrobiłam zbyt grubą warstwę farby. Koleżanka (która podobno mnie lubiła) podeszła i powiedziała złośliwie:
- Ha! Nie wyschnie ci to do jutra!
Teraz w gimnazjum przed na korytarzu usłyszałam jak kilku kolegów z klasy którzy do niego poszli śmieją się ze swoją klasą z mojego nazwiska. Powiedzieli im jak moja „mądra” koleżanka je przekręciła na coś co mnie uraziło.
To sytuacje które najbardziej zapamiętałam. Było ich dużo więcej. Takie rzeczy działy się prawie codziennie. W szóstej klasie z byle powodu prosiłam mamę, żeby pozwoliła mi zostać w domu, żebym nie musiała tego przeżywać.
Idę.
Ale to co się działo, to nic w porównaniu z uczuciami które przychodzą mi na myśl, ze to ostatni rok w mojej szkole i niedługo, przyjdzie czas na zmianę.
Dobranoc